Co dla LGB oznacza ustawa o in vitro?
Ustawa o in vitro nie jest "furtką dla adopcji dzieci przez homoseksualistów", jak chcieliby prawicowcy, ale wręcz odwrotnie - blokuje dostęp ludziom LGB do tej usługi - podkreśla w rozmowie z nami Marcin Rodzinka z Kampanii Przeciw Homofobii. Po zablokowaniu w Sejmie dyskusji nad projektami ustaw o związkach partnerskich, Platforma Obywatelska kolejny raz rzuca naszej społeczności kłody pod nogi.
W czwartek w Sejmie przegłosowano rządowy projekt ustawy o in vitro. Za głosowało 261 posłów, przeciw było 176. Wg ustawy z procedury in vitro będą mogły korzystać małżeństwa oraz osoby we wspólnym pożyciu, potwierdzonym zgodnym oświadczeniem. In vitro będzie dostępne dla takich osób po wyczerpaniu innych metod leczenia, prowadzonych przez co najmniej rok. "Dotrzymałam słowa, ustawa o in vitro jest. Bardzo się z tego cieszę, to wielki sukces polskiej wolności. Dla ludzi, którzy mają ten wielki problem, to zbawienie dla nich, mogą mieć nadzieję na kawałek swojego szczęścia" - mówiła premier Ewa Kopacz po głosowaniu.
Na początku czerwca Kampania Przeciw Homofobii przekonywała podczas konferencji, że projekt ustawy w obecnym kształcie wyklucza możliwość skorzystania z procedury medycznie wspomaganej prokreacji przez kobiety samotne oraz kobiety pozostające w związkach jednopłciowych. Czy rządowy projekt faktycznie wyklucza ludzi LGB? O jego założeniach rozmawialiśmy z Marcinem Rodzinką, pracującym w KPH specjalistą zdrowia publicznego.
W czwartek zapanowała radość z powodu przegłosowania w Sejmie rządowego projektu ustawy o in vitro. Co z tego wynika dla ludzi LGB, którzy chcieliby mieć dzieci i np. skorzystać z ustawy?
Marcin Rodzinka: Dopóki nie było ustawy to wbrew pozorom było trochę łatwiej, bo kwestia ta nie była do końca uregulowana. Do tej pory to kliniki decydowały komu będą świadczyć usługi z zakresu in vitro. W tym momencie ustawa ściśle reguluje to, kto będzie mógł skorzystać z takiej metody leczenia bezpłodności. Szczególnie wykluczone są lesbijki i kobiety samodzielne. Więc z jednej strony cieszymy się z ustawy, bo w końcu in vitro będzie regulowane i finansowane, ale z drugiej strony ustawa w obecnym kształcie jest przeszkodą dla osób nie żyjących w związkach różnopłciowych, a które chciałyby się starać, z różnych powodów, o potomstwo korzystając z metody in vitro.
Czyli nawet jeżeli chcemy zapłacić – to z in vitro nie skorzystamy?
Marcin Rodzinka: Wcześniej można było znaleźć klinikę, która chciała, mogła i była przyjazna. Wiem, że takie kliniki są w Warszawie, Gdańsku i innych miastach. Oczywiście, nie odbywało się bez problemów, ale pocztą pantoflową te kontakty się przenosiły. Teraz będzie tak, że na kliniki zostaną nałożone restrykcje dot. tego, komu będą mogły świadczyć usługi. Już nawet nie chodzi o kwestię finansowania - już wkrótce będzie tak, że kliniki, jeżeli chcą przestrzegać przepisów, to nie będą mogły świadczyć usług osobom nie objętym ustawą. Ustawa wyłącza przede wszystkim z legalnej procedury in vitro kobiety żyjące z kobietami oraz kobiety samodzielne. Osoby te wcześniej mogły iść do kliniki i, jeżeli oczywiście miały pieniądze, skorzystać z takiej usługi. Od teraz w świetle prawa nie będą mogły tego zrobić.
Jakie zatem mogą być konsekwencje ustawy?
Marcin Rodzinka: Moim zdaniem zapewne rozrośnie się "czarny rynek". Myślę, że część klinik nie będzie chciała rezygnować z jednej strony z dochodowych klientek, z drugiej – z jakichkolwiek grup klientów. Może być też tak, że nastąpi przeniesienie do podziemia i usługi dalej będą świadczone, ale nielegalnie. Nie mówiąc już o turystyce in vitro i wyjazdach za granicę.
Czy są jakieś szanse jeszcze na lobbying w tym temacie?
Marcin Rodzinka: Poprawki do ustawy w naszym imieniu zgłaszała m.in. Wanda Nowicka. Wszystkie zostały odrzucone. Zebraliśmy podpisy 36 organizacji pod apelem do premier Kopacz. Został zignorowany. W tym momencie wydaje mi się, że jest już po grze - ustawa jest zatwierdzona przez Sejm, pójdzie do Senatu, więc myślę, że szanse na jej zmianę są małe, tym bardziej, że w Senacie Platforma Obywatelska też ma większość. Rząd chce jak najszybciej zakończyć proces legislacyjny, tak żeby obecny prezydent mógł jeszcze ustawę podpisać. Pole manewru jest raczej żadne. Oczywiście, możemy się o to medialnie upominać i wykorzystywać szum wokół tematu.
