Przytłaczającą większością głosów PO i PiS Sejm uniemożliwił zaplanowane na dziś czytanie projektów o związkach partnerskich. Głosowanie stało się koniecznie po decyzji konwentu seniorów, który uznał punkt obrad za sporny. Ogłoszeniu wyników głosowania towarzyszyły okrzyki "PO-PiS". Posłowie Ruchu Palikota oraz SLD wyposażeni byli w tęczowe chorągiewki. Politycy RP głosowali jawnie za pomocą kartek z napisem "Tak, dla ustawy o związkach partnerskich".
PO uzasadnia decyzję niekonstytucyjnością obu projektów i zapowiada przyśpieszenie prac na własnym rozwiązaniem. Jutro mamy poznać szczegóły projektu posła Dunina. Niewielka grupa posłów i posłanek PO wyłamała się, głosując za dopuszczeniem do czytania projektów. Wśród nich m.in.
Marcin Święcicki, Joanna Mucha, Bogdan Zdrojewski i Ewa Kopacz.Robert Biedroń wyraził rozczarowanie brakiem możliwości przedstawienia projektów na forum plenarnym. Polityk RP pojawił się na konferencji prasowej wraz z przedstawicielami Grupy Inicjatywnej ds. Związków Partnerskich oraz grupy Miłość Nie Wyklucza. Ewa Tomaszewicz z MNW na przykładzie swojej własnej sytuacji opisała jak ważne jest uregulowanie praw par jednopłciowych.
Co dalej? Jutro poznamy być może szczegóły projektu Platformy Obywatelskiej. Projekty wywodzące się z prac grupy Miłość Nie Wyklucza oraz Grupy Inicjatywnej nie lądują w koszu. Oba nadal mają szansę - przynajmniej w teorii - na pierwsze czytanie w Sejmie. Inicjatywa leży ponownie po stronie marszałkini Kopacz.
Obradom Sejmu towarzyszyła pikieta na Wiejskiej. Około 100 osób zebrało się wokół transparenty z napisem "Żądamy ustawy o związkach partnerskich". Demonstrujących wspierali Anna Grodzka, Robert Biedroń i Ryszard Kalisz.
A obecność małżeństw tylko hetero i związków partnerskich tylko homo wydaje mi się nieco obraźliwa - to mocne pokazanie, że osoby nieheteronormatywne to taka gorsza grupa, która nie zasługuje na małżeństwo. Oczywiście i tak jest to lepsze niż to, co mamy teraz w tym strasznym kraju...
Osobiście nie zależy mi na garniturach, welonach i obrączkach, ale na zrównaniu praw finansowych (w tym dziedziczenia), a potem praw adopcyjnych (zarówno w przypadku dzieci biologicznych partnera/partnerki jak i w przypadku adopcji właściwych).
Projekt Dunina odnosi się do praw dziedziczenia na równi z tym dotyczącym małżonków oraz (w art.18) do alimentów przez okres do 3 lat od rozwiązania związku, z wyłączeniem sytuacji, gdy partner świadczący alimenty wchodzi w inny związek partnerski lub małżeński (nieco to podejrzane; czyżby w przypadku związków małżeńskich było podobnie?).
Niestety wygląda na to, że z punktu widzenia prawa podatkowego, związek partnerski służy do dymania, ponieważ rodząc współodpowiedzialność za zobowiązania podatkowe partnera (do wysokości kwoty udziału we wspólnym majątku, a jeśli już jest po rozwodzie a zobowiązanie powstało w trakcie związku, to z majątku własnego do owej kwoty udziału w ówczesnym wspólnym majątku), nie daje jednocześnie prawa do wspólnego opodatkowania. Krótko mówiąc jest asymetria zobowiązań i praw podatkowych a jedyne "profity" pojawiają się po śmierci partnera (ulga podatkowa od spadku).
W ostatnim wywiadzie telewizyjnym na temat rzeczonych projektów ustaw, w którym brał udział Krystek i przedstawiciel "KoLibra", ten ostatni tłumaczył, że legalizacja związków jednopłciowych mogłaby zagrozić polskiej demografii i dać "złe wskazanie" potencjalnym związkom małżeńskim. .
Akurat ja się z tym zgadzam. Rozpatrując pary hetero, małżeństwo gwarantuje większą jego stabilność i długotrwałość niż związek partnerski. To przecież oczywiste. Dlatego albo powinniśmy mieć równe prawa i obowiązki albo związki powinny być tylko dla par jednopłciowych.
Oczywista oczywistość??? Przypadek francuski pokazał, że przeciętny czas "życia" związku małżeńskiego jest krótszy od czas "życia" związku PACS. W perzynę obraca to wyświechtane opinie o związku małżeńskim jako "cudownym lepiszczu". Bazując na tym, dla dobra dzieci należałoby je odbierać małżeństwom i przekazywać partnerom w PACS (albo dawać związkom PACS przywileje w adopcji względem związków małżeńskich), bo ci zapewniliby dziecku większą stabilizację.
Co więcej, w Holandii małżeństwa jednopłciowe też są trwalsze o heteroseksualnych (a przynajmniej tak było jeszcze parę lat temu; ostatnich statystyk nie znam). Nikt tam też nie zaryzykowałby, będąc w pełni poczytalnym, stwierdzenia że związek jednopłciowy daje dziecku mniejszą stabilizację niż heteroseksualny.
W ostatnim wywiadzie telewizyjnym na temat rzeczonych projektów ustaw, w którym brał udział Krystek i przedstawiciel "KoLibra", ten ostatni tłumaczył, że legalizacja związków jednopłciowych mogłaby zagrozić polskiej demografii i dać "złe wskazanie" potencjalnym związkom małżeńskim. .
Akurat ja się z tym zgadzam. Rozpatrując pary hetero, małżeństwo gwarantuje większą jego stabilność i długotrwałość niż związek partnerski. To przecież oczywiste. Dlatego albo powinniśmy mieć równe prawa i obowiązki albo związki powinny być tylko dla par jednopłciowych.
[...]
To oczywiście może wyjaśniać, dlaczego polski "konserwatyzm" jest taki wrogi prawom cywilnym (i dotyczy to nawet konserwatystów liberalnych, którzy pod względem poglądów na sprawy obyczajowe niczym się od pozostałych nie różnią), ale nie tłumaczy w żaden sposób (bo głupota nie jest nigdy usprawiedliwieniem). Te wszystkie "KoLibry" i "UPR-y" tyle mają wspólnego z wolnością osobistą, co (parafrazując ich własną przyśpiewkę) sprawiedliwość społeczna z prawdziwą sprawiedliwością.
W ostatnim wywiadzie telewizyjnym na temat rzeczonych projektów ustaw, w którym brał udział Krystek i przedstawiciel "KoLibra", ten ostatni tłumaczył, że legalizacja związków jednopłciowych mogłaby zagrozić polskiej demografii i dać "złe wskazanie" potencjalnym związkom małżeńskim. W ten sposób dowiedziałem się, że Państwo Polskie istnieje wyłącznie dzięki dyskryminacji osób homoseksualnych i poczułem się jak narodowy zbawca i Chrystus Narodu Polskiego.
Po prostu ręce opadają.