Pseudo kontrowersja i co z niej wynika
Gazeta Wyborcza oraz brukowe pisemko Super Express piszą dziś o zainicjowanej przez minister do spraw równego statusu kobiet i mężczyzn Jaruga-Nowacką akcją promowania w społeczeństwie postaw tolerancyjnych wobec mniejszości seksualnych. Sprawie tej poświęcimy osobny komentarz. Dziś przytaczamy tekst, opublikowany w regionalnym wydaniu GW:
LPR w trosce o moralność, prezydent w trosce o wiaty przystanków. Tak czy owak - są kłopoty z powieszeniem w Krakowie plakatów z trzymającymi się za ręce homoseksualistami
O co chodzi? Niedawno pełnomocnik rządu ds. równego statusu kobiet i mężczyzn Izabela Jaruga-Nowacka zapowiedziała, że na ulicach polskich miast pojawią się plakaty promujące tolerancję wobec mniejszości seksualnych. Homofobię zwalczać więc miało dwóch młodych panów trzymających się za ręce (były też dwie młode panie). I właśnie to zaniepokoiło radnych Ligi Polskich Rodzin.
- To niedopuszczalne! - mówił nam szef klubu LPR w radzie miasta Piotr Doerre. - W naszej opinii taka akcja jest niepotrzebna, bo służy promocji postaw homoseksualnych. Zapytam więc prezydenta, czy pozwoli, żeby te plakaty znalazły się na przystankach MPK - zapowiadał. I jak zapowiedział, tak zrobił. Do prezydenta zwrócił się z interpelacją: "czy prezydent będzie wspierał homoseksualistów?"
Jacek Majchrowski: - Takie plakaty budzą kontrowersje. Znajdą się pewnie tacy, którzy na wiatach przystanków dopiszą swoje zdanie. Wiaty mogą zostać zniszczone, po co tak prowokować?
Robert Biedroń ze stowarzyszenia Kampania Przeciw Homofobii dziwi się prezydentowi Krakowa. - Rozumiem troskę o przystanki, ale jeśli są niszczone, to przecież nie przez to, co na nich wisi - uważa. - A na plakatach nie ma żadnego skandalu. Są stonowane, wręcz nudne. Prezydent chyba ich nie widział.
- Faktycznie, nie widziałem - przyznaje Jacek Majchrowski. - Ale wiem, co na nich jest. Wiem też, jakie reakcje może to wyzwolić: jedni będą składać interpelacje, inni malować po wiatach. Przeciw kampanii nie mam nic, ale wykorzystywanie w niej przystanków MPK nie jest najszczęśliwsze.
Sto "antyhomofobijnych plakatów" miało zawisnąć na wiatach przystanków autobusowych 22 marca. Miasto ma prawo odmówić powieszenia reklamy "sprzecznej z dobrymi obyczajami". Według zapewnień prezydenta nikt z firmy AMS, która miała za umieszczenie plakatów odpowiadać, z nim się nie kontaktował. Tymczasem AMS wycofuje się ze zlecenia.
- Plakatów nie powiesimy. Nie chcę jednak mówić o powodach tej decyzji - ucięła wczoraj rozmowę z nami rzeczniczka AMS Agnieszka Bakiensztos. Nieoficjalnie dowiedzieliśmy się, że powodem rezygnacji z plakatowania były właśnie kontrowersje wokół treści plakatów.
Robert Biedroń zapewnia, że kampania w Krakowie jednak wystartuje. - Do mnie decyzja AMS nie dotarła. Ale jeśli ta firma się wycofa, poszukamy innej - zaznacza i dodaje, że w innych polskich miastach z plakatami problemów jak dotąd nie było.
(W GW wyczytał PS)
Następnego dnia, 19 marca, w środę, o godz. 15.10, na Uniwersytecie Warszawskim odbędzie się spotkanie z Robertem Biedroniem z Kampanii, poświęcone sytuacji prawnej osób homoseksualnych w Polsce. Spotkanie organizowane jest przez Klinikę Prawa UW.
Skoro blokada plakatów była do przewidzenia, to czemu nikt się nad tym nie zastanowił? Osoby odpowiedzialne oczywiście bronią się homofobią... o której przecież wiedzieli... to paradoks...
Chodzi o coś innego. Jeżeli są pieniądze na akcje na rzecz tolerancji, to powinny zostać tak wydanie, żeby był jakiś efekt!
Reakcja władz miast była do przewidzenia. Protesty też. A może Ty jesteś zdziwiony? :-)