Rozmowa z Dominiką Wielowieyską, dziennikarką "Gazety Wyborczej", autorką tekstu "Drugi tatuś mamy nie zastąpi - Dlaczego adopcja przez gejów jest zła" ("GW", 7 stycznia 2010 r.).
Rozmowa z Dominiką Wielowieyską, dziennikarką "Gazety Wyborczej", autorką tekstu "Drugi tatuś mamy nie zastąpi - Dlaczego adopcja przez gejów jest zła" ("GW", 7 stycznia 2010 r.).
Słyszała Pani o nieformalnej grupie Grucha skupiającej rodziców o orientacji homoseksualnej?
Nie.
Nie ma w niej ojców gejów. Nie zgłaszają się. Gruchę tworzą więc same mamy-lesbijki. Różne są konfiguracje rodzinne, ale stosunkowo często
zdarza się, że para lesbijek wychowuje dziecko, które urodziła jedna z nich. Druga jest w świetle prawa dla tego dziecka obcą osobą.
Żadnych praw, żadnych obowiązków. Pani pisze: "Stawiam na pierwszym miejscu dobro dziecka, a dopiero na drugim - prawa gejów i lesbijek".
Czyż nie byłoby dobrem dziecka, gdyby partnerka biologicznej matki dziecka mogła je zaadoptować?
Przepisy nie odnoszą się do orientacji seksualnej adopcyjnego rodzica, co oznacza, że sąd z założenia nie powinien brać jej pod uwagę.
Rozumiem, że rozmawiamy o przypadku, gdy matka biologiczna umiera albo nie może opiekować się dzieckiem. Ta druga kobieta powinna wystąpić z wnioskiem adopcyjnym. Kluczową sprawą jest więź emocjonalna pomiędzy nią a dzieckiem. Jeśli jest silna, to kobieta powinna formalnie zostać drugim rodzicem.
Natomiast wtedy, gdy z matką biologiczną nic się nie dzieje, a partnerka matki chciałby jakoś zalegalizować swoje relacje z dzieckiem, adopcja mogłaby być
trudniejsza. Myślę, że to powinno być rozwiązane w ramach przepisów o związkach partnerskich. Partnerka matki byłaby w świetle prawa traktowana jako osoba
bliska dziecku, jako ktoś z rodziny.
Pisze Pani: "Sęk w tym, że adopcja najlepiej sprawdza się w tradycyjnej rodzinie". Co to jest tradycyjna rodzina?
Taka, w której jest mężczyzna i kobieta i są małżeństwem, bo chodzi mi o stabilność.
Para hetero po ślubie gwarantuje stabilność?
Nie ma takiej reguły. Ale jeśli mężczyzna i kobieta zalegalizowali swój związek, to jest to pewien symbol tego, że chcą ze sobą być na stałe.
Jasne, nie ma idealnych rozwiązań. Chodzi mi raczej o to, że oceniamy kandydatów na rodziców adopcyjnych i w tej ocenie dla mnie lepsza jest
opcja pary małżeńskiej niż osoby samotnej.
A nieformalna para hetero?
Jeśli są tak bardzo zdeterminowani i chcą bardzo mieć dziecko, mogą wziąć ślub.
Para homo natomiast nie może. Przynajmniej w Polsce.
Jestem za związkami partnerskimi dla par homo. Zresztą, dla hetero również.
Co z prawem do adopcji takich związków?
Każdy przypadek jest indywidualny i trzeba go odrębnie analizować, ale wolałabym, by dzieci były adoptowane w pierwszej kolejności przez heteroseksualne małżeństwa.
Punktem wyjścia w procesie selekcji adopcyjnych rodziców dla dziecka jest jego dobro, a nie czyjeś prawa. Nie ma czegoś takiego jak "prawo człowieka do dziecka".
Kwestia prawa do adopcji wykracza poza kwestię zrównania praw gejów i lesbijek. Adopcja nie ma na celu spełnienia się rodziców, tylko zapewnianie optymalnych
warunków dziecku.
Jasne. Ale jeśli pisze Pani "najpierw dobro dziecko, potem prawa gejów i lesbijek", to ja pytam: gdzie w tej hierarchii są prawa osób heteroseksualnych?
Poniżej dobra dziecka, ale na równi z gejami i lesbijkami, czy jednak hetero mają pierwszeństwo?
Prawa osób heteroseksualnych nie mają tu znaczenia.
A prawa osób homoseksualnych mają? Dlaczego?
Dlatego, że boję się eksperymentowania na dzieciach. Rodziny homoseksualne nie są powszechnością w naszym społeczeństwie.
I nigdy nie będą. Zawsze będą mniejszością.
Tak jest. Jeżeli mamy dzieci z rodzin rozbitych i np. chłopiec jest wychowywany przez dwie kobiety - abstrahuję tu od ich orientacji seksualnej
- np. mamę i ciocię albo mamę i babcię, to często odczuwa brak ojca. Nie zawsze, ale to się zdarza - i to jest problem, którego chciałabym uniknąć.
Bo mężczyźni i kobiety są inni.
