Wczesny coming out złamał mu karierę
Amerykańska prasa donosi, że w miniony poniedziałek, 4 lutego 2002 zmarł legendarny aktor George Nader, który był personifikacją powieściowego agenta FBI Jerry Cottona. Filmy te, kręcone w Niemczech pod koniec lat 60-tych, mają dziś kultowy charakter. Nader, to przede wszystkim Jerry Cotton - choć grał przecież w ponad 50 innych filmach.
George Nader zmarł w swej posiadłości Woodland Hills koło Los Angeles w wieku lat 80-ciu. Przyczyną zgonu była niewydolność serca i płuc. Przy jego łóżku czuwał Mark Miller, z którym Nader spędził 55 lat. Miller był jedynym spadkobiercą zmarłego na AIDS w 1985 roku aktora Rocka Hudsona.
Kariera George Nadera rozpoczęła się we wczesnych latach 50-tych w Hollywood filmem fantastyczno-naukowym pod tytułem "Robot Monster". Reżyser Phil Tucker odważył się w nim po raz pierwszy na eksperyment z techniką trójwymiarową. Potem, grał najczęściej role przystojnych amantów, jak w filmie "Last Chance" z Tonym Curtisem (1955). Występował u boku tak słynnych gwiazd jak Ester Williams w "Unguarded Moments" i Maureen O'Hara w "Lady Godiva". Po raz ostatni można go było oglądać w "Beyond Atlantis" w 1973 roku. W skutek wypadku samochodowego doznał uszkodzenia wzroku i nie znosił oślepiającego blasku filmowych reflektorów. Zmienił więc zawód i zaczął pisać powieści fantastyczno-naukowe.
Fatalny wpływ na karierę George Nadera miał jego bardzo wczesny, bo dokonany w roku 1986 coming out. Resztę życia spędził z Markiem Millerem w gronie przyjaciół, do którego należał także Rock Hudson - supergwiazda, którego homoseksualizm był w Hollywood pilnie strzeżoną tajemnicą. Mieszkał w Kaliforni, potem na wyspie Maui na Hawajach, wreszcie w Palm Springs. W ostatnich latach nie pokazywał się już publicznie.
Prochy George Nadera zostaną rozsypane po morzu z pokładu tego samego jachtu, który niósł urnę z prochami Rocka Hudsona.
Marek Romiszewski - Miami