"Uważam, że w tej kadencji nie uda się. Uważam, że będzie bardzo dużo dyskusji i to takiej prowadzonej zewnętrznie, tworzenie atmosfery wokół tego projektu, uważam, że będzie trudno przyjąć jeden projekt i przeprowadzić go przez sejm" - powiedział w radiu TOK FM
Grzegorz Schetyna o związkach partnerskich. Wiceprzewodniczący Platformy Obywatelskiej przyznał, że związki partnerskie nie budzą w PO tak dużych emocji jak kwestia in vitro, ale nie widzi szans na uchwalenie ustawy o związkach partnerskich w tej kadencji sejmu:
"Jest pytanie jakie są konsekwencje związków partnerskich, jest pytanie do ministra finansów, kwestia kosztów budżetowych" - mówił Schetyna Janinie Paradowskiej.
Pod koniec czerwca zeszłego roku odbyło się
spotkanie z Grzegorzem Schetyną - wtedy jeszcze Marszałkiem Sejmu, podczas którego złożono na jego ręce apel o rozpoczęcie prac nad ustawą o związkach partnerskich. Polityk obiecał, że projekt ustawy nie skończy w zamrażarce i że odbędzie się czytanie. Dwa tygodnie później już było wiadomo, że
do czytania nie dojdzie, projekt skierowano do prac w komisji, które z powodu zakończenia kadencji Sejmu nie zostały dokończone. "Jestem za tym, żeby o tym debatować, powinniśmy podjąć ten temat, nie uciekać od niego, jest to temat na czasie, temat ważny" - powiedział wtedy Schetyna zapytany o losy ustawy o związkach partnerskich.
Tydzień temu Schetyna powiedział w rozmowie z "Gazetą Wyborczą", że
"na uchwalenie projektu jest jeszcze chyba zbyt wcześnie".(md)
Dlaczego my domagamy się związków partnerskich teraz? Uważam za genialny pomysł, aby na serio pisać do polityków, że domagamy się związków parttnerskich w 2112 roku, bo w naszej ocenie polskie społeczeństwo dopiero w tym roku zapragnie takiego prawa. W pełni podzielamy opinie ekspertów którymi kierują się politycy, względnie odczucia rodziny polityków ( jak to miało miejsce u Baraka Obamy ), że wcześniej w POlsce nie ma co liczyć na prawa homo. POwinniśmy właśnie mieć transporenty itp domagające się praw homo za sto lat.
Pewnie, załóżmy ręce i nie róbmy nic. Szkoda nawet mówić na ten temat.
Tułajmy się po ciemnych uliczkach, piwnicznych barach, i gęściej zarośniętych parkach.
To nam wystarczy ...
OCZYWIŚCIE MÓWIĘ TO IRONICZNIE
Dlaczego my domagamy się związków partnerskich teraz? Uważam za genialny pomysł, aby na serio pisać do polityków, że domagamy się związków parttnerskich w 2112 roku, bo w naszej ocenie polskie społeczeństwo dopiero w tym roku zapragnie takiego prawa. W pełni podzielamy opinie ekspertów którymi kierują się politycy, względnie odczucia rodziny polityków ( jak to miało miejsce u Baraka Obamy ), że wcześniej w POlsce nie ma co liczyć na prawa homo. POwinniśmy właśnie mieć transporenty itp domagające się praw homo za sto lat.
A co mnie to obchodzi? W Polsce nie ma partii liberalnej i tyle. Myślałem, że parta Palikota taką będzie (patrząc na program wyborczy), a okazała się w praktyce bardzo socjalna i lewacka, z Grodzką i Biedroniem na czele.
Palikot próbuje powt órzyć sukces PO - to znaczy być jak elektorn i przejść przez różne za przeproszeniem dziury w jedym moemencie - i tą centrową i tą prawicową (w dziedzinie światopoglądu). W konsekwencji Palikot, ściągnął bratanka Gowina i próbuje wykonać zwrot w kierunku liberalizmu gospodarczego, co Mu oczywiście nie wyjdzie. Sukces PO polega wszak na tym, że nie jest PiSem, a nie na tym że ma coś do zaproponowania. Bo zaproponować nie może nic, mając w swoim timie takie tuzy jak Raś, czy Gowin z jednej, oraz na przykład Kidawę - Błońską (nie tak znów mocno otwartą światopoglądowo!!!) z drugiej.
A co mnie to obchodzi? W Polsce nie ma partii liberalnej i tyle. Myślałem, że parta Palikota taką będzie (patrząc na program wyborczy), a okazała się w praktyce bardzo socjalna i lewacka, z Grodzką i Biedroniem na czele.
