O najnowszej książce "Mister, Mister", oraz nieco starszej "Różowe kartoteki" rozmawiamy dziś z Mikołajem Milcke — pisarzem i dziennikarzem, który pokazał, że w Polsce można wydać całą serię książek o gejach... i odnieść sukces!
W 2015 roku wyszła twoja książka “Różowe kartoteki”, a już niedługo na Netflixie pojawić ma się film “Hiacynt” opowiadający o tym samym wydarzeniu. Czekasz na film Domalewskiego?
Kanwą obu tych utworów jest akcja “Hiacynt”, zgadza się, ale są to dwie niezależne produkcje. Pomysł Marcina Ciastonia (scenarzysta filmu — przyp.red.) powstał jeszcze przed 2015 rokiem. Bardzo się cieszę, że zbliżamy się do premiery filmu na podstawie jego scenariusza. Bardzo się cieszę, że dostał nagrodę na Festiwalu Filmowym w Gdyni. Oczywiście czekam na film z niecierpliwością!
Uważasz, że obecna sytuacja polityczna ma wpływ na to, że nagle pojawiają się filmy i teksty na ten temat?
Jeśli chodzi o władzę PiS, ona nie mogła być katalizatorem. Przyjemniej w przypadku "Różowych Kartotek" bo pisałem je prawie osiem lat temu, wtedy jeszcze nie rządziło Prawo i Sprawiedliwość. Uważam też temat akcji “Hiacynt” przez lata był, ale go nie było. Nikt nie chciał za bardzo wspominać 15 listopada 1985 roku, czyli rocznicy Akcji Hiacynt, jakby chciało się temat i ofiary Hiacynta wygumkować z polskiej historii. A dla mnie jest to polskie Stonewall. Bardzo się cieszę, że dzięki Netflixowi ta zapomniana część historii zdobędzie rozgłos, nie tylko w Polsce. Jest to część historii PRLu i moim zdaniem młodzież powinna mieć świadomość, że coś takiego miało miejsce. Szkoła o tym nie opowie, to Netflix to zrobi. Wszyscy dowiedzą się, że 15 listopada 1985 w Polsce komunistyczna władza zatrzymała 11 tysięcy homoseksualnych mężczyzn i założyła im teczki, z którymi do dziś nie wiadomo co się stało, ani komu i do czego przez lata służyły. A może i służą? Co więcej, jestem zdania, że jakaś mutacja Akcji Hiacynt może przyjść do głowy obecnie rządzącym.
W twojej “Różowych kartotekach” pojawia się motyw polityka, który jest ukrytym gejem. Skojarzyło mi się to od razu z postacią Macieja Stuhra w “Hejterze”. Dlaczego politycy wciąż tak bardzo boją się ujawnienia? Przecież mamy już osoby LGBT w polityce.
Śmiszek i Biedroń i to tyle.
Posłanki Lewicy — Hanna Gill-Piątek i Anna Maria-Żukowska.
Myślę, że to nadal wyjątki potwierdzające regułę. W homofobicznej Polsce panuje przekonania, że na geja się nie głosuje, gej to nie mężczyzna, gej jest niepoważny, nie zna się na niczym. Więc z pragmatycznego punktu widzenia niewyoutowanym politykom nie dziwię. Oni wiedzą, jak bardzo społeczeństwo związane jest z pewnymi stereotypami. Tak samo w jakimś sensie nie dziwię się ludziom showbiznesu: aktorom, dziennikarzom. Wszyscy wiemy, w jakim kraju żyjemy. Dziennikarz, który by się wyoutował, od razu stałby się w oczach ludzi, polityków osobą stronniczą, niewiarygodną, a wręcz nieprofesjonalną. Tak samo aktor. Bycie jawnym gejem w Polsce w ogóle nie jest łatwe, a wręcz bardzo trudne. To wciąż swego rodzaju piętno I łatka wzbudzająca niezdrową sensację. Borys, bohater mojej książki "Mister, Mister", świetnie to wyjaśnia.
Wspomniałeś o showbiznesie. Twoja najnowsza książka “Mister, Mister” właśnie o tym opowiada. Czy jest ci bliższa, niż “Różowe kartoteki”? W końcu to dwie zupełnie różne książki.