Kobieta i kobieta też są inne. Nie ma dwóch takich samych.
Ale kobieta nie zastąpi mężczyzny.
A po co w ogóle miałaby go "zastępować"?
Ja się właśnie boję, że dla takiego chłopca brak tego zastępstwa mógłby być problemem.
Dla niejednego chłopca problemem jest istnienie ojca.
To fakt. Ale nie chcę rozmawiać o sytuacjach patologicznych.
To wróćmy do naszego przykładu. Myśli Pani, że dziecko wychowywane od początku przez dwie kobiety będzie odczuwało brak mężczyzny?
Nie wiem. Ale wiem ze statystyk, że wśród dzieci z rozbitych rodzin istnieje niebezpieczeństwo tęsknoty za nieobecnym ojcem. Pojawia się ryzyko
niedojarzałości emocjonalnej, poczucia odrzucenia. I takiego niebezpieczeństwa się obawiam, gdy idzie o adopcję dzieci przez pary homoseksualne.
Ale taka tęsknota jest też możliwa przy adopcji dzieci przez osoby samotne - a one mają prawo do adopcji.
Oczywiście, że tak. Ale jeśli mamy wybrać optymalną sytuację dla dziecka, to musimy wybrać taką, która stwarza jak najmniejsze zagrożenie.
Wolę, aby dziecko wychowywała para niż osoba samotna.
Jasne. Ale Pani, jak rozumiem, jest za stworzeniem już na "dzień dobry" pewnych barier.
Bariery muszą być. Ośrodek adopcyjny powinien w pierwszej kolejności wybrać kobietę i mężczyznę - małżeństwo, a dopiero na drugim miejscu -
osobę samotną czy parę homoseksualną. Para musi być na tyle dobrze sytuowana, by zapewnić dziecku godziwe warunki życia. Tych barier jest więcej.
Czyli jest pani za prawem par homoseksualnych do adopcji.
Nigdy nie mówiłam, że jestem przeciwko. Tylko uważam, że najpierw trzeba dla dziecka szukać takich możliwości, które stwarzają potencjalnie najmniejsze
zagrożenie. Np. wolałabym dla dziecka małżeństwo w wieku po około 30 lat niż na przykład po około 65.
A jeśli miałaby Pani do wyboru parę hetero w wieku ok. 65 lat i parę 30-letnich lesbijek?
To trudny wybór...Jeżeli nie ma innego wyjścia, to wybrałabym chyba parę lesbijską. Ale to też zależałoby od innych okoliczności.
Wybór przez pana przedstawiony jest dość abstrakcyjny. Proszę pamiętać, że na adopcję niemowląt z uregulowanym statusem prawnym zazwyczaj nie
brakuje chętnych wśród par heteroseksualnych. Z kolei w przypadku adopcji dzieci starszych powierzanie ich parze homoseksualnej, zupełnie im nieznanej,
może wiązać się z szokiem. I wtedy być może lepiej byłoby, gdyby te dzieci trafiły do pary hetero w wieku 65 lat.
Natomiast, gdyby były do wyboru dwie równie fantastyczne z adopcyjnego punktu widzenia pary - jedna hetero, druga homo - to wybiorę tę pierwszą.
I to nie jest równość praw.
Ale w przepisach nie stawiałaby Pani barier? Jest Pani za związkami partnerskimi par jednopłciowym z prawem do adopcji?
Tak. Adopcji ograniczonej tym wyborem, o którym mówiłam.
Rozmawiał: Mariusz Kurc
Cieszę się bardzo z tego faktu, bo gdyby ta pani miała decydować o adopcji dziecka zrobiła by to tak jak być powinno czyli z korzyścią dla malucha a nie dla dorosłych.
W adopcji to dorośli są dla dzieci a nie dzieci dla dorosłych, tam sprawdza się czy to przyszły rodzic/opiekun podoła swojej nowej roli a nie czy dziecko pokocha i przywiąże się - bo to drugie jest bardziej niż pewne.
Nie mam nic przeciwko adopcji czy wychowywaniu dzieci przez pary homo.
Chcę tylko by ta decyzja była zawsze podejmowana ze względu na dobro dziecka - bo to się liczy najbardziej.
Rafałku, nie mogę zgodzić się z Tobą do końca. Jeśli chodzi o adopcje i wychowanie w homorodzinach sa jak zwykle w trudnych tematach 2 obozy (kościól, związki partnerskie, aborcja itd). Ten temat tez bedzie miał tych co mówia tak i tych co mówią nie.
