„Prowokacyjna satyra, która mimo kontrowersyjnego humoru i mieszanych opinii, skutecznie demaskuje społeczną homofobię oraz pustkę współczesnego świata celebrytów."
„Prowokacyjna satyra, która mimo kontrowersyjnego humoru i mieszanych opinii, skutecznie demaskuje społeczną homofobię oraz pustkę współczesnego świata celebrytów."
Po tym, jak skandal rujnuje jego karierę, ostentacyjny austriacki reporter mody wyrusza do Ameryki, by zostać największą gwiazdą na świecie. W tej prowokacyjnej komedii Sacha Baron Cohen testuje granice cierpliwości i tolerancji nieświadomych niczego Amerykanów.
Wyobraźcie sobie najbardziej przerysowanego gejowskiego reportera mody z Austrii, jakiego tylko potraficie. A teraz pomnóżcie to razy dziesięć. To właśnie Brüno Gehard, postać stworzona i brawurowo zagrana przez Sachę Barona Cohena. Po spektakularnej wpadce na mediolańskim tygodniu mody, która kończy jego telewizyjną karierę, Brüno postanawia zrealizować swój plan B: podbić Amerykę i zostać największym celebrytą na świecie. Jego podróż przez Stany Zjednoczone to seria absurdalnych prób zaistnienia – od nagrywania kontrowersyjnego pilota programu telewizyjnego, przez próby mediacji na Bliskim Wschodzie, aż po desperacką próbę „nawrócenia się” na heteroseksualność. Wszystko to w formie mockumentu, gdzie fabularne ramy wypełniają improwizowane konfrontacje z ludźmi, którzy nie mają pojęcia, że biorą udział w filmie.
Zobacz recenzje filmu „Brüno" na YouTube
Film w reżyserii Larry'ego Charlesa to produkcja wysokiego ryzyka, co doskonale ilustruje scena z Arkansas. Ekipa zwabiła tam publiczność na rzekome walki w klatce, by w kulminacyjnym momencie zaserwować jej namiętny pocałunek dwóch mężczyzn. Reakcją był deszcz kubków z piwem i interwencja policji, która musiała uspokajać rozwścieczony tłum. Mimo takich prowokacji i początkowych obaw, że film dostanie w USA restrykcyjną kategorię NC-17, ostatecznie udało się go przemontować do wersji R, co otworzyło mu drogę do szerszej dystrybucji. Opłaciło się – przy budżecie 42 milionów dolarów Brüno zarobił na świecie blisko 139 milionów, w tym ponad 4,5 miliona złotych w polskich kinach. Światowa premiera filmu odbyła się pod koniec czerwca 2009 roku. Na ekrany kin w Stanach Zjednoczonych trafił 10 lipca, a w Polsce – 7 sierpnia.
Taka forma musiała jednak podzielić publiczność i krytykę. Agregatory ocen pokazują ten rozłam jak w soczewce: na Rotten Tomatoes film ma 67% pozytywnych recenzji, ale publiczność oceniła go na zaledwie 44%. Podobnie jest na polskim Filmwebie, gdzie średnia ocen użytkowniczek i użytkowników to chłodne 5,3/10. Krytyczki i krytycy spierali się, czy Brüno to błyskotliwy atak na homofobię i hipokryzję, czy jedynie zbiór wulgarnych, nierównych skeczy, w których szokowanie dominuje nad satyrą. Film zdobył kilka nominacji do mniej prestiżowych nagród, jak Teen Choice Awards czy nominację do nagrody gildii kostiumografów za pracę Jasona Alpera, ale nie stał się faworytem sezonu nagród.
Najpoważniejsza dyskusja rozgorzała jednak w samym środowisku LGBT. Film Cohena miał działać jak test społeczny, demaskujący uprzedzenia w konfrontacji z ekstremalnie queerową postacią. Z drugiej strony, organizacje takie jak GLAAD alarmowały, że Brüno utrwala szkodliwe stereotypy i buduje humor na ogranych kliszach, przez co łatwo można go odebrać jako wyśmiewanie gejów, a nie homofobii. Kluczowe pytanie, które towarzyszy seansowi, brzmi więc: czy śmiejemy się z bigotów, których Brüno prowokuje, czy jednak z niego samego? Ta dwuznaczność sprawia, że odbiór filmu zależy w dużej mierze od wrażliwości i nastawienia samej widzki czy widza.
Produkcja była zresztą pełna nieoczekiwanych zwrotów akcji, i to nie tylko na planie. Palestyńczyk przedstawiony w filmie jako terrorysta pozwał Cohena o zniesławienie, a sprawa zakończyła się ugodą. Najbardziej niezwykła interwencja w gotowy materiał wydarzyła się jednak tuż przed premierą. Gdy 25 czerwca 2009 roku świat obiegła wiadomość o śmierci Michaela Jacksona, studio Universal Pictures w ostatniej chwili zdecydowało się wyciąć z kinowej wersji filmu scenę z udziałem jego siostry, La Toyi Jackson, by uszanować żałobę rodziny. Ten drobny gest pokazał, że nawet w świecie najbardziej obrazoburczej komedii istnieją pewne granice.
Wyłączyłyśmy po pięciu minutach. Były chyba jeszcze bardziej zażenowane niż ja.
Zwłaszcza babcia....