Wojewódzki Sąd Administracyjny w Warszawie oddalił skargę na decyzje ministra spraw wewnętrznych, który odmówił potwierdzenia obywatelstwa polskiego dla czwórki dzieci jednopłciowego małżeństwa. Zdaniem dr Doroty Pudzianowskiej z Helsińskiej Fundacji Praw Człowieka. "To działanie o charakterze dyskryminacyjnym z punktu widzenia dobra dziecka".
Panowie, którzy małżeństwo zawarli w USA, wychowują czwórkę dzieci -
jeden z mężczyzn ma polskie korzenie i polskie obywatelstwo. Urząd stanu cywilnego odmówił dzieciom pary obywatelstwa: w złożonych przez mężczyzn aktach urodzenia dzieci nie znalazła się informacja o danych matek, na co powoływało się ministerstwo spraw wewnętrznych.
Decyzję MSW para zaskarżyła do Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego w Warszawie, który w poniedziałek skargi oddalił."Zasadnie polski organ uznał, że taki akt urodzenia, jaki mu przedłożono, nie może być dokumentem, który zostanie uznany jako przesądzający o zasadności potwierdzenia obywatelstwa polskiego" - podkreślała sędzia, dodając, że "podstawę uznania za rodziców może stanowić tylko taki zagraniczny akt urodzenia, którego skutki prawne nie naruszają klauzuli porządku publicznego" - cytuje "Gazeta Wyborcza". "Nikt nie kwestionuje prawa do pokrewieństwa i do posiadania dzieci przez osoby homoseksualne. Kwestia pozostaje tylko taka, że nie mamy dowodu, z którego możemy wnioskować, że skarżący jest ojcem małoletnich dzieci" - mówiła też sędzia.
Wyrok komentowała dr Dorota Pudzianowska z Helsińskiej Fundacji Praw Człowieka: jej zdaniem jest on dyskryminacyjny z punktu widzenia dobra dziecka, a przepisy nie mówią o rodzicielstwie biologicznym, ale też prawnym. "Żądanie dokumentów dotyczących surogatki to żądanie niemożliwego. Na tle tej sprawy widać pewne nieprawidłowości między prawem do uznania tożsamości dzieci, a naszym porządkiem prawnym, choć nie mielibyśmy go, gdyby prawidłowo ocenić przepisy" - podkreślała Pudzianowska.
W zeszłym roku dwie kobiety (obywatelka Polski i Wielkiej Brytanii) oraz ich dziecko złożyły skargę przeciwko Polsce do Europejskiego Trybunału Praw Człowieka w Strasburgu po tym jak polskie władze odmówiły wydania polskiego aktu urodzenia dziecku.
(red)
Ale NALEZY je obwiniac za 1) nadinterpretacje prawa, 2) interpretowanie niejednoznacznosci na niekorzysc obywatela, 3) wyroki kompletnie wyssane z dupy jak ten tutaj.
Dlaczego wiec sad oczekiwał ze musi to byc ojciec biologiczny?
Nje rozumiem za bardzo na niskiej podstawie sad odmówił.
Skoro to już jest jasne, powiem tak.
Sądy mają wydawać wyroki na podstawie istniejącego prawa. Jeśli przepisy prawa są, w kogoś mniemaniu, złe lub niesprawiedliwe, sędzia nie może tak sobie ich pominąć. Tym sposobem sam sąd złamał by prawo, nie stosując się do przepisów.
Nie znam przepisów dotyczących uzyskiwania obywatelstwa RP. Jeśli sąd nie otrzymał wymaganych dokumentów, nie mógł podjąć innej decyzji. Jeśli natomiast, powód spełnił wszystkie wymagania, a sąd, mimo tego podjął negatywną decyzję, to sąd złamał prawo.
Wiem też, że niektóre przepisy są napisane niedbale, ogólnikowo i w sprzeczności z innymi. To jest jednak wina tych, którzy to prawo pisali, a nie sądu.
W tej sprawie nie chodzi o to, że sąd podjął taką decyzję. Chodzi tu o to, że według niektórych ludzi istniejące prawo jest krzywdzące i nie dostosowane do istniejącej rzeczywistości.
Tu możliwości są takie:
- prawo jest źle napisane
- sąd wydał nielegalny wyrok
- powód nie zrobił wszystkiego co powinien
- I jeszcze jedna możliwość. Czasem ludzie, by osiągnąć cel, specjalnie robią nieuczciwe rzeczy. Było już wiele przypadków, kiedy "bojownicy o coś" naginali rzeczywistość, tak żeby wyszło na ich. Można walczyć z niesprawiedliwością, różnymi sposobami, ale manipulacja i kłamstwo to najgorszy oręż dla oświeconego społeczeństwa.
Kończąc już. Jeśli coś jest legalne lub nielegalne w jednym kraju to nie znaczy, że będzie w innym.
Sędzia to nie urzędnik! Oni podlegają innym prawom i prawo kształtują, tu sankcjonując dyskryminację
Wyborcza podała imiennie, redakcja queer.pl pewnie myśli, że sprawiedliwość niema twarzy ;)
Alez oczywiscie ze to jest urzednik, tu w znaczeniu potocznym i pogardliwym.
Zgadza się, funkcjonuje od dawna, ale inni patriotyczni niezłomni obrońcy czystości języka polskiego zwracają uwagę, że to słowo oznaczało żonę sędziego. Dlatego też zdziwiłem się i pomyślałem, że może taki pogromca żeńskich słówek jak Ty przeszedł na drugą stronę ;)
Owszem, kiedyś znaczyło, ale znaczenie ewoluowało. I nie jest to dziwne, bo - jak napisałem - żeńska deklinacja słowa "sędzia" brzmi dziwnie po prostu.
Zgadza się, funkcjonuje od dawna, ale inni patriotyczni niezłomni obrońcy czystości języka polskiego zwracają uwagę, że to słowo oznaczało żonę sędziego. Dlatego też zdziwiłem się i pomyślałem, że może taki pogromca żeńskich słówek jak Ty przeszedł na drugą stronę ;)
Jestem w szoku. Wzrok mi się pogorszył czy sławny obrońca języka polskiego przed "lewacką ideologią" użył właśnie żeńskiej odmiany słowa "sędzia"? :D
Koniec świata. Ostatni bastion "obrony" języka polskiego padł.
http://sjp.pwn.pl/poradnia/haslo/sedzia-i-sedzina;25(...)554.html
To nie jest żadna lewacka ideologia, to słowo funkcjonuje od bardzo dawna, i osobiście uważam je za bardziej przyjemne w odmianie niż żeńska deklinacja słowa "sędzia" (tej sędzi - strasznie nie lubię brzmienia tego słowa, dlatego unikam), które to słowo brzmi identycznie w wersji męskiej. Nie ma tu nic z lewacką ideologią, bo to słowo istnieje dłużej niż całe światowe lewactwo razem wzięte.
Zatem pudło, aczkolwiek miło, że daję się zapamiętać i są osoby, które próbują mnie złapać na nieścisłości. Ja będę walczyć z pretensjonalnymi przekształceniami (prezydentka, premierka, marynarka, kierownica sklepu :P), bo są po prostu sztuczne i wymyślane na siłę. A prestiżu nie przynoszą żadnego.