Wiesz, że to tylko skrót myślowy, sam stwierdzasz, że jednak platformiane frakcje różnią się między sobą. Tak samo można napisać o PiS, że skrzydło liberalne jest przeciwko karaniu więzieniem za in
vitro.
Ja wiem ale duża część osób bierze to na poważnie i uważa platformę za liberałów dlatego jestem przeciwny używaniu takich skrótów.
Wiesz, że to tylko skrót myślowy, sam stwierdzasz, że jednak platformiane frakcje różnią się między sobą. Tak samo można napisać o PiS, że skrzydło liberalne jest przeciwko karaniu więzieniem za in vitro.
z pewnością nie wszyscy
bo ode mnie już nie dostali na tę kadencje
Jeśli chodzi o jedno okienko, to podobno mit. I przede wszystkim sprawa symboliczna. Dużo ważniejsze od tego, czy założymy działalność w jednym czy pięciu okienkach jest np. długość standardowego procesu w sprawie gospodarczej albo możliwości ściągania należności.
Przypomniał mi się jednak inny, znaczący sukces: oświadczenia zamiast zaświadczeń. Projekt Szejnfelda, o ile dobrze pamiętam. Good job.
Płaca minimalna... zdania na jej temat są podzielone, generalnie to też jest bardziej symbol. Minusy? Na niżej płatnych stanowiskach może powodować wzrost bezrobocia (zatrudnienie przestaje się opłacać) lub zepchnięcie do szarej strefy. Plusy? W jakimś stopniu na pewno pomaga zapewnić minimum egzystencji.
Co do wzrostu płac: to może całej budżetówce podnieśmy płace o 1000 zł? Wtedy to dopiero będzie znakomita polityka rządu. :-) I puśćmy państwo z torbami, tiak, tiak. A poważniej - samo to, że podniesiono te płace, to nie jest żaden argument. A gdyby to nie była mundurówka, tylko urzędy skarbowe na przykład? Jeśli płace w mundurówce były zaniżone, to oczywiście dobra decyzja. Ale czy podejmowanie rutynowych decyzji dotyczących płac w budżetówce to sukces gospodarczy rządu?!
Zgadzam się w 100%, że Polska po 1989r. jest miejscem swego rodzaju cudu gospodarczego, szczególnie jeśli chodzi o skumulowane wyniki PKB. Ale mieszanie do tego polityki uważam za nieporozumienie. To jest raczej sukces pomimo polityki, a nie dzięki niej. Choć, oczywiście, nie ma co przesadzać. Przypominam, że wyszliśmy od założenia, że PO prowadzi dobrą politykę gospodarczą, a to jest straszne nadużycie. To, że rząd czasem kiwnie palcem, to nie jest dobra polityka gospodarcza. Zero wizjonerstwa, którego więcej miały nawet rządy lewicy i PiS-u (do których wcale nie agituję!) - choć sporo gadania.
Elektrownie wiatrowe? Nie bądźmy śmieszni. Gdyby nie dopłaty z Unii do OZE (odnawialne źródła energii) zarówno do budowy elektrowni np. wiatrowych, jak i dopłaty do sprzedawanego prądu, w Polsce nie byłoby ich prawie w ogóle. To sztucznie nakręcony biznes przez fundusze publiczne. Ciekawe, co będzie, gdy zmieni się polityka wobec OZE i fundusze wygasną? W trakcie boomu na OZE, za wiatraki wzięli się wszyscy, od korporacji po rzemieślników. Powstała sytuacja nieuzasadniona ekonomicznie - buduję się wiatraki w miejscach o wątpliwej "wietrzności", często używane z zagranicy. Aha, poza tym wiatraki odpowiadają w Polsce za mniej niż 1% produkowanej energii. Warto też pamiętać o tym, że jeżeli nie są budowane na morzu (a w Polsce w większości nie są), to charakteryzuje je zmienność w wielkości produkowanej energii w zależności od nasilenia wiatru. Wiąże się to z koniecznością budowy siłowni konwencjonalnych w charakterze uzupełniającym - co sumarycznie jest "bardzo" ekologiczne! Wytworzenie wielkich, metalowych kolosów budowa siłowni uzupełniających i ich eksploatacja. Mniam!
O tych milionach na łupki nie czytałem, ale wolałbym, żeby to nie były podatki wyrzucone w błoto. Nie będę się jednak wypowiadał na ten temat.
All in all, "dobrze" oznaczać musi chyba, że jeszcze się wszystko jakoś trzyma w kupie w tym kraju i się nie pozawalało. Mam trochę inną wizję. :-)