Co James Franco uważa o gejowskich żartach dotyczących jego osoby? "Nie traktuje ich jako obelgi. Nie obchodzi mnie, czy ludzie uważają mnie za geja, a wręcz uważam, że to świetne! Chciałbym być gejem..." - powiedział aktor w rozmowie z "The Daily Beast".
Wszystko zaczęło się od udziału Jamesa Franco w programie "Comedy Central Roast". Znana osoba staje się obiektem drwin, niewybrednych żartów i obelg. Wszystko ku uciesze widzów. Jak łatwo się domyślić - większość żartów w "Roast" z Franco dotyczyła jego zamiłowania do gejowskiej tematyki. "Są dwie strony medalu. Jeżeli chcą sobie robić ze mnie żarty, mówię: świetnie, dawać je, dawać gejowskie dowcipy - albowiem nie traktuję ich jako obelgi. Nie obchodzi mnie, czy ludzie uważają mnie za geja, a wręcz uważam, że to świetne! Chciałbym być gejem... Częścią pracy aktora jest identyfikowanie się z bohaterami, podobnie jest poza planem: i Hollywood działa tak od zawsze. Dlatego zwykle jest tak dużo domysłów. I to przytrafiło się i mnie. Mój publiczny image w ostatnich czterech-pięciu latach staje się coraz dziwniejszy. Gdy na to patrzę - raz widzę siebie, raz nie, ale jeżeli ludzie chcą to wykorzystać dla własnych celów - nie mam nic przeciwko" - przyznał aktor.
Franco dodał jednak, że wie o tym, że stracił wiele ról z powodu gejowskich filmów, które nakręcił. "Dlatego można powiedzieć, że w mainstreamowym kinie jest ciągle wiele homofobii i uprzedzeń wobec pewnych materiałów" - podkreślił.Aktor, którego znamy przede wszystkim z roli gejów w
„Obywatelu Milku”, czy
„Skowycie”, nie ukrywa swojego poparcia dla społeczności LGBT. Aktor chętnie też bierze udział w „branżowych” produkcjach – a nawet sam takowe reżyseruje.
Kolejna publiczna osoba, której nie przeszkadzają "tęczowe" plotki?(md)