Dziś mija setna rocznica urodzin wielkiej divy gejowskiej Bette Davis.
Bette Davis (1908-1989) - największa heroina gejowskiego kina z czasów, gdy gejowskie kino nie istniało. W filmie dokumentalnym o rozwoju kina mniejszości seksualnych wypowiada się pewien starszy wiekiem amerykański gej: "Może się wydawać, że gdy gejów nie było na ekranie, trudno było nam utożsamiać się z jakimikolwiek filmowymi bohaterami. Ale myśmy chodzili na każdy kolejny film z Bette Davis jak na regularne gejowskie kino". Co więc jest w Bette tak gejowskiego? Jej specjalnością były role kobiet wiedzących, czego chcą, nie bojących się o tym otwarcie mówić, kobiet stanowczych i władczych. Davis nie bała się być na ekranie odrażająca, brzydka czy stara. Nie bała się wzbudzać wstrętu i dezaprobaty u publiczności. Z takimi cechami była więc wymarzoną idolką wszystkich tych, którzy pewne odrażające - zdaniem ogółu społeczeństwa - cechy ukrywali.
Grywała wyrachowane intrygantki ("Litte Foxes", 1941) i morderczynie ("List", 1940), brzydkie kaczątka zmieniające się w piękne łabędzie i odnajdujące sens życia ("Trzy kamelie", 1942) czy też kobiety odważnie akceptujące swój tragiczny los ("Mroczne zwycięstwo", 1939). Bette była dla gejów tym, czym Humphrey Bogart dla heteryków - była postacią większą i silniejszą niż życie. Czasem popadała w manieryzm i jej role zahaczały o kamp jak np. w "The Anniversary" (1968) czy "Madame Sin" (1972).
Pracowała bez wytchnienia przez 58 lat - to jedna z najdłuższych karier w Hollywood. Pierwszy raz skazano ją na zapomnienie w drugiej połowie lat 40. Powróciła w rewelacyjnym stylu filmem "Wszystko o Ewie" (1950), w którym zagrała starzejącą się aktorkę rywalizującą z młodszą, podstępną, tytułową Ewą. Wypowiadała m.in. słynną kwestię "Fasten your seatbelts, it's gonna be a bumpy night" ("Zapnijcie pasy, to będzie noc pełna wrażeń!")
Słynna była nienawiść Davis do innej gwiazdy tamtych czasów - Joan Crawford. Cytatów świadczących o tym uczuciu jest bez liku: "Crawford spala z każdą męską gwiazdą wytwórni MGM, może oprócz Lassie", "Jestem dobra w graniu dziwek, bo nie jestem dziwką. Może dlatego Joan Crawford tak dobrze idzie granie dam". Jakież było więc zaskoczenie, gdy obie wielkie aktorki zgodziły się zagrać dwie nie znoszące się siostry w "Co się wydarzyło Baby Jane?". Ich pojedynek jest dla gejów tym, czym pojedynek Roberta DeNiro i Ala Pacino w "Gorączce" Michaela Manna - spotkaniem tytanów. Gdy w 1977 r. Crawford zmarła, Davis rzuciła: "Ponoć nie wypada mówić źle o zmarłych, no więc - Joan Crawford zmarła - dobrze!"
Davis grała niemalże do samej śmierci. Pożegnała się z kinem w wielkim stylu filmem "Sierpniowe wieloryby" (1987), realizacji następnego już nie zdążyła skończyć. Wybierając się w swą - jak się później okazało - ostatnią podróż - 81-letnia, schorowana i wychudzona aktorka powiedziała dziennikarzom na schodach samolotu: "Chcę umrzeć na wysokich obcasach, ciągle w akcji!". Prócz ponad setki w większości dobrych filmów, zostawiła po sobie niezrównane aforyzmy. "Wyzwolenie gejów? Nie jestem przeciw, choć sama na tym nie skorzystam", "Wyszłabym za mąż jeszcze raz, gdybym znalazła faceta z 15 milionami dolarów gotowego zapisać mi połowę i zagwarantować, że umrze w ciągu roku", o swym czwartym mężu: "Gary był dosyć macho, ale żaden facet nie jest wystarczająco macho, by zostać Panem Davis", "Seks? Największy żart Boga wobec ludzi".
W "Chłopcach z paczki" (1970) Williama Friedkina jeden z bohaterów (gej) naśladuje Judy Garland wykonującą utwór "Get happy". Przyłapuje go na tym kolega, który pyta retorycznie: "Czy może być coś bardziej żałosnego od ciotki naśladującej Judy Garland?". Ten rzuca natychmiast: "Może. Ciotka naśladująca Bette Davis!".
Mariusz Kurc