We wtorek ruszyły prace nad projektem ustawy o uzgodnieniu płci - po wielu miesiącach udało się uzupełnić skład podkomisji, która miała się zająć projektem.
Pierwsze czytanie
projektu ustawy o uzgodnieniu płci, którego inicjatorką jest Anna Grodzka,
miało miejsce w grudniu 2013 roku. Przypomnijmy, że projekt ustawy został złożony do laski marszałkowskiej w styczniu 2013 roku. Prawo i Sprawiedliwość wnioskowało o odrzucenie projektu, Platforma Obywatelska i Sojusz Lewicy Demokratycznej proponowali dalsze procedowanie ustawy. "Ta procedura odbywa się w Polsce wciąż bez poszanowania godności człowieka i naraża osoby transpłciowe na wiele upokorzeń – mówiła posłanka Anna Grodzka, przypominając, że celem ustawy o uzgodnieniu płci jest
stworzenie odrębnej procedury sądowej umożliwiającej uznanie tożsamości płciowej jako podstawy określenia płci osób, u których występuje niezgodność między tożsamością płciową a płcią metrykalną. Posłowie zdecydowali, że dalsze prace nad projektem będą miały miejsce w dwóch komisjach: Zdrowia i Sprawiedliwości. W międzyczasie własne założenia dotyczące nowelizacji dotychczasowych przepisów, odnoszące się do korekty płci przygotowało Ministerstwo Sprawiedliwości.
W lipcu zeszłego roku powołano podkomisję nadzwyczajną, która miała się zająć projektem ustawy. Anna Grodzka podkreśliła, że ma nadzieję, iż w toku prac uda się wypracować kompromis "między koncepcjami autorów poselskiego projektu a założeniami resortu sprawiedliwości". Podkomisji nie udało się zwołać po wakacjach, ani jesienią, po wyborach samorządowych jej skład uszczuplił się też o dwie osoby, w tym przewodniczącego.
Na początku tego roku udało się jednak uzupełnić skład podkomisji i znaleźć nową przewodniczącą, którą została była ministra sportu, Joanna Mucha (Platforma Obywatelska). We wtorek podkomisja odbyła pierwsze posiedzenie, podczas którego dyskutowano m.in. nad możliwością rozpatrywania wszystkich spraw dotyczących uzgodnienia płci osób, których tożsamość płciowa nie zgadza się z wpisaną do aktu urodzenia przez jeden sąd w kraju. Podkomisja ustaliła również, że sprawy dotyczące uzgodnienia płci powinny być rozpatrywane w trybie sądowym nieprocesowym. Podczas kolejnego posiedzenia członkowie i członkinie podkomisji mają się m.in. zastanowić nad kwestią wieku osób, które mogłyby składać wniosek dotyczący tożsamości płciowej: Ministerstwo Sprawiedliwości stoi na stanowisku, że zapis ten powinien dotyczyć osób, które ukończyły 18 rok życia.
(red)
Rany, czy ludzie muszą wypowiadać się z rzekomym znawstwem na temat projektu, o którym nie mają pojęcia?
Na świecie jest garstka transpłciowych dzieci zaczynających diagnozę i przymiarki do leczenia w wieku ok. 10 lat. W tym wieku nie chodzi zresztą o dawanie hormonów, a wyłącznie leków hamujących dojrzewanie.To ułatwia późniejszą korektę. Dwie rzeczy, których się nie przeskoczy, to niepłodność i trudności z wytworzeniem zadowalających narządów męskich (tak czy inaczej większość transmężczyzn na tę operację się nie decyduje), natomiast młodzież po leczeniu hamującym dojrzewanie ma o wiele lepszą sytuację - chłopcy nie muszą nawet przechodzić mastektomii, dziewczyny nie mają problemów typu usuwanie zarostu, bary, wielkie stopy i dłonie, które niekiedy łatwo demaskują transki.
Samo upodobanie do "niestereotypowych" zabawek o niczym nie świadczy, choć u większości traspłciowych dzieci było jednym z pierwszych objawów. (To zależność tego samego typu co poprawiona "teoria eskalacji" w przypadku używek: prawie wszyscy uzależnieni od heroiny palili wcześniej zioło, ale większość palaczy zioła nigdy nie sięgnie po heroinę.) Nawet upieranie się "ja jestem chłopcem, macie się do mnie zwracać jak do chłopca" nie daje jeszcze pewności - u części transpłciowych dzieci identyfikacja płciowa zmienia się w okresie dojrzewania, choć często zostaje po tym jakaś inna postać nieheteronormatywności. Natomiast jeśli dziecko od lat powtarza, że jest innej płci, niż to zapisano w dokumentach, i w wieku 15-16 lat nadal się tego trzyma, można mieć niemal zupełną pewność, że jego tożsamość już się nie zmieni.
Ale i tak projekt ustawy przewiduje możliwość prawnej korekty płci od 13. roku życia tylko dla osób interpłciowych. I niestety po lekturach mam jednak wątpliwości, czy to dobre wyjście - jak pisałam, wtedy dzieci są jeszcze pod kontrolą, a nieraz i naciskiem rodziców i owszem zdarza się, że rodzice zmuszają takiego interpłciowego nastolatka do poddania się zabiegom, których samo dziecko nie chce - tylko po to, żeby na siłę wpasować je w wybraną płeć albo żeby wmusić w nie cielesną "normalność". Jak pisałam, zabiegi mogą być niezgodne z tożsamością płciową dziecka lub jego pomysłem na własne życie. Dobrym przykładem jest spodziectwo (ujście cewki moczowej odsunięte od czubka interesu, często z cechami "pośredniej" budowy krocza) - możliwość "sikania na stojąco jak Normalny Facet" przypłaca się zwykle ciągłymi zakażeniami. Niezależnie od swojej tożsamości płciowej, pacjenci, którym udało się unikąć operacji w dzieciństwie i którzy mają w tej sprawie coś do powiedzenia, zwykle nie chcą jej wykonywać.
ciebie mogę puknąć :p młotkiem
Spoko tylko, że jej ustawa praktycznie nic nie zmienia. Nie wiem po co ta ustawa, marnowanie czasu.
Poza tym droga redakcjo, jak zobaczyłem "ministra" to myślałem że mi oczy spali.
Hahaha zgadzam się ta ministra to szczyt poprawności