"prowokuje homoseksualną wrażliwością"
W środowej Gazecie Wyborczej (18.12.02) ukazała się recenzja twórczości znanego reżysera teatralnego Krzysztofa Warlikowskiego pióra dwóch pań używających jednego pseudonimu "Marta Cybianka". Niestety. Mimo iż pracowały zespołowo, nie udało się napisać nic mądrego, odkrywczego, ani nawet zrozumiałego. Ostrzem swej krytyki, Cybianki wyoutowały reżysera, stwierdzając że "Krzysztof Warlikowski budzi największe kontrowersje (...) nawet nie dlatego, że prowokuje homoseksualną wrażliwością, irytuje instrumentalnym traktowaniem klasyków i zapożyczeniami z zachodniego teatru. Ale dlatego, że nie wiadomo, kim jest."
Jedno wiadomo już z pewnością: Według Cybianek, Warlikowski jest gejem. I może właśnie dlatego nie wiadomo kim jest. Nie wiadomo "czy interesuje go coś poza nim samym? Kontestuje czy estetyzuje? Wadzi się z Bogiem czy prowokuje filistra?" Dowiadujemy się ponadto, że " w teatrze Krzysztofa Warlikowskiego punktem odniesienia jest głęboki niepokój egzystencjalny, u podłoża którego leży między innymi wymykająca się konwenansom cielesność. Co jeszcze oprócz sentymentalizmu, katastrofizmu i lęku formuje jego teatr? Na pewno nie jest to chrześcijański system wartości, w którym swobodnie porusza się w teatrze na przykład Piotr Cieplak..."
W cytowanej recenzji znajduje się również alarmujące ostrzeżenie: "Dalecy Inni, bohaterowie bez poglądów, charakterów i życiorysów, zaludnili sceny teatrów, odwracając naszą uwagę od prostej prawdy, że ludzie różnią się między sobą czymś więcej niż tylko orientacją seksualną. Co więcej, kreowanie bohaterów, których podstawową czy zgoła jedyną cechą jest "inność", kryje w sobie dwa niebezpieczeństwa. Niesie groźbę, że nasza tolerancja ich odpodmiotowi i unicestwi jako indywidualności, oraz ryzyko upokorzenia polegające na sprowadzeniu osoby do jednostki chorobowej, preferencji seksualnej czy ułomności. Tych pułapek nie uniknął na przykład polski dramatopisarz Ingmar Villqist. O bohaterach jego sztuki "Beztlenowce" wychowujących wspólnie dziecko wiemy tylko, że są mężczyznami, i jeśli ten fakt nas nie bulwersuje, to cała sytuacja przestaje być interesująca. Jeśli natomiast sens sztuki sprowadzić do tego, że jej bohaterami są homoseksualiści, to fakt, że nie dowiadujemy się o nich nic ponadto, jest dla nich upokarzający."
Bogu dzięki, że Warlikowski wybrnął z opałów, bowiem "w "Oczyszczonych" Krzysztofa Warlikowskiego, spektaklu, który dla wielu stał się manifestem homoseksualnej miłości i wręcz przykładem pornografii (...) zasadnicza różnica polega na tym, że "Oczyszczeni" to przede wszystkim poetyckie i metaforyczne przedstawienie o miłości stojącej ponad moralnością, konwenansem i prawem, o dokonywaniu wyborów z myślą o drugim człowieku i o dochowaniu im wierności, o potrzebie i możliwości ekspresji własnej cielesności. Mężczyzna, który nie potrafi kochać innego, w końcu oddaje za niego życie."
Odetchnęliśmy. I uzupełniamy "Różową listę" o kolejne nazwisko polskiego prominentnego geja a czarną listę recenzentów o "Martę Cybiankę".
(JM)