Triumf homofobii pod Wawelem
Po wystawie "Niech nas zobaczą" galeria Burzym & Wolff straciła lokal- pisze lokalny dodatek do "Gazety Wyborczej" w Krakowie. Pełnomocnik właściciela "nie życzy sobie organizowania podobnych imprez"
- Administratorowi kamienicy nie podobała się wystawa przeciw homofobiom. Postanowił nas więc wyrzucić! - mówi Paweł Chawiński z galerii B&W przy ul. św. Jana. - Nie rozumiem takiego zachowania. Na zdjęciach pokazaliśmy tylko uśmiechniętych ludzi, trzymających się za ręce, nic obscenicznego. Wyglądali na bardziej zadowolonych niż większość małżeństw spacerujących po krakowskich osiedlach.
Zorganizowana w kwietniu przez Kampanię Przeciw Homofobii wystawa fotografii Karoliny Breguły była częścią ogólnopolskiej akcji przeciw agresji wobec homoseksualistów, uzupełniającą akcję plakatową. Pierwotnie jej organizacji podjęła się galeria Związku Polskich Artystów Plastyków w Sukiennicach. Na kilka dni przed otwarciem krakowski ZPAP wycofał się jednak, tłumacząc to jej "niskim poziomem artystycznym".
- Zdjęcia są profesjonalne, a wystawa ma charakter społeczny. Osobiście akcję popieram i dziwię się decyzji Związku. Górę wzięła polityka, niewiele mogę na to poradzić - przyznała nam wtedy prowadząca galerię ZPAP Agnieszka Szpala.
- Tu doskonale widać, że to nie zwykli ludzie boją się tolerancji, a instytucje i politycy - oceniał prezes KPH Robert Biedroń.
Wtedy właśnie znalazł się lokal przy ul. św. Jana.
- Zawiesiliśmy nawet trwającą wtedy wystawę. Ta wydała nam się społecznie ważniejsza, chcieliśmy też pomóc organizatorom akcji - tłumaczy Paweł Chawiński. 11 kwietnia odbył się wernisaż. Już na drugi dzień prowadzący galerię dostali upomnienie od administratora.
"Ostrzegam Państwa po raz pierwszy, że w razie zorganizowania podobnej imprezy, jak w dniu 11 bm., będzie to traktowane jako złamanie umowy najmu ze skutkiem natychmiastowym" - napisał Jan Łastowiecki, pełnomocnik właściciela - Kazimierza Lubomirskiego de Burbon. Nakazał też odsłonić przysłonięte podczas wernisażu kartonami okna. Po miesiącu rozwiązał umowę bez podania przyczyn.
- Zostaliśmy ukarani za tolerancję - uważa Paweł Chawiński. - Nie było podstaw do rozwiązania umowy. Okna zasłoniliśmy na chwilę, bo baliśmy się ataków - zaznacza. Jego żona Bożena Burzym-Chawińska dodaje: - Czynsz płaciliśmy regularnie. Nie było żadnych kłopotów, sama wystawa też przebiegła spokojnie.
Jan Łastowiecki nie chciał tłumaczyć powodów rozwiązania umowy. W rozmowie z nami powoływał się na tajemnicę handlową.
Protesty przeciwko wyrzuceniu galerii zapowiedziały już m.in. stowarzyszenia Efka i Zieloni.
(Gazeta Wyborcza)
Oki, to tylko taka mała dygresja, gomme :)!
B&W TRZYMAJCIE SIE