Wyrok zapadnie w pierwszej połowie 2007 r.
Helsińska Fundacja Praw Człowieka (HFPCz) otrzymała informację, że Europejski Trybunał Praw Człowieka (ETPCz) wydał decyzję o dopuszczalności w sprawie Tomasz Bączkowski i inni przeciwko Polsce (decyzja z 5 grudnia 2006). Sprawa ta dotyczy zakazu Parady Równości 2005 w Warszawie, wydanego przez ówczesnego Prezydenta m. st. Warszawy.
Decyzja o dopuszczalności oznacza, że po wstępnym zbadaniu sprawy ETPCz uznał, że skarga dotyczy istotnych zagadnień faktycznych i prawnych, których rozważenie wymaga rozpatrzenia sprawy co do meritum. Tym samym ETPCz uznał, że sprawa nie jest oczywiście bezzasadna oraz, że nie istnieją inne powody, które mogłyby prowadzić do uznania jej za niedopuszczalną (w szczególności nie został przekroczony sześciomiesięczny termin na wniesienie skargi). W praktyce wydanie decyzji o dopuszczalności przez Europejski Trybunał Praw Człowieka oznacza, że sprawa zostanie rozpoznana pod względem merytorycznym oraz zostanie wydany w niej wyrok. Decyzja taka nie przesądza jednak, jaka będzie treść wyroku. Wyroku Trybunału w Strasburgu należy się spodziewać w pierwszej połowie 2007 r.
Sprawa Parady Równości była opisywana i szeroko komentowana w mediach. Dnia 10 maja 2005 r. Fundacja Równości złożyła wniosek o organizację Parady Równości, mającej być demonstracją na rzecz równości grup dyskryminowanych, szczególnie mniejszości seksualnych. Prezydent m.st. Warszawy Lech Kaczyński, zgodnie ze swoimi wcześniejszymi zapowiedziami wydał decyzję odmawiającą zezwolenia na zajęcie pasa ruchu drogowego (na podstawie Prawa o Ruchu Drogowym). W związku z powyższym, organizatorzy Parady Równości złożyli wnioski o zorganizowanie 8 wieców. Prezydent m.st. Warszawy nie zgodził się na zorganizowanie 6 z planowanych wieców. Dnia 11 czerwca 2005 r. odbyła się nielegalna Parada Równości, która stała się aktem :obywatelskiego nieposłuszeństwa". Decyzje Prezydenta m.st. Warszawy zostały uchylone przez Samorządowe Kolegium Odwoławcze oraz przez Wojewodę Mazowieckiego, jednakże nie rozstrzygały kwestii czy doszło do naruszenia praw jednostki. Prawnicy z Helsińskiej Fundacji Praw Człowieka przygotowali skargę do ETPCz na naruszenie przez Polskę art. 11 (wolność zgromadzania się), 13 (prawo do skutecznego środka odwoławczego) oraz 14 (zakaz dyskryminacji) Europejskiej Konwencji Praw Człowieka. Skarga została złożona dnia 16 grudnia 2005 r. skarga do Trybunału została złożona 16 grudnia 2005 r. przez Fundację Równości oraz przez organizatorów 5 wieców związanych z Paradą Równości: Tomasza Bączkowskiego, Roberta Biedronia, Ingę Kostrzewę, Krzysztofa Kliszczyńskiego oraz Tomasza Szypułę. Skarżący nie wystąpili o zadośćuczynienie za poniesioną stratę, ponieważ udało im się ostatecznie zorganizować zgromadzenie, choć było ono nielegalne. Poprzez złożenie skargi chcieli podkreślić, iż żaden obywatel w demokratycznym państwie nie powinien być zmuszany w wyniku działań polityków do odwoływania sie do aktów obywatelskiego nieposłuszeństwa.
