Wielbiciele 24-letniego piosenkarza zaniepokojeni!
Brytyjski dziennik "The Sun" zamieścił wiadomość, która zelektryzowała kluby miłośników emerytowanych boysbandów: Stephen Gately, próbujący solowej kariery były członek grupy Boyzone i zadeklarowany gej, nie spełnia oczekiwań szefów wytwórni płytowej Polydor. 24-letniemu emerytowi grozi rozwiązanie kontraktu.
Tłuste czasy przystojniaczka, który wylansował urwisowską fryzurkę z przedziałkiem na środku głowy minęły - to prawda. Nie jest już nastolatkiem o niewinnym, uwodzicielskim spojrzeniu. Jego ostatnie zdjęcia pokazują młodego, przystojnego faceta. W kącikach ust pojawiły się pierwsze zmarszczki. Tempus fugit - Stephen Gately dzieli los niezliczonych gwiazd i gwiazdek, które swój potencjał czerpały wyłącznie z młodego wieku i urody. Jeśli chce przeżyć, musi pokazać że ma do zaoferowania coś więcej niż zgrabny tyłeczek. Na pierwszy rzut oka, jego sytuacja nie wygląda dramatycznie. Aktualny album "A new Beginning" sprzedaje się nieźle. Po gigantycznej akcji promocyjnej wspiął się na 4 miejsce brytyjskich charts, zaś singiel pod tym samym tytułem jest na miejscu 3. Drugi singiel jest na miejscu 11 i znajduje się także na ścieżce dźwiękowej popularnego ostatnio filmu "Billy Elliot".
Wszystko to prawda - pisze "The Sun" - ale miejsce na listach przebojów nie zawsze przekłada się na sukces komercyjny. A tu niedoścignionym wzorem jest inny chłopak z Boyzone, Ronan Keating. Na razie, firma Polydor uspokaja wielbicieli słodkiego Stephena i twierdzi, że po sześciu miesiącach solowej kariery nie można oczekiwać cudów. Jednak 45.000 sprzedanych dotąd singli "I Believe" to na międzynarodowym rynku muzycznym naprawdę bardzo słaby wynik.
Stephen Gately przyznał w ubiegłym roku, że jest gejem. Jego partnerem jest Eloy de Jong, chłopak, który występował kiedyś w boysbandzie "Caught in the Act". Odtąd zainteresowanie mediów jego życiem prywatnym przyćmiło zainteresowanie karierą artystyczną.
Oficjalna strona: http://www.stephengately.com/
(TJ)