Strona główna Aktualności Społeczność
Profile Grupy Przewodnik Wydarzenia Wsparcie
Ogłoszenia
Towarzyskie Pokoje i mieszkania Praca Ogłoszenia drobne Edukacja Pozostałe Dodaj
Queeroteka
Książki Filmy i seriale Quizy Patronat Queer.pl
Magazyn
Artykuły Galerie Tematy Tagi
Kontakt Reklama Regulamin
Queer.pl Portal osób LGBT+
Menu
Logowanie Rejestracja
TOP Sport LGBT Profile i ogłoszenia Marsze Równości 2026 Kino LGBT Coming out
Sobota, 16.10.2004, Aktualizacja: Czwartek, 02.04.2026

Wyborcza o sytuacji gejów w Hiszpanii

Podziel się Tweetnij Skomentuj (0)
Podziel się Tweetnij Skomentuj (0)

Rewolucja obyczajowa w kolebce katolickiej inkwizycji

Sobotnie wydanie Gazety Wyborczej przynosi obszerne teksty na temat rewolucji obyczajowej w Hiszpanii. Artur Domosławski szczegółowo omawia plany socjalistycznego rządu premiera José Luisa Zapatero, który chce przyznać homoseksualistom wiele praw, w tym do zawierania małżeństw i adoptowania dzieci. Sprawę tę wielokrotnie omawialiśmy na naszych łamach. W tym samym numerze (16.10.04) znajdujemy wywiad z Jordi Petit (Jordi Lozano Gonzalez, foto), historycznym liderem ruchu gejowskiego w Hiszpanii. Tekst ten zatytułowany "Zmieniają się obyczaje" cytujemy w obszernych fragmentach:

Artur Domosławski: Być homoseksualistą w Hiszpanii w epoce frankizmu...

Jordi Petit: ...oznaczało co najmniej dwa superpoważne problemy. Pierwszy to samoudręczenie homoseksualistów, któremu towarzyszyły wstyd i poczucie grzechu. Wielu ludzi orientacji homoseksualnej nienawidziło siebie samych, czuło się ludźmi chorymi, nienormalnymi, przestępcami. Te stany społecznej i osobistej izolacji popychały wielu homoseksualistów do samobójstwa.

Drugi problem to prześladowania, jakim homoseksualistów poddawało państwo gen. Franco. Policja robiła najazdy na miejsca cichych, niemal konspiracyjnych spotkań homoseksualistów, biła ich, aresztowała. Ludzie, o których było wiadomo, że są homoseksualistami, nie mogli dostać pracy, byli napiętnowani i izolowani.

Wielu popełniało samobójstwa, jeszcze liczniejsi decydowali się na opuszczenie kraju. Jedynie niewielka grupa związana ze środowiskami artystycznymi, cyganerią, była w stanie jako tako funkcjonować, znaleźć psychiczną niszę. W tych kręgach była nieco większa tolerancja dla odmiennej orientacji seksualnej.

A jednym zdaniem: to były czasy koszmaru.

Czy prześladowania były zadekretowane przez dyktaturę, czy była to raczej praktyka państwa policyjnego wsparta społecznymi obyczajami i fobiami?

- Było specjalne prawo jeszcze z czasów republiki "o włóczęgach i złoczyńcach", które w latach 50. reżim frankistowski rozszerzył i do kategorii złoczyńców włączył homoseksualistów. Dla homoseksualistów wprowadzono kary więzienia. A wreszcie w 1970 r., krótko przed śmiercią Franco, uchwalono najgorsze ze wszystkich prawo o "elementach społecznie niebezpiecznych", do których zaliczono narkomanów, ludzi bez pracy, prostytutki, stręczycieli, żebraków, a także homoseksualistów. Ludzie, których podciągano pod którąś z tych kategorii, traktowano z całą surowością jako niebezpiecznych dla porządku publicznego.

W przypadku homoseksualistów represje były szczególnie dotkliwe. Wysyłano ich do specjalnych zakładów karnych, tam poddawano "reedukacji" i "resocjalizacji". Było mnóstwo procesów. Na pewno tysiące, choć do dziś badacze nie zdołali ustalić dokładnej liczby.

