Głos znanego działacza w obronie gejów&les
W czwartkowym wydaniu dziennika "Trybuna" ukazał się list Roberta Biedronia, znanwego działacza ruchu gej&les, członka orhanizacji "Kampania Przeciw Homofobii". Oto jego treść:
"O gejowskich małżeństwach mówi każdy. W tej kwestii najlepiej rozeznani są zarówno politycy polskich partii prawicowych, jak i hierarchowie polskiego Kościoła katolickiego oraz niektórzy dziennikarze. Małżeństwa homoseksualistów są dla nich "pogwałceniem tradycyjnych wartości chrześcijańskich oraz podkopywaniem korzeni rodziny". Szkoda tylko, że nikt z nich jak do tej pory nie zapytał samych zainteresowanych, czy chcą takich małżeństw i adopcji dzieci, o której również często dyskutują gadające głowy polskiej tradycji chrześcijańskiej.
Świat jednak patrzy na sprawę małżeństwa inaczej niż oczekują tego organizacje prorodzinne. Rola małżeństwa w tradycyjnym świecie jest całkiem inna niż przed wiekami. "wczesne małżeństwo miało rację bytu z trzech powodów: utrwalało dominację mężczyzny nad kobietą, gwarantowało dziedziczenie własności przez męską linię, płodziło i wychowywało dzieci. Takiego modelu małżeństwa broni Kościół katolicki, pomimo że nie pasuje on do teraźniejszości. Łamie także podstawowe prawa człowieka, a zwłaszcza kobiet.
W naszym kraju trzeba mieć wiele odwagi cywilnej, by przyznać się do swojej, innej niż heteroseksualna, orientacji. W momencie, gdy 48 proc. społeczeństwa chciałoby zakazać nam, czyli homoseksualistom, odbywania stosunków seksualnych, trzeba byłoby być prawdziwym masochistą, by decydować się na ślub w heteryckim stylu, a sadystą, by adoptować dziecko, które będzie wyśmiewane ze wszystkich możliwych stron. W związku z tym śmiem sądzić, że takowych chętnych wśród gejów i lesbijek nie ma.
A szkoda. Geje i lesbijki - według badań naukowych - są takimi samymi rodzicami dla wychowywanych przez nich dzieci jak pary heteroseksualne. Małżeństwo zaś zrównałoby prawnie pary homo- i heteroseksualne powodując, że życie przeciętnego geja czy lesbijki stałoby się, jeśli nie równe życiu przeciętnego heteryka, to co najmniej łatwiejsze pod względem prawnym. Ale cóż, na tak mądre rozwiązania prawne trzeba będzie poczekać jeszcze wiele lat. Póki co, wielu z nas chciałoby zalegalizowania naszych związków, które tworzymy latami, a które według istniejącego prawa są fikcją. Poprzez niesprawiedliwe i dyskryminujące prawo tracimy co roku pieniądze (sprawy podatkowe), żyjemy w psychicznej klatce (nikt nie wie o naszym związku), a w najtragiczniejszych przypadkach tracimy dobytek całego naszego życia (sprawy spadkowe).
W Polsce jest propozycja, by zalegalizować istniejące związki nieformalne. I nie chodzi tu znowu o tak zwane małżeństwa, ale o związki partnerskie, które z tradycyjnie pojmowaną instytucją niewiele będą miały wspólnego. Rozwiązanie to różniłoby się podejściem do kwestii zawierania i rozwiązywania takiej umowy oraz sprawami adopcji (adopcja przez pary homoseksualne byłaby niemożliwa). Byłoby to rozwiązanie przygotowane w formie ustawy, uporządkowujące sprawy podatkowe, spadkowe, opiekuńcze itp. par zarówno homoseksualnych, jak i heteroseksualnych, czego zapominają dodać wojujący politycy prawicowi.
Rada Europy już kilkakrotnie apelowała do Polski o poszanowanie praw gejów i lesbijek, zalecając przyjęcie przepisów legalizujących związki partnerskie (rezolucja nr 1474). Wydaje się więc, że jest tylko kwestią czasu parlamentarne rozpoczęcie prac nad ustawą o związkach partnerskich w Polsce. Dania jako pierwsze państwo w świecie wprowadziła tę instytucję w 1989 r. Świat uznał to za dziwactwo i swego rodzaju próbę zarobienia na turystach, często odwiedzających ten kraj w celach towarzyskich. Dania okazała się jednak pozytywnym przykładem rozwiązań prawnych w tej kwestii - jej śladem poszły inne państwa europejskie, a wiele przygotowuje sią do tych regulacji.
Nie można więc mówić o jakimkolwiek zagrożeniu dla rodziny ze strony omawianej ustawy. Byłaby to, jak pisał nieżyjący już obrońca praw gejów i lesbijek prof. M. Kozakiewicz, "spółka" działająca zresztą na prostej zasadzie umowy dwóch stron. Nie godziłaby w niczyj interes, nie raniłaby dzieci i nie wymagałaby - co najważniejsze - sakramentu kościelnego. I całe szczęście!"
Tekst możecie przeczytać w "Trybunie" na stronie http://www.trybuna.com.pl/200112/d4.htm?id=417
Oficjalna strona Kampanii Przeciw Homofobii: http://republika.pl/kph_wawa/
(red)