1932-2011
Była jedną z największych gwiazd w dziejach kina. Dorastała, żyła, a potem starzała się na oczach milionów. Najsłynniejsza ekranowa Kleopatra. W jej filmografii nie brakuje tytułów ważnych dla historii kina LGBT. Wielka przyjaciółka gejów i wieloletnia działaczka na rzecz walki z AIDS. Po prostu Liz Taylor.
- Krzysztof Tomasik -
Elizabeth urodziła się 27 lutego 1932 r. w Anglii jako obywatelka Stanów Zjednoczonych. Jej matka, Sara Taylor, niespełniona aktorka, pragnęła, by chociaż córka zrobiła karierę. Prowadzała ją na castingi i już w 1941 r. mała Liz podpisała kontrakt z wytwórnią Universal na 7 lat. Umowę jednak rozwiązano po zaledwie jednej niewielkiej rólce w filmie „W każdej minucie ktoś się rodzi” (1942). Werdykt brzmiał: „To nie jest twarz dziecka: jej oczy są zbyt dojrzałe” (w przyszłości fiołkowe oczy staną się jej znakiem firmowym). Zdeterminowana matka nie poddała się, wkrótce wywalczyła dla córki kontrakt w MGM, przyszedł też pierwszy sukces – rola w „Powrocie Lessie” (1943). Cykl filmów o psie Lessie cieszył się wówczas ogromną popularnością i jak zauważyła biografka Taylor – Brenda Maddox: „wiele lat upłynęło, zanim Elizabeth Taylor wyprzedziła Lassie w hierarchii gwiazd MGM”.
Jimmy i Monty
Pierwszą „dorosłą” rolę zagrała w filmie „Miejsce w słońcu” (1951), opowieści o mężczyźnie z nizin społecznych skazanym na karę śmierci za zamordowanie swej narzeczonej, która stała mu na drodze do poślubienia pięknej i bogatej Angeli (w tej roli wystąpiła właśnie Taylor). Po raz pierwszy zagrała tam u boku Montgomery Clifta, który stał się jej pierwszym przyjacielem-gejem. Clift nigdy nie zaakceptował swojego homoseksualizmu, nadużywał alkoholu i środków odurzających, szybko z jednego z najatrakcyjniejszych gwiazdorów Hollywood przeistaczając się w ruinę człowieka, umierając w wieku zaledwie 46 lat. Ukojenia szukał zawsze u Liz, a ona pozostała mu wierna w przyjaźni do końca.
Kolejne ważne przyjaźnie Liz zawarła na planie legendarnego „Olbrzyma” (1956), gdzie była żoną Rocka Hudsona, o którą starał się także James Dean. Dzisiejsza wiedza o homoseksualizmie Hudsona i biseksualizmie Deana, sprawia, że film zyskuje dodatkowe napięcie seksualne. „Olbrzym” stał się kultowy jeszcze przed premierą, bo po zakończeniu zdjęć w wypadku samochodowym zginął Dean, z którym Taylor zdążyła się zżyć. Liz bardzo przeżyła jego śmierć, przez wiele lat unikając wypowiadania się na jego temat, pytana dlaczego, odpowiadała: „To są zbyt osobiste sprawy: Jimmy i Monty”.
Kotka zeszłego lata
„Olbrzym” rozpoczął najlepszy artystycznie okres w karierze Liz Taylor. Praktycznie co roku grała kolejną znakomitą rolę w świetnym filmie. Pierwszą nominację do Oscara otrzymała za rolę w zapomnianym „Hrabstwie Raintree” (1957), gdzie była pięknością z Południa, która ucieka w obłęd z powodu swego rzekomego murzyńskiego pochodzenia. Znów grała tam u boku Montgomery Clifta. Prawdziwym przebojem była „Kotka na gorącym blaszanym dachu” (1958), adaptacja sztuki Tennessee Williamsa. Filmowa wersja została co prawda pozbawiona wątków dotyczących homoseksualizmu Bricka (Paul Newman), ale i tak dla wielu było jasne, co tak naprawdę jest powodem niemożności spłodzenia dziecka przez Bricka z tak piękną żoną i jaka relacja łączyła go z opłakiwanym przyjacielem. Liz Taylor stała się specjalistką od ról namiętnych kobiet będących w związku z zachwianym emocjonalnie partnerem.
Rok później zagrała w kolejnej adaptacji Williamsa. „Nagle, zeszłego lata” (1959) okazał się filmem wyjątkowo odważnym jak na ówczesny Hollywood. Opowiadał historię obłąkanej Catherine (Taylor), która nie może dojść do siebie po wakacjach spędzonych z kuzynem Sebastianem. W czasie terapii prowadzonej przez lekarza (w tej roli znów Montgomery Clift) okazuje się, że wabiła ona dla Sebastiana atrakcyjnych chłopaków, co skończyło się tragicznie, gdyż w efekcie został on zamordowany przez rozjuszony tłum. Dziś ta fabuła może się wydawać pretensjonalna, wówczas wymagała odwagi, także od Taylor, która zgodziła się zagrać osobę o wyglądzie psychicznie chorej.