Poczytaj sobie książkę Tomalskiego "Nietypowe rodziny". Na podstawie brytyjskich badań dowodzi że dzieci adoptowane, lub biologiczne jednego z partnerów rozwijają się tak samo jak dzieci w rodzinach hetero. Oczywiście na naszym terenie musimy brać pod uwagę zmienną w postaci społeczeństwa i braku tolerancji z jego strony dla 2 mamuś , lub tatusiów. Ale Ty jak i ja znamy doskonale przykład dziecka wychowanego przez homorodziców. Jest dorosłym heteroseksualnym mężczyzną z żoną i dzieckiem. Więc coż teorie pozostają tylko teoriami. Dobrze że życie jest piękniejsze :)
Twoja Sis :)
cailith:
Nie twierdzę, że wszyscy jesteśmy nieodpowiedzialni i nastawieni tylko na swoje chciejstwo, ale na pewno część z nas jest.
a kolejną ważną rzeczą jest to, o czym warto mówić: że geje i lesbijki już MAJĄ dzieci - ok. kilkanaście tysięcy par, a może więcej, szacunkowo. i dla dobra dziecka warto byłoby tę kwestię rozwiązać w przypadku minimum - aby ta druga osoba mogła dziecko przysposobić. jeśli biologiczny rodzic umrze, to dziecko będzie mogło trafić do domu dziecka, zamiast zostać przyz 2-gim opiekunie, bo takie jest prawo...
tonginzejzon:
Tylko odpowiedz mi na pytanie czy w dzisiejszej Polsce możliwa jest homoadopcja?
Z drugiej jednak strony czasem nie mogę się nie zgodzić z niektórymi argumentami ludzi, którzy są przeciwko homoadopcji. Bywa, że nie mogę się oprzeć wrażeniu, że dla części osób homo adoptować dziecko to MIEĆ dziecko i zagrać na nosie wszystkim, którzy uważają, że to złe. Uważam, że do decyzji o dziecku i adopcji trzeba dojrzeć, a potem się długo przygotowywać, bo to tak samo, a nawet bardziej jak z psem/kotem/dowolnym innym zwierzakiem wziętym ze schroniska. To ODPOWIEDZIALNOŚĆ, wielka i na całe życie. Psa też de facto powinno się adoptować, a nie po prostu brać i mieć, a jak się znudzi, to wyrzucić - a jak robią ludzie, wszyscy wiemy.
Nie twierdzę, że wszyscy jesteśmy nieodpowiedzialni i nastawieni tylko na swoje chciejstwo, ale na pewno część z nas jest. Jak duża część - nie mnie oceniać, bo moja ocena zawsze będzie zbyt subiektywna. Boję się, że to będzie bój i decyzje, które odbiją się na dzieciach i tak już pokrzywdzonych przez życie, w dodatku nie z własnej winy. Może te lęki wynikają z tego, że jeszcze mój zegar biologiczny nie zaczął zbyt głośno tykać, a może są w pełni uzasadnione, nie wiem.
Tylko odpowiedz mi na pytanie czy w dzisiejszej Polsce możliwa jest homoadopcja?
Nie wspomniałem ani razu, że dwie kobiety będą gorszymi matkami niż para hetero.
Osobiście uważam, że mogą być nawet lepszymi rodzicami.
Wydaje mi się, że większość rodzin zastępczych bardziej dba o swoje dzieci gdyż z różnych przyczyn nie mogą mieć swoich dzieci.
W związku z całą przebytą drogą ku adopcji, poświęceniom i nakładowi czasu i sił rodzice adopcyjni bardziej doceniają fakt posiadania dziecka.
tonginzejzon:
Gdyby ludzie zawsze odkładali sprawy na później, to do dzisiaj jeździlibyśmy na koniach, kobiety mogłyby co najwyżej pomarzyć o zmywaniu garów i usługiwaniu mężom, a Ty tonginzejon ze swoim chłopakiem bylibyście dawno spaleni na stosie ;)
Zmiany trzeba wprowadzać powoli, racja, ale nie za 20 czy 40 lat tylko teraz.
P.S.: Ciągle się burzysz o to, że najpierw związki partnerskie a potem adopcja, a ja się pytam czy ktoś stwierdził inaczej i czy uważasz że my myślimy o hurtowym rozdawaniu dzieci gejom i lesbijkom. Tak jak napisałeś, nie jesteś egoistą, ale egocentrykiem owszem. Pozdrawiam :)
a czy ja napisałem, że za równo 20 lat jak grom z jasnego nieba będzie wprowadzona homoadopcja?
Uważam, że stopniowo ale nie od razu.
Poczytaj wcześniejsze wypowiedzi na ten temat to sam zobaczysz jak wiele osób chce od razu związków partnerskich i adopcji.
Nie widziałem, żebym się burzył i nie jestem egocentrykiem ale skoro Ty po kilku moich wypowiedziach potrafisz mnie ocenić to nie dziw się że jakaś kobieta z marszu ocenia homopary jako gorszy wybór.
Wyrażam swoje zdanie na ten temat, tak jak Ty i inni tutaj.
Jeszcze raz napiszę.
Jestem za związkami partnerskimi, powinny być już dawno wprowadzone.
Nie jestem za homoadopcją tu i teraz. Jeżeli chodzi o ogólne pojęcie homoadopcji to jestem za.
ja chodziłem z facetem za ręke po poznańskim starym rynku i nikt nawet się nie spojrzał :P a tym bardziej coś powiedział.
nie demonizuj świata :)
Pewnie Poznań jest mniej homofobicznym miastem niż Olsztyn.
Skoro tak mówisz to chętnie skorzystam z tego przywileju jak będę w Poznaniu.