„Dyktat środowisk homoseksualnych musi się spotykać z odporem tak jak pary gejowskie muszą się doczekać praw małżeńskich” – napisała w swoim felietonie aktorka Joanna Szczepkowska, włączając się w polemikę między Grzegorzem Małeckim i Maciejem Nowakiem. „Ot, taka nasza teatralna awanturnicza natura!” – komentuje całą sprawę dyrektor krakowskiego Teatru Nowego, Piotr Sieklucki.
Wszystko zaczęło się od
wywiadu w „Rzeczpospolitej” z
Grzegorzem Małeckim, który krytykując współczesny teatr powiedział: „I tak na małej scenie jest: reżyser, choreograf, ktoś od świateł, dwie dziewczynki, które piszą o reżyserze pracę magisterską, delegaci „Krytyki Politycznej" i koniecznie para gejów, którzy nie wiadomo, czym się zajmują, ale dobrze, żeby byli”. Aktorowi
felietonem w „Przekroju” odpowiedział krytyk teatralny i dyrektor Instytutu Teatralnego w Warszawie –
Maciej Nowak. „Gdy w Rzeczypospolitej czytam wywiad z cudownym aktorem Grzegorzem Małeckim, oburzonym, że współczesny teatr opanowały pedały to zastanawiam się, gdzieś się Panie Grzegorzu przez te lata chował? Ze świetnej teatralnej rodziny Pan przecież pochodzi! W pełni rozumiem zaskoczenie i oburzenie Prezydenta Lecha Wałęsy, który życie spędził w sferach stoczniowo-rządowych, gdzie do takich uchybień towarzyskich nikt się łatwo nie przyznaje. Ale w teatrze?!” Małecki odpowiedział listem otwartym, w którym podkreśla, że jedynie „zażartował sobie z pewnego modnego trendu”.
W polemikę kilka dni temu
włączyła się felietonistka „Wysokich Obcasów”, aktorka
Joanna Szczepkowska. Szczepkowska, biorąc w obronę Małeckiego, wspomina swój dom rodzinny, w którym nie brakowało homoseksualistów. „Miałam dwanaście lat, kiedy dowiedziałam się, że pary homoseksualne nie są ogólnie akceptowane. Raczej trudno uznać mnie za homofobkę. I dlatego właśnie nie daję gejom taryfy ulgowej. Jak wszyscy dzielą się na zdolnych i niezdolnych, na uczciwych , na spryciarzy i na ofiary sprytu. Otóż spryciarze z gejowskich środowisk znakomicie żonglują dziś słowem "tolerancja". I to jest nowość w ich wielowiekowej obecności w sztuce” – napisała aktorka. Szczepkowska zarzuca „spryciarzom”, że zręcznie wykorzystują fakt, że w naszym kraju świadomość i tolerancja jest w powijakach i dlatego każdy krytyczny głos nazywają homofobią. „Geje chcą być widoczni, jako zbiorowość i widoczni są. I jeśli zachowują się irytująco, to to irytuje” – dodaje aktorka. Szczepkowska skarży się także, że „gazeta, do której pisuje felietony” nie chciała opublikować jej tekstu o „homoseksualnym lobbingu” w teatrze. „Tekst został zatrzymany i określony, jako donos. Ja zostałam nazwana szmatą. Otóż, jeśli mamy szczerze rozmawiać o prawach gejów do normalnego życia, to zachowujmy się jak w normalnym kraju i dajmy prawo do oceniania gejów też. Dyktat środowisk homoseksualnych musi się spotykać z odporem tak jak pary gejowskie muszą się doczekać praw małżeńskich. I nie trzeba sprawdzać nikogo pod względem preferencji seksualnych, żeby ten dyktat widzieć” – czytamy.
Wywiad Bartosza Żurawieckiego z Maciejem Nowakiem.(md)
No ale po obejrzeniu jej wywiadu z Olejnik stwierdzam że akurat w tej sytuacji miała rację. No i z pewnością nie można nazywać jej homofobką, bo nią nie jest. Zresztą ten wywiad sprawił że widzę ją teraz w trochę lepszym świetle. Wcześniej znałem ją tylko z tego cyrku z Jandą.
I brawa dla pani Szczepkowskiej za zdroworozsądkowe myślenie. :)
Najlepszym wyjściem, byłoby jednak przebudzenie w samym środowisku i dojrzenie do tego, że aktywistów można krytykować i wyciągać wobec ich działań konsekwencje. Póki co są oni nietykalni, a społeczność LGBT bezrefleksyjnie i nieodpowiedzialnie przytakuje im na każde wypowiedziane zdanie i chwali każde działanie.
tu jest podana tylko opinia. Ha! mało tego, opinia która jest bardzo prawdziwa i odnosi się do faktów, które te osoby obserwują.