"Jest trochę zamieszania w związku z tym, czego tak naprawdę dotyczy nasza polityka. Prawdziwe imię i nazwisko nie oznacza tego co masz w papierach. Twoje prawdziwe imię i nazwisko brzmi tak, jak sam się chcesz nazywać i jak nazywają cię twoi przyjaciele" - odpowiedział szef Facebooka, Mark Zuckerberg w związku z facebookowymi akcjami blokowania kont osobom o "nieprawdziwych" danych. Okazuje się, ze szef firmy... się myli, a walka m.in. osób transpłciowych i drag queen o prawo do bycia sobą w mediach społecznościowych trwa już ponad rok.
We wrześniu zeszłego roku
z Facebooka zaczęły znikać profile bardziej i mniej znanych amerykańskich drag queen - wszystko z powodu posługiwania się w serwisie scenicznymi pseudonimami. Ale zawieszeniu uległy też profile ludzi transpłciowych, którzy posługiwali się w serwisie innymi danymi lub ludzi LGB, którzy bali się ujawnienia.
Drag queen wypowiedziały Facebookowi wojnę, której skutkiem było spotkanie w październiku przedstawicieli serwisu z performerkami oraz organizacjami LGBT. Serwis przeprosił, ale tłumaczył, że polityka "prawdziwych imion i nazwisk" jest dla serwisu bardzo ważna, przede wszystkim ze względów bezpieczeństwa. W oświadczeniu znalazło się też zrozumienie dla tego, że "autentyczna" jest ta nazwa, którą posługujemy się codziennie i z którą się identyfikujemy - niekoniecznie ta, którą mamy w dokumentach.
W marcu tego roku podobna sytuacja spotkała polskie drag queen. Jak mówiła nam DQ Charlotte - zablokowanie kont dotknęło m.in. Kim Lee, czy Nikitę Boginię Miłości, ale też mniej znane drag queen. "Pamiętajmy, że w całej sprawie nie chodzi tylko o drag queen, dla których używanie scenicznego imienia nie zawsze jest priorytetem na facebooku. Chodzi także o osoby transpłciowe, dla których konieczność używania imienia nadanego przez rodziców jest często traumatycznym doświadczeniem, przypominającym im za każdym razem o trudnym doświadczeniu nie bycia w pełni akceptowaną_ym jako osoba trans. Nie we wszystkich krajach możliwość zmiany dokumentów czy oznaczenia płci jest prosta i wygodna (w Polsce – jest to droga przez mękę). Jednakże transfobia rządów i administracji niektórych krajów nie powinna być wzorem do naśladowania dla firm, które chwalą się swoją otwartością na kwestie osób LGBT" -
komentowała w zeszłym roku facebookową aferę w USA Jej Perfekcyjność.Miesiąc temu głośno było o zbanowaniu transpłciowej pracowniczki Facebooka, która... pomagała firmie w budowaniu bardziej przyjaznej dla LGBT polityki. Po zebraniu wielu pochwał w związku z tęczowymi filtrami na zdjęciach profilowych, Mark Zuckerberg zabrał głos ws. dyskryminujących osoby transpłciowe zasad. Szef Facebooka przypomniał, że polityka dot. prawdziwych nazwisk jest bardzo ważna ze względów bezpieczeństwa, jak i ułatwień różnych usług, czy szukania znajomych. Zuckerberg dodał, że "Jest trochę zamieszania w związku z tym, czego tak naprawdę dotyczy nasza polityka. Prawdziwe imię i nazwisko nie oznacza tego co masz w papierach. Twoje prawdziwe imię i nazwisko brzmi tak, jak sam się chcesz nazywać i jak nazywają cię twoi przyjaciele".
Okazuje się, że szef serwisu nie ma racji, albowiem za każdym razem Facebook weryfikuje dane, poprzez wymaganie skanu dokumentu tożsamości. Zuckerberg zapewnił jednak, że trwają prace nad ułatwieniami, albowiem "chcemy służyć także społeczności osób transpłciowych".
(md)
Jak to skąd? Od "pomocnych obwateli" oczywiście :/
Mnie ciekawi, skąd oni wiedzą, że dany trans ma inną płeć biologiczną, niż na zdjęciu. Ze zdjęcia może ona wcale nie wynikać - skąd oni biorą te dane? o.O