"Od około miesiąca polski Facebook masowo usuwa konta fikcyjne, w tym drag queen oraz osób transpłciowych. Wiele performerów i performerek ma w chwili obecnej zablokowane profile a Facebook żąda dowodu osobistego" - mówi w rozmowie z naszym portalem drag queen Charlotte, która wraz z Aldoną Relaks zapowiada, że białej flagi nie będzie. W październiku zeszłego roku podobną wojnę Facebookowi wypowiedziały amerykańskie drag queen... i wygrały!
We wrześniu zeszłego roku
z Facebooka zaczęły znikać profile bardziej i mniej znanych amerykańskich drag queen - wszystko z powodu posługiwania się w serwisie scenicznymi pseudonimami. Ale zawieszeniu uległy też profile ludzi transpłciowych, którzy posługiwali się w serwisie innymi danymi lub ludzi LGB, którzy bali się ujawnienia.
Drag queen wypowiedziały Facebookowi wojnę, której skutkiem było spotkanie w październiku przedstawicieli serwisu z performerkami oraz organizacjami LGBT. Serwis przeprosił, ale tłumaczył, że polityka "prawdziwych imion i nazwisk" jest dla serwisu bardzo ważna, przede wszystkim ze względów bezpieczeństwa. W oświadczeniu znalazło się też zrozumienie dla tego, że "autentyczna" jest ta nazwa, którą posługujemy się codziennie i z którą się identyfikujemy - niekoniecznie ta, którą mamy w dokumentach.
Około miesiąc temu podobna sytuacja spotkała polskie drag queen Jak mówi DQ Charlotte - zablokowanie kont dotknęło m.in.
Kim Lee, czy Nikitę Boginię Miłości, ale też mniej znane drag queen. "Skontaktowałyśmy się z siostrą, która zainicjowała akcję w USA i udało się jej pomóc w odzyskaniu konta jednej polskiej drag queen, Aldony Relaks" - mówi Charlotte, dodając, że "problem jest oczywiście globalny". "Jesteśmy z Aldoną tak zdesperowane, że stwierdziłyśmy, że jak nie odzyskamy naszych kont to pójdziemy protestować pod polską siedzibą, czy oddziałem Facebooka!" - przekonuje performerka i zachęca, by
dołączyć do facebookowego wydarzenia i wrzucać zdjęcia z hashtagiem #myID i #takijestem.
"Miejmy kartę przetargową i pokażmy, że osób, które na Facebooku niekoniecznie chcą mieć swoje imię i nazwisko jest więcej. I nie jest wytłumaczeniem to, że to pomoże w hejtowaniu, bo my nie mamy takich chęci i rozumiemy też jak działa Facebook" - mówi Charlotte, ale zwraca uwagę, że "to jest problem też większości naszych użytkowników ze społeczności LGBTQ, którzy mogą nie chcieć nazywać się tak jak nazywają się na co dzień, bo funkcjonują pod nickami, czy innymi nazwami i ta tożsamość też jest prawdziwa". "Mnie nie obchodzi to, że odblokowali mi drugie konto bo wysłałem dowód. Mam dwie tożsamości, które są realne i w których funkcjonuję. Będziemy walczyć o to do końca i na pewno się nie poddamy" - podkreśla performerka.
"Pamiętajmy, że w całej sprawie nie chodzi tylko o drag queen, dla których używanie scenicznego imienia nie zawsze jest priorytetem na facebooku. Chodzi także o osoby transpłciowe, dla których konieczność używania imienia nadanego przez rodziców jest często traumatycznym doświadczeniem, przypominającym im za każdym razem o trudnym doświadczeniu nie bycia w pełni akceptowaną_ym jako osoba trans. Nie we wszystkich krajach możliwość zmiany dokumentów czy oznaczenia płci jest prosta i wygodna (w Polsce – jest to droga przez mękę). Jednakże transfobia rządów i administracji niektórych krajów nie powinna być wzorem do naśladowania dla firm, które chwalą się swoją otwartością na kwestie osób LGBT" -
komentowała w zeszłym roku facebookową aferę w USA Jej Perfekcyjność.WYDARZENIE NA FACEBOOKU.(md)
Panienki z japońskimi robaczkami nie ucierpią, jak przepiszą te znaczki na alfabet łaciński. Jakby ci kazali się podpisywać Piesek Burek, choć doskonale wiesz, że do psa ci daleko, też by ci się nie podobało.
Jak dla mnie nazwy mogą być dopóki są alfabetem łacińskim. Jakieś znaczki, kreski, unicode itd. tylko utrudniają poruszanie się po FB.
A co Ci przeszkadza to, że ktoś chce mieć konto napisane po japońsku? Przeszkadza Ci to,bo mi nie...interesujmy się sobą a nie starajmy się poczać innych bo napewno Ty byś nie chciał abym ci mówiła jak ma wyglądać Twój pokój
Hejtowanie jest bardzo popularne w sieci, zwłaszcza jak ktoś jest anonimowy. Niech psy szczekają a karawana jedzie dalej
Zgadzam się, ale wyobraż sobie już nie chodzi o drag queen ale o osobę transpłciową która żyje i jest znana pod imieniem Renata ale wszyscy go znają jako Tomasza i nagle jego konto jest zablokowane i żądają od niego dokumentu stwierdzającego tożsamość. Niestety w trakcie korekty jeszcze nie ma dokumentu i jego profil, historia znajomości ida do kosza..
"ale tłumaczył, że polityka "prawdziwych imion i nazwisk" jest dla serwisu bardzo ważna, przede wszystkim ze względów bezpieczeństwa"
biorac pod uwage ze musza wiedziec ze sa kraje gdzie podanie "prawdziwych" danych "nawet" przez "zwyklego" geja wiaze sie z duzym ryzykiem np pobicia i/lub utraty pracy, to jest to niekonsekwencja graniczaca ze schizofrenia.
Niech powiedza po prostu "chcemy zeby bylo tak poniewaz tak chcemy", bo z "bezpieczenstwem" to wiele wspolnego nie ma.
Pierwsze skojarzenie - moze po prostu "gwarantujac" reklamodawcom ze podawane dane sa "prawdziwe" moga za reklamy brac wiecej niz gdyby tego nie robili?
Oj, różne rzeczy można. Można pocztówki wysyłać do samego siebie. Można napisać książkę i wykupić cały nakład. Można samego siebie zgłosić do redwatch'a. A można też komentować artykuł o swojej osobie z kilku różnych kont. Można. Czemu nie.