Nie za bardzo widzę też chętnych i chętne, którzy mówią w mediach: "tak, jestem LGB i chcę mieć dziecko"...
Marcin Rodzinka: Ja to rozumiem. Nam też trudno było znaleźć kobiety, że tak to nazwę "twarze problemu", które starają się o dziecko metodą in vitro i chciałyby publicznie powiedzieć o swoich planach i życiu. Stygmatyzacja wciąż jest duża, ale nie da się ukryć, że potrzebne jest też "naładowanie problemu emocjami": pokazanie osób, które faktycznie tego potrzebują.
Co można doradzić ludziom LGB, którzy chcą się starać o dzieci, chcą mieć dzieci i chcieliby skorzystać z in vitro?
Marcin Rodzinka: Doradzić można niewiele. Domyślam się, że wiele osób będzie składać fałszywe deklaracje wspólnego pożycia z osobą odmiennej płci, by móc skorzystać z procedury in vitro. Ale czy jest to rozwiązanie? Moim zdaniem lepszym sposobem dla dużej grupy osób pragnących potomstwa jest zbiorowy lobbing na rzecz zmian w tej ustawie. W obecnym i przyszłym układzie sił politycznych może być to trudne, ale nie niemożliwe.
(red)
Ja pierdzielę, wam się naprawdę we łbach poprzewracało...
A gdzie widzisz problem?
...''Leczenie niepłodności tą metodą będzie mogło być podejmowane po wyczerpaniu innych metod leczenia, prowadzonych przez co najmniej 12 miesięcy...''
Na moje oko mimo wszystko ten zapis, z automatu wyklucza pary jednopłciowe. No bo wyobraźmy sobie, jak niby dwie kobiety, czy dwóch mężczyzn, pozostających we wspólnym pożyciu, mają leczyć bezpłodność. Ten zapis jest stricte, związany z metodami biologicznymi i naturalnymi, poczęcia dziecka.... (To jest cholernie smutne)
Nie jest smutne jest po prostu PRAWDZIWE. Nie sądziłem, że przeczytam kiedyś na tym portalu tekst w którym in vitro i dzieci w związkach homo będą widnieć jednocześnie.
Ja pierdzielę, wam się naprawdę we łbach poprzewracało...
No bo wyobraźmy sobie, jak niby dwie kobiety, czy dwóch mężczyzn, pozostających we wspólnym pożyciu, mają leczyć bezpłodność.
Geje i tak z in vitro pożytku by nie mieli - bo gdzie by im wszczepili zarodek? W mosznie?
Pamiętacie ten durny film " Junior"? Arnold Schwarzenegger był w ciąży i rodził.
Tylko że to był Schwarzenegger. To zupełnie inna kategoria. :C
Znajomi moich rodziców mają wnuczkę z zapłodnienia in vitro. Ma 12 lat, genetyczny zanik kosmków jelitowych, dziewczynka bardzo cierpi a jej leczenie jest koszmarem.
No cóż... widocznie źle się im TRAFIŁO...
1. No ja mam wątpliwości czy był jakiś istotny lobbing firm. Przecież wcześniej dla nich było lepiej, bo nie było żadnej regulacji. In vitro nie było zakazane i nie miało żadnych ograniczeń. Ta ustawa nakłada ograniczenia na kliniki stosujące tą metodę. To coś chyba słaby mieli ten lobbing.
2. Mamy rozumieć, że przywołana przez Ciebie choroba pojawia się tylko u dzieci z In vitro? Czy ktokolwiek obiecywał, że z In vitro będą tylko zdrowe dzieci? Jednostkowy przypadek jest dowodem na co? Na nic. W czasie burzy może trafić Ciebie piorun. I co? Sejm ma zakazać wychodzenie z domu podczas burzy?
No bo wyobraźmy sobie, jak niby dwie kobiety, czy dwóch mężczyzn, pozostających we wspólnym pożyciu, mają leczyć bezpłodność.
Geje i tak z in vitro pożytku by nie mieli - bo gdzie by im wszczepili zarodek? W mosznie?
...''Leczenie niepłodności tą metodą będzie mogło być podejmowane po wyczerpaniu innych metod leczenia, prowadzonych przez co najmniej 12 miesięcy...''
Na moje oko mimo wszystko ten zapis, z automatu wyklucza pary jednopłciowe. No bo wyobraźmy sobie, jak niby dwie kobiety, czy dwóch mężczyzn, pozostających we wspólnym pożyciu, mają leczyć bezpłodność. Ten zapis jest stricte, związany z metodami biologicznymi i naturalnymi, poczęcia dziecka.... (To jest cholernie smutne)
Znajomi moich rodziców mają wnuczkę z zapłodnienia in vitro. Ma 12 lat, genetyczny zanik kosmków jelitowych, dziewczynka bardzo cierpi a jej leczenie jest koszmarem.
No cóż... widocznie źle się im TRAFIŁO...