Z tym prawem współgrała narodowo-katolicka edukacja w szkole. Czytelnikom z Polski warto przypomnieć, że Kościół poparł dyktaturę i stanowił jeden z jej filarów.

I jako samoobrona pojawia się pod-ziemny ruch gejowski?

- Pierwszy taki ruch pojawił się dopiero w latach 70. XX wieku, zaledwie trzydzieści parę lat temu! To była niewielka podziemna grupa - Hiszpański Ruch Wyzwolenia Homoseksualnego (Movimiento Espan~ol de Liberacion Homosexual). Spotykała się i działała z niezwykłą ostrożnością w obawie przed represjami policyjnymi.

Jednak w latach 60. Hiszpania Franco powoli się otwiera, sprzyja temu m.in. rozwój turystyki. Czy miało to wpływ na Waszą sytuację?

- I to ogromny. Rejony turystyczne, do których zaczęli zjeżdżać cudzoziemcy, były pierwszymi obszarami wolności i wyzwolenia seksualnego zarówno dla heteroseksualistów, jak i dla gejów. Sitges pod Barceloną, Torremolinos na Costa del Sol, Wyspy Kanaryjskie, Majorka... Turystyka otworzyła głowy wielu ludziom i przygotowała teren do walki o prawa homoseksualistów. Jednak do śmierci Franco w 1975 r. trudno mówić o ruchu mającym wpływ społeczny.

Po śmierci dyktatora powstają ruchy na rzecz wszystkiego, co było dotąd zakazane. Z podziemia wychodzą partie polityczne, związki zawodowe, powstają nowe stowarzyszenia, ruch feministyczny, a także ruch gejowski. Pierwsza manifestacja publiczna gejów odbywa się w Barcelonie w 1977 r. na słynnym deptaku La Rambla. Głównym jej hasłem było zniesienie wciąż obowiązującego prawa o "niebezpiecznych elementach".

I jak ją odebrano? Społeczeństwo było przez lata uczone dezaprobaty - delikatnie mówiąc - dla homoseksualistów.

- Państwo zareagowało represjami, zatrzymano wielu działaczy, natomiast środki przekazu, również za granicą, przyjęły manifestację z dużą aprobatą. Wtedy wielu ludzi w Hiszpanii chętnie opowiadało się za prawem do równości każdej grupy, sympatyzowało z ruchami społecznymi zakazanymi przez Franco.

Znacznie łatwiejsza była batalia w dużych miastach, gorzej było na wsi i w miasteczkach. Wielu ludzi żywiło wobec nas uczucia - powiedzmy - ambiwalentne. Mieli wobec nas masę uprzedzeń. Hiszpania to kraj o kulturze macho. Ale niekiedy ci sami ludzie obserwowali nas z życzliwością i zaciekawieniem, bo stanowiliśmy część społecznej rewolucji wolności.

Powiedział Pan, że w 1977 r. po demonstracji w Barcelonie poddano Was represjom. To znaczy, że jeszcze dwa lata po śmierci Franco represjonowano homoseksualistów?

- A jakże! Przez kilka lat prowadziliśmy kampanię na rzecz uznania naszego ruchu przez prawo hiszpańskie. Jeszcze w 1979 r. rząd odmówił zalegalizowania naszej organizacji. Zaczęliśmy wtedy wielką kampanię, która półtora roku później, w 1980 r., doprowadziła do zalegalizowania Frontu Wyzwolenia Gejów Katalonii.

Czy socjaliści byli od zawsze zwolennikami praw homoseksualistów?

- Absolutnie nie. Na przykład pierwszy po powrocie demokracji burmistrz Madrytu, socjalista, był zwyczajnym homofobem. Mówił publicznie, że homoseksualizm jest chorobą.

