W Hollywood ruszyły prace nad filmem o legendarnym amerykańskim śpiewaku, zwanym przez niektórych królem kiczu,
Valentino Liberace. W główną postać słynnego geja prawdopodobnie wcieli się
Michael Douglas - zdradza reżyser filmu Steven Soderbergh.
Liberace, a właściwie Władzio Valentino Liberace, pianista i śpiewak, urodził się w 1919 roku. Już jako czternastolatek zadebiutował występując jako solista z Chicagowską Orkiestrą Symfoniczną. W póżniejszych latach zrezygnował z grania symfonicznego na rzecz ekstrawaganckich występów estradowych. Za radą dobrego znajomego rodziny Ignacego Paderewskiego, porzucił imiona Władzio Valentino i pod pseudomimem Liberace rozpoczął tournee po Stanach.
Homoseksualne preferencje artysty były jedną z najgłębiej skrywanych przez niego tajemnic. Na tyle głęboko, że w 1957 roku wygrał nawet proces przeciwko gazecie "The Daily Mirror", która w złośliwym artykule posądziła go o homoseksualizm.
Kilkanaście lat później zapłacił 95 tysięcy dolarów odszkodowania swojemu rzekomemu partnerowi (Liberace uparcie zaprzeczał, że jest gejem) Scottowi Thorsonowi, jako zadośćuczynienie za 5-letni związek. Zmarł w wyniku powikłań wywołanych AIDS w 1987 roku.
Soberbergh komentując pozostałą część obsady filmu przyznał, że w roli Scotta najchętniej widziałby
Matta Damona. Rozmowy na ten temat podobno już trwają.
(mk)
kicz i showmaństwo strasznie, ale układ ręki cudowny.