Dlaczego geje nie mogą adoptować dzieci?
To nie jest przejaw walki z jakąkolwiek religią - powiedziała senator Maria Szyszkowska (SLD) o swoim projekcie ustawy o związkach partnerskich.
Podczas dyskusji "Za i przeciw ustawie o związkach partnerskich" zorganizowanej przez Unię Pracy, Szyszkowska wyjaśniła, że "to nie jest walka z jakąkolwiek religią czy moralnością katolicką". "Wydaje mi się, że żyjemy w państwie demokratycznym, a nie wyznaniowym, bo jeżeli się mylę, to natychmiast wycofam ten projekt" - powiedziała.
Jak podaje agencja PAP, Senator oceniła, że w Polsce panuje ogromna nietolerancja wobec mniejszości homoseksualnych i m.in. dlatego, wbrew swoim przekonaniom, nie zamieściła w projekcie zapisu o prawie do adopcji dzieci przez pary homoseksualne. Zaznaczyła też, że projekt nie jest, wbrew temu co piszą niektóre media, próbą odwrócenia uwagi od planu Hausnera.
Zaproszony do udziału w dyskusji jako reprezentant przeciwników ustawy poseł Tadeusz Szymański (PiS) powiedział, że uprzywilejowana pozycja małżeństwa wynika przede wszystkim z jego podstawowej funkcji, jaką jest posiadanie i wychowywanie dzieci. Zaznaczył też, że nie można traktować przysługujących małżeństwom heteroseksualnym prawnych przywilejów, takich jak np. wspólne opodatkowanie, jako dyskryminacji par homoseksualnych.
Zaznaczył też, że jego zdaniem dyskusja na temat legalizacji związków osób tej samej płci wpisuje się w trend kryzysu cywilizacji.
Z tym stwierdzeniem nie zgodziła się obecna na spotkaniu pełnomocnik rządu ds. równego statusu kobiet i mężczyzn Izabela Jaruga-Nowacka (UP), która powiedziała, że nie rozumie, dlaczego nikogo nie gorszy np. pocałunek prezydenta z pierwszą damą, a oburza, gdy robią to osoby tej samej płci. Zgodziła się z senator Szyszkowską, że w Polsce jest wiele nietolerancji wobec homoseksualistów. Jej zdaniem, dyskryminacja tej grupy jest widoczna w języku i dowcipach, także w Sejmie. Jako dowód powiedziała: pamiętam jak jeden z posłów celowo mylił pojęcie pederasty i pedofila, a na moją uwagę, że to nie to samo powiedział: "Jeden czort".
Zaznaczyła też, że wejście w życie ustawy o związkach partnerskich nie będzie oznaczać przymusu ich zawierania.
Projekt ustawy przygotowany przez Szyszkowską ma na celu uregulowanie sytuacji prawnej homoseksualistów w Polsce. Przewiduje m.in., że zawarcie związku partnerskiego, podobnie jak małżeństwa, będzie wiązało się z nabyciem wielu uprawnień, głównie o charakterze ekonomicznym. Najważniejsze to: prawo do dziedziczenia po zmarłym partnerze, prawo do korzystania z ubezpieczenia zdrowotnego jak dla członków rodziny, prawo do wspólnego opodatkowania się, prawo do świadczeń po zmarłym partnerze, np. emerytury. Projekt nie przewiduje możliwości adopcji dzieci.
(PAP)
Z punktu widzenia gatunku to może dobry cel, ale czy związek dwóch osób ma na celu przede wszystkim wytwarzanie nowych jednostek, które zrobią to samo? Czy podstawowym celem życia jest rozmnażanie się? Co z małżeństwami, które deklarują, że nie chcą i nie będą mieć dzieci albo nie mogą? Idąc tym torem należy im odebrać te wszystkie przywieleje. Te małżeństwa nie spełniają swojej podstawowej funkcji!
"to nie jest walka z jakąkolwiek religią czy moralnością katolicką".
Szanowna Pani Senator: to jest wojna. Jeżeli nawet środowiska gay/les i im sprzyjające nie chcą wojny to Kościół doskonale zdający sobie sprawę, że stoi na straconej pozycji i może tylko odwlekać w czasie (bardzo skutecznie i długo oczywiście) niekorzystne dla siebie zmiany, które doprowadzą do utraty wpływów i będzie bronił obecnego stanu rzeczy, który jest mu na rękę. To przypomina sytuację, kiedy duża firma deweloperska nie chce konkurować na rynku i popiera projekty innych firma. Nie zapominajmy o wymiernych korzyściach finansowych zarówno w przypadku tej firmy deweloperskiej jak i Kościoła.
Kościół będzie prowadził zimną wojnę i nie zgodzi się na żaden dialog.
Takie są realia. Możemy mówić, że nie chcemy wojny, ale rzeczywistość wygląda inaczej. Oczywiście nie wolno deklarować chęci walki z Kościołem, bo to skompromituje cała inicjatywę, ale trzeba pamiętać, że "rzeczywistość skrzeczy".
"Wydaje mi się, że żyjemy w państwie demokratycznym, a nie wyznaniowym, bo jeżeli się mylę, to natychmiast wycofam ten projekt"
Bardzo mądre posunięcie. Niestety teraz argumenty strony przeciwnej zmienią swoją formę (nie treść). Będziemy bombardowani hasłami: rodzina, tradycja, ludzie, gatunek, dzieci itd. bez odniesienia do religii, co na jedno wychodzi.
Przepraszam za bardzo niepoprawną politycznie wypowiedź, ale pewne rzeczy należy powiedzieć bez owijania w bawełnę.