Już w demokracji, w latach 80., nastał dla nas trudny czas, gdy epidemię AIDS błędnie wiązano z homoseksualizmem. Mówiło się o "różowym raku", "gejowskim złu". Wtedy klimat do upominania się o prawa i poszanowanie był dla homoseksualistów niesprzyjający.

Jakie są główne punkty sporu między propozycjami socjalistycznego rządu José Luisa Zapatero a prawicową opozycją i Kościołem katolickim?

- Przede wszystkim dzisiaj w Hiszpanii nikt, nawet Kościół katolicki, nie neguje konieczności zagwarantowania równych praw par homoseksualnych do zawierania małżeństw.

Kościół chyba jednak neguje...

- Kościół domaga się, by takiego związku nie nazywać małżeństwem, a Partia Ludowa dopowiada: niech się nazywa "stałym związkiem cywilnym". Cała debata odbywa się w atmosferze niezwykle sprzyjającej prawom homoseksualistów, nawet w porównaniu z krajami, w których mają oni już prawa, choć bardziej nieśmiałe. Wyprzedziliśmy Francję, Włochy, Wielką Brytanię i Niemcy.

Istnieje oczywiście problem ideologiczny. Partia Ludowa chciałaby tak skonstruować prawo, by homoseksualiści byli określeni w nim jako obywatele mimo wszystko inni niż heteroseksualiści i by prawa dla homoseksualistów miały podrzędny status wobec praw dla par heteroseksualnych. To dlatego prawica zgadza się na równość praw, ale spiera się o to, czy prawo ma mówić o "małżeństwie".

O wiele większe emocje i spory wywołuje kwestia adopcji dzieci przez pary homoseksualne. Tutaj nie ma już takiej zgodności co do równości praw, a nawet można mówić o głębokim konflikcie.

- Ten spór ma tło homofobiczne. Przeciwnicy adopcji bardziej niż do argumentów racjonalnych odwołują się do fałszywej tezy mówiącej, że dzieci będą ofiarami takiego prawa. Tymczasem homoseksualność nie jest ani lepsza, ani gorsza od heteroseksualności, a wychowanie dzieci przez pary homoseksualne nie prowadzi do tego, że będą one homoseksualistami. Jestem homoseksualistą, ale wychowałem się w rodzinie heteroseksualnej. Jedno z drugim nie musi mieć związku. Odwoływanie się w tej kwestii do praw dzieci to wykręt i przejaw uprzedzeń, których konsekwencją jest prawna dyskryminacja par homoseksualnych.

A jakie jest zdanie większości Hiszpanów w tej sprawie?

- Według badań około dwóch trzecich Hiszpanów opowiada się za prawem do małżeństw par homoseksualnych, a ponad połowa - za prawem do adopcji dzieci.

Cała ta dyskusja o adopcji przypomina mi dyskusję sprzed ponad dwudziestu lat o prawie rozwodowym. Również wtedy Kościół i prawica używały dokładnie tego samego argumentu - dzieci będą ofiarami prawa o rozwodach. To prawo weszło w życie, świat się nie zawalił, a poza tym rozwody - nieformalne - istniały wcześniej. Już dzisiaj żyjemy w świecie, w którym istnieją różne formy rodziny. Również takie, gdzie rodzice są tej samej płci.

Dlatego prawo do adopcji nie spowoduje nagłego pojawienia się takich rodzin. One już istnieją! Dzieci są niekiedy owocem poprzednich związków, czasami nigdy nie miały rodziny, żyły z samą matką lub samym ojcem. Życie stwarza bardzo różne sytuacje, nie zaczynamy od zera, żyjemy w zastanych realiach.

Można odwrócić argument przeciwników i powiedzieć, że dzieci wychowywane przez pary homoseksualne nie mają dzisiaj prawa do dziedziczenia w przypadku śmierci jednego z rodziców, który je wychowywał, choć nie był rodzicem biologicznym. Ten kij ma dwa końce.

(...)

Czy zgodzi się Pan z tezą, że problem, o którym mówimy, jest znacznie szer-szy niż tylko prawa homoseksualistów? Czy nie stoimy w obliczu zmiany tradycyjnego pojmowania tego, czym jest rodzina?