W decyzji o dopuszczalności z dnia 5 grudnia 2006 r. przedstawiony został stan faktyczny sprawy, zarzuty stawiane przez skarżących na tle Europejskiej Konwencji Praw Człowieka oraz argumenty podnoszone przez skarżących na poparcie skargi oraz przez Rząd RP na ich odparcie. Co ciekawe przy opisie stanu faktycznego cytowany jest wywiad (zamieszczony w Gazecie Wyborczej z 20 maja 2005 r.) Ewy Siedleckiej z Prezydentem m.st. Warszawy, który deklarował w nim m.in. że "nie czytał zawiadomienia o Paradzie, ale zakaże Parady niezależnie od tego co napisali". W decyzji o dopuszczalności omówiony został także wyrok Trybunału Konstytucyjnego z dnia 18 stycznia 2006 r., wydany na skutek wniosku Rzecznika Praw Obywatelskich, w którym TK uznał art. 65a Prawa o ruchu drogowym za niezgodny z Konstytucją. Przypomnijmy, że wniosek RPO był wynikiem wadliwego stosowania tego przepisu, co miało miejsce także w przypadku Parady Równości 2005.
(info)
Co do tych. którzy pozostali w kraju, to nie ma sensu doprawiać martyrologicznej mitologii. Większość z nas pozostała w Polsce nie z powodu patriotyzmu i wewnętrznej potrzeby rzucania się na sztos, ale z lenistwa.
Tym bardziej mobilnym gratuluję wyboru i życzę szczęścia na obczyźnie.
Na szczęście nie żyjemy w raju, nasze działania mają sens, zmieniają, kształtują otaczającą nasz przestrzeń, która – to prawda – stawia dość duży opór.
Zakorzeniłem się w tym otoczeniu i języku, dlatego nie chcę wyjeżdżać z powodu wyników wyborów, nietolerancji itd. To jest mój wybór, a nie imperatyw.
Myślę, że zamiast ciągle spierać się o to co nas różni, czas już zacząć się zastanawiać co można zrobić, by działo się lepiej. Nie jestem patriotą i nie robię niczego "dla kraju", ale chciałbym żeby moim rodzicom, przyjaciołom, znajomym żyło się w Polsce lepiej i dlatego bez względu na to gdzie jestem korzystając z prawa głosu mam nadzieję cokolwiek zmienić na lepsze. Jednocześnie przypominam często o tym prawie innym.
Czy Polska jest krajem zacofanym? Zakazywanie parad niestety nie przyczynia się do obalenia takiego obrazu. Aktualny projekt uchwały Sejmu: Jezus królem Polski chyba też w niczym nie pomaga.
Całkiem humorystycznie i na marginesie, reakcja mojego współlokatora na projekt ustawy była następująca: "Why would you want a dead man as your king?".
My zacofani?!? Nieeee....
Pozdrawiam z deszczowego dziś Tajpej,
Daniel
(*) Na podstawie Wikipedia -- Wybory prezydenckie w Polsce 2005. Wartości procentowe obliczone na podstawie stosunku liczby uprawnionych do liczby ważnych głosów.
Spieranie się gdzie jest lepiej nie bardzo ma sens, bo każdy z nas to "lepiej" inaczej widzi. Jednym lepiej w Polsce, gdzie mogą walczyć o własne prawa i prawa innych - tym chwała i szacunek. Innym lepiej za granicą, gdzie przynajmniej nie muszą się martwić, że za chodzenie z chłopakiem za rękę dostaną od kogoś "w ryj", bo komuś się nie podoba "ta opcja". W Polsce "w ryj" nie dostałem, ale pogróżki w biały dzień były wystarczające, żeby nie "eksperymentować" wieczorem. Ja należę do drugiej opcji i z własnego wyboru za granicą mieszkam już w sumie 7 lat.
Kaczyńskiego wybrało około 27.27%(*) uprawnionych do głosowania, na Tuska (albo przeciwko Kaczyńskiemu - tak jak ja) głosowało około 23.19%(*) uprawnionych. Każdy miał swoje racje, by dokonać wyboru jednego albo drugiego kandydata - nie sądzę, żeby ten wybór miał decydującą rolę w tym kto się teraz z Kaczyńskim "powinien" męczyć (albo i nie).
Zastanawia mnie jednak co w tym czasie robiło ponad 49% uprawnionych, którzy w wyborach udziału nie wzięli, przyczyniając się do tego, że Kaczyński jest prezydentem jedynie 27% wyborców ( Wybory prezydenckie w Polsce 2005. Wartości procentowe obliczone na podstawie stosunku liczby uprawnionych do liczby ważnych głosów.