We wtorkowej "Gazecie Wyborczej" ukazał się wywiad Dominiki Wielowieyskiej z Pełnomocniczką Rządu ds. Równego Traktowania, Agnieszką Kozłowską-Rajewicz. Polityczka tłumaczy, że "gender to nie zagłada cywilizacji", nie zabrakło też odniesień do związków partnerskich i adopcji przez pary jednopłciowe. "Każda decyzja wymaga zgody większości. Być może za 10 lat nasze społeczeństwo będzie jeszcze bardziej konserwatywne niż dziś. A może odwrotnie. Także na Zachodzie może przyjść fala krytycyzmu wobec tych najbardziej radykalnych lewicowych rozwiązań" – mówi Kozłowska-Rajewicz.
"Gender to studia nad równością płci, w polityce - to równouprawnienie, a nie program zrównania płci w ich biologicznych cechach, przerabiania chłopców na dziewczynki. Ten atak antygenderystów z wymyśloną historią o przebieraniu to kompletne nieporozumienie" – podkreśla Pełnomocniczka
w rozmowie z dziennikarką gazety, dodając, że
"Istotą polityki równościowej jest przeciwdziałanie takiej nierówności, to sprawy zasadnicze, dotyczące codziennego życia polskich rodzin". Dużą część rozmowy stanowi kwestia edukacji seksualnej, z której Dominika Wielowieyska przechodzi do... Związków partnerskich i adopcji. "Konserwatyści mówią: dziś Polacy tego nie akceptują, ale najpierw uchwali się związki partnerskie, a potem przyjdzie kolej na adopcję dzieci przez pary homoseksualne. Bo taka jest tendencja w Europie" – mówi dziennikarka, na co Pełnomocniczka Rządu odpowiada, że "Każda decyzja wymaga zgody większości. Być może za 10 lat nasze społeczeństwo będzie jeszcze bardziej konserwatywne niż dziś. A może odwrotnie. Także na Zachodzie może przyjść fala krytycyzmu wobec tych najbardziej radykalnych lewicowych rozwiązań". Kozłowska-Rajewicz podkreśla, że zgadza się z ojcem Pawłem Gużyńskim, który mówił, iż powinniśmy obserwować kraje, które "prowadzą politykę równościową od lat, aby uniknąć różnych mielizn i błędów, które im się przytrafiają".
"Po latach dyskusji akademickich, poza sferą publiczną, doczekaliśmy się w Polsce momentu, że ustawy dotyczące sformalizowania związków partnerskich są w Sejmie i przez to są tematem publicznej debaty. Głosowanie nad przekazaniem ustaw do dalszych prac w komisji zostało przegrane, ale z pewnością ponownie będą składane projekty dotyczące tego zagadnienia i za którymś razem, jak w przypadku np. ustawy o kwotach, większość sejmowa to zaakceptuje. Kiedy to będzie? Nie wiem, moje dotychczasowe przewidywania okazały się nietrafione, więc nie chcę więcej wróżyć i przewidywać coś, czego przewidzieć się nie da" –
mówiła w rozmowie z naszym portalem Agnieszka Kozłowska-Rajewicz w czerwcu.(md)
Jak ta pani obejmując takie stanowisko może określać związki partnerskie czy też równość małżeńską jako ,,radykalnie lewicowe rozwiązanie"? To tak jakby powiedzieć, że ,,skrajnym lewactwem" jest tolerancja wobec innych religii czy niepełnosprawnych... Wg mnie w takich kwestiach nie powinno się w ogóle mówić o rozwiązaniach lewicowych i prawicowych... Tu istnieją tylko rozwiązania totalitarne i demokratyczne (oczywiście mowa o współczesnej demokracji, która powinna szanować prawa mniejszości).
Ad rem - ta pani chyba nie rozumie pełnomocnikiem do jakich spraw została mianowana. Już sama nazwa określa jej zadania i misję. Równe traktowanie to także równe traktowanie przez Państwo - równość i wolność osób w zawieraniu związków, które powinny mieć prawo zalegalizować żyjąc w danym państwie.