- Zgoda. Nawet w niezbyt wyszukanych serialach telewizyjnych łatwo dostrzec, jak błyskawicznie zmieniają się w dzisiejszych czasach wartości i pojęcia. Zmierzamy w stronę społeczeństwa polifonicznego, w którym będą ze sobą współbrzmiały różne sposoby życia, różne formy rodziny, różne - jak to nazywam - "sieci rodzin miejskich" związane nie więzami krwi, lecz raczej więzami przyjaźni, sąsiedztwa.

W krajach północnej Europy coraz częściej mamy do czynienia z parami żyjącymi w różnych mieszkaniach w tym samym mieście lub tej samej dzielnicy. Punktem wyjścia zbudowania takiej rodziny jest indywidualizm i poszanowanie dla upodobań partnera czy partnerki. Na południu Europy rodzina jest wciąż bardziej wspólnotowa. Tak, zgoda, prawa homoseksualistów nie są dzisiaj czynnikiem szczególnie rewolucyjnym. To tylko kolejny element i znak wielkiej zmiany form społecznego współżycia we współczesnym świecie.

(Gazeta Wyborcza)
OCEŃ ARTYKUŁ
Podoba mi się (0)
Nie podoba mi się (0)
Komentarze (0)
HEJT STOP!Zapoznaj się z warunkami dodawania komentarzy
Komentuj
Moja ikona
Dodaj komentarz
Komentarz od osoby niezalogowanej pojawi się po akceptacji moderatora.
Dozwolone znaczniki (BBCode):
[b], [i], [u], [url], [url=], [mail], [mail=], [color=], [code], [quote]
Autor
Redakcja Queer.pl
Pierwszy polski portal ludzi LGBT
TAGIWięcej
adopcja dzieci AIDS Artur Domosławski Barcelona dyktatura frankizm Gazeta Wyborcza Historia Hiszpania Jordi Petit José Luis Zapatero Kościół katolicki Madryt małżeństwa jednopłciowe Partia Ludowa Polityka prawa obywatelskie represje rodzina ruch wyzwoleńczy Społeczeństwo Sytuacja osób homoseksualnych w Hiszpanii turystyka
Powiązane
Obraz Wtorek, 04.01.2011 W Barcelonie powstanie pomnik poświęcony ofiarom homofobii Obraz Poniedziałek, 08.11.2010 Pocałunkiem w papieża Obraz Czwartek, 28.04.2005 Przeciwni małżeństwom homoseksualnym Obraz Niedziela, 03.07.2005 Kościół o homomałżeństwach w Hiszpanii Obraz Czwartek, 30.06.2005 Hiszpania: "homomałżeństwa" legalane!
Inne tematy
Transkrypcja małżeństw jednopłciowych: była radość - są problemy, niepewność i rozczarowanie Wtorek, 26.05.2026 Transkrypcja małżeństw jednopłciowych: była radość - są problemy, niepewność i rozczarowanie
Eurowizja 2026: Finlandia faworytem bukmacherów. Jakie szanse ma Polska? Piątek, 15.05.2026 Eurowizja 2026: Finlandia faworytem bukmacherów. Jakie szanse ma Polska?
Prezydent Nawrocki zapowiada weto ws. ustawy o statusie osoby najbliższej. Będzie projekt prezydencki? Czwartek, 28.05.2026 Prezydent Nawrocki zapowiada weto ws. ustawy o statusie osoby najbliższej. Będzie projekt prezydencki?
Kontakt Reklama Regulamin
Social media
Polub na Facebooku Obserwuj na Twitterze Instagram WhatsApp
© 1996-2026 Queermedia.pl, ISSN 2299-9019 Polityka prywatnościUstawienia prywatnościPrzerwij abonamentOdstąpienie od umowy







🌈
Odkryj więcej na Queer.pl
Zalogowani użytkownicy mogą oglądać zdjęcia innych osób, zakładać profile, komentować artykuły i oceniać filmy.
Dołącz do nas Zaloguj się