Klątwa Oscara
Pierwszego Oscara otrzymała za rolę luksusowej prostytutki w filmie „Butterfield 8” (1960). Była wówczas ciężko chora, przeszła poważne zapalenie płuc i dość powszechne było przekonanie, że to kłopoty zdrowotne, a nie kunszt aktorski, zapewniły jej statuetkę. „Przegrałam z tracheotomią” ogłosiła wówczas Shirley MacLaine, najpoważniejsza konkurentka Taylor do nagrody Akademii. Ukoronowaniem pozycji symbolu seksu swojej epoki była rola Kleopatry (1963), natomiast ukoronowaniem jej kariery aktorskiej było zagranie Marthy, starzejącej się i sfrustrowanej żony w „Kto się boi Virginii Woolf?” (1966) według sztuki Edwarda Albee'ego. Za tę rolę otrzymała swojego drugiego Oscara.
W Hollywood bardzo często mówi się o oscarowej „klątwie”, czyli widocznym załamaniu kariery po zdobyciu upragnionej statuetki. Nie dotyczy to oczywiście wszystkich, ale pojawia się na tyle często, aby legenda była uprawniona. Elizabeth Taylor po pierwszym Oscarze powodziło się całkiem dobrze, drugi oznacza koniec pewnego etapu w jej karierze. Choć wciąż grała i nawet była chwalona za kolejne role, jej filmy nie stawały się już sukcesami ani komercyjnymi, ani artystycznymi.
Uwagę warto jednak zwrócić na „W zwierciadle złotego oka” (1967). W chwili premiery film otrzymał druzgoczące recenzje, dziś stanowi przykład próby wprowadzania tematyki gejowskiej na ekran. Taylor znów zagrała żonę utajonego homoseksualisty, tym razem wojskowego, była to adaptacja powieści lesbijskiej pisarski Carson McCullers. Tak naprawdę Taylor zgodziła się wystąpić w tym filmie dla Montgomery Clifta, który miał grać jej męża. Niestety, Clift umarł na krótko rozpoczęciem zdjęć i został błyskawicznie zastąpiony przez Marlona Brando, kolejnego gwiazdora mającego wówczas gorszy okres w karierze.
Przede wszystkim gwiazda
Pod koniec lat 60. aktorstwo Elizabeth Taylor stawało się anachroniczne. Pojawili się hipisi, wolna miłość, coraz częściej o sprawach związanych z seksualnością można było mówić wprost. Aktorka obwieszona diamentami, w drogich toaletach i z wieloletnimi kontraktami z wytwórniami należała do epoki kina, która powoli odchodziła w przeszłość. Począwszy od 1973 r. coraz częściej jej ekranowe występy miały charakter gościnny, grała raczej w telewizji. W kinie po raz ostatni pojawiła się jako teściowa w aktorskiej wersji „Między nami jaskiniowcami” (1994). Próbą nawiązania do dawnych sukcesów był udział w zrealizowanej dla telewizji, kolejnej adaptacji sztuki Tennessee Williamsa „Słodki ptak młodości” (1989). Zagrała starzejącą się gwiazdę kina, która z młodym kochankiem u boku, wraca po latach do swego rodzinnego miasteczka.
Chociaż coraz rzadziej występowała w filmach, pozostała gwiazdą. Interesowano się jej kolejnymi małżeństwami, problemami z nadwagą i alkoholem, przyjaźnią z Michaelem Jacksonem. Poświęciła się działalności charytatywnej, szczególnie zdeterminowana była w walce z AIDS, od czasu, gdy zmarł Rock Hudson. Była uwielbiana przez kolejne pokolenia gejów, a szereg filmów z jej udziałem na już status kultowych. Trudno nie uśmiechnąć się widząc choćby jej pełne nazwisko monstrualnej długości, pamiątkę po ośmiu ślubach: Elizabeth Taylor Hilton Wilding Todd Fisher Burton Burton Warner Fortensky.
Do końca pozostała diwą, w sprawie swojego pogrzebu zostawiła instrukcje, że trumna z jej zwłokami ma pojawić się dopiero 15 minut po rozpoczęciu ceremonii. Po prostu zadbała, żeby mieć „dobre wejście”.
A jeśli już o czytaniu mowa - proponuję bardziej uważać na pisownie.
Pozdrawiam.
Ciebie i "Ryśka"
No nic i tak się zdarza .
Wielka szkoda, znakomita osoba.
Nic dziwnego, że najlepsza przyjaciółka Michaela Jacksona !
Szkoda być w czasach, gdzie takie osobistości już od dawna nie żyją, bądź się ku temu końcowi zbliżają.