I nie ma pani (nie)pełnomocniczka racji mówiąc, że takie zmiany wymagają większość - bo nie wymagają. To tak jakby oczekiwać, aby zniesienie niewolnictwa w XIX został uchwalone większością głosów.
Wypowiadanie zaś sentencji z których wynika, że umożliwienie legalizacji i wynikających z niej praw wspólnoty partnerskiej oraz adopcji wychowywanych przez jedno z rodziców dziecka przez drugiego pozostającego w zalegalizowanym związku partnerskim należy do "najbardziej radykalnych lewicowych rozwiązań" najlepiej pokazuje faktyczne poglądy tej, zatrudnionej na "równościowym" stanowisku polityczki PO. Cóż - obłuda jak w całej platformie - z czasem pokazuje prawdziwą twarz.
Tworzą te "urzędy" bez głębszego sensu generując kolejne stanowiska dla własnego układu "krewnych i znajomych królika".
Niezłą indoktrynację przeszedłeś skoro domaganie się równouprawnienia nazywasz wymuszaniem. Jak sam zauważyłeś mamy demokrację, a standardem w demokracji jest to, że ludzie aktywnie uczestniczą w życiu politycznym i walczą o swoje prawa. Chcesz siedzieć na dupie, to siedź. Ale nie korzystaj potem z praw, których nie tylko nie wywalczyłeś, ale nawet zniechęcałeś do walki o nie.
Frakcja jest poza PO, a nie po za sejmem. Co to zmienia w układzie sił?
Zmienia o tyle, że w sejmie zawsze będzie jakaś frakcja, zawsze będzie ktoś pokroju Pawłowicz lub Gowina, trzeba umieć być przywódcą i reformować kraj nie tylko na polu infrastruktury.
o pierwsze mamy demokracje, to większość decyduje o tym, jak ma funkcjonować społeczeństwo. - To zdanie dyskwalifikuje cię z dalszej dyskusji.
Jako prawnik, wiem, że demokracja to rządy większości z poszanowaniem a nie marginalizowaniem praw mniejszości. Jeżeli większość społeczeństwa będzie chciała znieść demokrację to tak powinno się stać?
Co do zachodu i możliwości popadnięcia w homofobię to jest to nie możliwe, dlatego, że jest tam rozwinięta kultura, edukacja oraz zrozumienia co to jest demokracja i prawa człowieka.
Śmieszy mnie jak polscy politycy chcą nauczać kraje wysoko rozwinięte co to jest demokracja. Wiadomo Polacy znają się na wszystkim :)
Frakcja jest poza PO, a nie po za sejmem. Co to zmienia w układzie sił?
Ad rem - ta pani chyba nie rozumie pełnomocnikiem do jakich spraw została mianowana. Już sama nazwa określa jej zadania i misję. Równe traktowanie to także równe traktowanie przez Państwo - równość i wolność osób w zawieraniu związków, które powinny mieć prawo zalegalizować żyjąc w danym państwie.
I nie ma pani (nie)pełnomocniczka racji mówiąc, że takie zmiany wymagają większość - bo nie wymagają. To tak jakby oczekiwać, aby zniesienie niewolnictwa w XIX został uchwalone większością głosów.
Wypowiadanie zaś sentencji z których wynika, że umożliwienie legalizacji i wynikających z niej praw wspólnoty partnerskiej oraz adopcji wychowywanych przez jedno z rodziców dziecka przez drugiego pozostającego w zalegalizowanym związku partnerskim należy do "najbardziej radykalnych lewicowych rozwiązań" najlepiej pokazuje faktyczne poglądy tej, zatrudnionej na "równościowym" stanowisku polityczki PO. Cóż - obłuda jak w całej platformie - z czasem pokazuje prawdziwą twarz.
Tworzą te "urzędy" bez głębszego sensu generując kolejne stanowiska dla własnego układu "krewnych i znajomych królika".
Pełna zgoda!!!! Nigdy nie miałem zaufania do tego co mówiła ta pani. i to ona objęła patronat Parady Równości w Warszawie, ale już nie wzięła w niej udziału - żenada!!!