"Chłopcu odmówiono polskiego obywatelstwa, bo w jego akcie urodzenia wpisane są dwie kobiety" - dziś w "Dużym Formacie", dodatku do "Gazety Wyborczej", możemy przeczytać artykuł Bożeny Aksamit o mieszkających w Wielkiej Brytanii Agnieszce i Idze, które chciały, by ich syn miał polskie obywatelstwo.
Agnieszka i Iga od kilku lat mieszkają w Wielkiej Brytanii, poznały się osiem lat temu, w 2012 zawarły związek partnerski, w zeszłym roku urodził im się syn, Olek.
"Czułam, że młodość mi ucieka, życie mi ucieka, a ja tkwię w kraju, w którym jestem traktowana jako obywatel podrzędnej kategorii. I te półprawdy. Byłam sobą tylko w gronie przyjaciół i najbliższej rodziny. W pracy co jakiś czas zapalała mi się czerwona lampka, że moja seksualność kogoś może uwierać. Stale musiałam być czujna i gotowa, że ktoś może mnie obrazić za nic, powiedzieć coś niemiłego. W Londynie żyję jak człowiek" - podkreśla w rozmowie z autorką tekstu Iga.
W lipcu kobiety postanowiły wystąpić o
tymczasowy paszport dla Olka - mogły tak zrobić na podstawie brytyjskiego certyfikatu dziecka, w którym jako rodzice widnieją obie panie.
Wszystkie potrzebne dokumenty złożyły
w polskim konsulacie w Londynie. "Wystąpiłyśmy o paszport tymczasowy. W innym przypadku konieczny jest "umiejscowiony" w warszawskim USC polski akt urodzenia. Przeprowadzenie tego trwa dość długo, a my miałyśmy już wykupione bilety na samolot i zarezerwowany hotel. Kilka dni po odebraniu paszportu chciałyśmy ruszyć na wakacje" - gazeta cytuje Agnieszkę. Dzień przed datą odbioru kobiety
dowiedziały się, że Olek paszportu nie otrzyma. Dlaczego? "Bo na akcie urodzenia widnieją dwie kobiety, a polskie prawo tego nie przewiduje" - miała powiedzieć urzędniczka. Agnieszka i Iga nie poddały się i postanowiły wyegzekwować od konsulatu odpowiedź na piśmie. Kobietom postawiono też warunek: "jeśli matka nie uzupełni braków "w postaci przedstawienia odpisu skróconego lub zupełnego polskiego aktu urodzenia", wniosek o paszport nie zostanie rozpatrzony" - dowiadujemy się z "Dużego Formatu".
Swojego oburzenia nie kryją rozmówcy Bożeny Aksamit: prof. Ewa Łętowska, prof. Monika Płatek i prawnik prof. Tomasz T. Koncewicz, który po usłyszeniu historii Agnieszki i Ygi podjął się reprezentowania pań pro publico bono.
Olek, którego matka mieszka w Anglii od pięciu lat, został Anglikiem. Sprawa polskiego obywatelstwa rozstrzygnie się w sądzie. Cała historia Agnieszki i Igi w dzisiejszym
"Dużym Formacie".(red)
Życzę by osiągnęły to po co przyjechały do Polski.
""Czułam, że młodość mi ucieka, życie mi ucieka, a ja tkwię w kraju, w którym jestem traktowana jako obywatel podrzędnej kategorii. I te półprawdy. Byłam sobą tylko w gronie przyjaciół i najbliższej rodziny. W pracy co jakiś czas zapalała mi się czerwona lampka, że moja seksualność kogoś może uwierać. Stale musiałam być czujna i gotowa, że ktoś może mnie obrazić za nic, powiedzieć coś niemiłego."
To akurat przerabiam u siebie w dolnośląskim...
Zwłaszcza, że kilka dni temu w pracy, podczas rozmowy dwóch hetero-matek jedna powiedziała do drugiej, że politycy w Polsce nie powinni zgadzać się na adoptowanie przez pary homoseksualne dzieci, bo wychowają na takich samych zboczeńców jak oni.
Żałosne te kobiety i niestety jest to dość obszerna grupa w naszym kraju. Tak naprawdę brak tolerancji na szeroką skalę. Niestety.
Niestety, to są polscy urzędnicy. W dodatku "na placówce" czyli paniska pełną gębą.
I piszę to jako urzędnik ale też i interesant od czasu do czasu.
Szczęście w nieszczęściu polega na tym, że jako brytyjczyk mały jest poza zasięgiem łap polskich homofobicznych degeneratów, którym mogłoby wpaść do głowy spróbować odebrać dziecko matkom.
" prawnik prof. Tomasz T. Koncewicz, który po usłyszeniu historii Agnieszki i Ygi podjął się reprezentowania pań pro publico bono."
Polskie urzędasy wszelkich szczebli ( z błogosławieństwem rządu) będą bronić swojego stanowiska do upadłego, bo takie, np. wydanie paszportu oznaczało by wprowadzenie tylną furtką do polskiego prawa uznania rodzicielstwa par homo.
Zgodnie ze stanem faktycznym dzieciak ma dwie matki wiec to MUSI byc wpisane w dokumenty. W polskim prawie nie ma nic co by tego zakazywalo, to jest radosna nadinterpretacja.
Wpisanie w tym momencie "ojciec nieznany" byloby poswiadczeniem nieprawdy i PRZESTEPSTWEM zagrozonym do pieciu lat wiezienia.
wpisz sobie cokolwiek-byle nie fałszować odpisu aktu urodzenia... biologiczny tatuś zrzekł się praw czy dziecko z in vitro?? mamusie boją się wracać do Polski bo tam sami biali buszmeni(bez obrazy dla rdzennych mieszkańców Australii )... najwidoczniej oprócz angielskiego zasiłku kombinują, by dziecko miało zapomogi od państwa Polskiego-bo się @#$% należy... gorliwe patriotki... co-w Anglii emigrantów przestają lubić?? kryzys nadal?? chciały to mają uroki życia w innym Państwie...
dla przeciętnej Pani Kowalskiej nic się nie zmieni...
problem jest w akcie urodzenia... potrzebny byłby inny dokument-równorzędny z nim-a takiego brak... paskudna niezgodność prawa Polskiego i Angielskiego... Nie tylko ustawa o związkach partnerskich by się przydała...
ps.ciekawe, czemu nie nagłaśnia się spraw, gdy panowie są w takiej sytuacji jak wspomniane Panie???
ojciec może być anonimowy-ale jak na to nie patrzeć-kobieta nie zapłodni drugiej kobiety... fałszowanie dokumentów jest karalne(podawanie nieprawdziwych danych)...
Ale kto sfałszował dokument? One? Mają URZĘDOWY angielski certyfikat urodzenia dziecka i to nie one wpisały tam takie dane jakie są wpisane. Czyli brytyjski urzędnik sfałszował dokument? W świetle brytyjskiego prawa dziecko może mieć dwie matki. Dura lex sed lex.
Domagamy się szanowania polskiego prawa - szanujmy prawa innych krajów.
O WLASNIE. I banda podludzi wierzacych w to ze plaska ziemia zostala stworzona szesc tysiecy lat temu w szesc dni w centrum wszechswiata nie zmieni faktu ze ten dzieciak ma dwie matki i wpisanie czego innego byloby wlasnie podaniem nieprawdziwych danych, i jesli tych smieci nie da sie wsadzic za cos innego to niech przynajmniej posiedza za probe zmuszenia do popelnienia przestepstwa.