Obie to powieści obyczajowe, w obu przypadkach mamy do czynienia z wewnętrznymi dramatami. Może się wydawać, że “Mister, Mister” to książka o konkursie piękności, ale to tak naprawdę tylko tło do dramatu, który się rozgrywa na kartach tej powieści. To książka o trudnych relacjach rodzinnych i destrukcyjnych, wyniszczających dzieci, zachowaniach rodziców. Obie książki pokazują wybujałe ambicje i zakłamanie — Ksawery z “Różowych Kartotek” i Dorota — matka głównego bohatera z “Mistera”, to postacie podobnie nieuczciwe, starające coś ukryć, udające, skupione wyłącznie na sobie, idące po trupach do celu. W obydwu przypadkach ich nieczysta gra prowadzi do katastrofy. Chociaż są to oczywiście dwie różne historie, i dwie różne katastrofy
Nieczysto grają też homoseksualni bohatowie "Mistera". Wojtek to gejowski czarny charakter. Dlaczego zdecydowałeś się stworzyć taką postać?
Bo przecież nie jest tak, że wszyscy geje są osobami krystalicznie dobrymi i bez skazy. Geje, zupełnie jak ludzie heteroseksualni, bywają dobrzy i źli, przyjacielscy i nie przyjacielscy, tacy, na których można polegać, i tacy, do których lepiej się nie zbliżać.
Brutalnie opisujesz również świat pełen narkotyków, uzależnień. Mocno pojawia się w "Misterze" zjawisko chemsexu.
"Mister" to książka, która dzieje się tu i teraz. Dlatego nie mogło w niej zabraknąć rzeczywistości, która nas otacza i która nas, jako społeczność, doświadcza. Ale chemsex, narkotyki czy seksparty nie dotyczą przecież tylko gejów, ale geje z pewnością będą dobrze wiedzieli, o czym piszę.
Znajdziemy w “Mister, Mister” jakieś bezpośrednie odwołania do polskiego showbiznesu? Nagle pojawia się Michał Piróg?!
Nie pojawia się (śmiech). Pojawiają się nazwiska polityków, bo bohaterowie rozmawiają o ubiegłorocznych wyborach prezydenckich w Polsce. Pojawiają się też prawdziwe postacie na przykład w scenie finału konkursu piękności. Umieściłem postać Andrzeja Piasecznego, czy Beaty Kozidrak jako osoby występujące podczas tego konkursu. A za to kto odnajduje siebie w fikcyjnych postaciach "Mistera" nie ponoszę odpowiedzialności. Wiem, że uczestnicy różnych konkursów piękności doszukują się podobieństw do siebie samych w moich bohaterach. Wiem, że analizują fryzury, zarost, tatuaże, żeby dociec, czy nie wykorzystałem czyjejś historii w książce. A ja, tak jak w przypadku “Różowych kartotek”, po prostu mieszam prawdę z fikcją w tylko sobie znanych proporcjach. Jeśli ktoś padł ofiarą wydarzeń, które opisuje w książce "Mister, Mister" to bardzo współczuję. A jeśli ktoś był organizatorem tego typu sytuacji, to powinien się wstydzić.
Oprócz tych dwóch książek, o których dzisiaj rozmawiamy, napisałeś również serię pod tytułem “Gej w wielkim mieście”, więc masz już na koncie całkiem sporo pozycji. Jak wygląda twój proces twórczy?
To po prostu ciężka praca. Najpierw trzeba ułożyć wszystkie puzzle, czyli wymyślić bohaterów i ich motywację, wymyślić fabułę, pierwszy i drugi plan. W moim przypadku to wymyślanie trwa około roku. Później, też do roku, zajmuje pisanie. To jest taki techniczny etap, bo już wszystko ma się wcześniej wymyślone, zaplanowane. Aż szkoda, że napisanie książki zajmuje czasami dwa lata, czy półtora roku, a czytanie później zaledwie dwa wieczory.
Nie jesteś typem natchnionego artysty.
Nie, zupełnie nie. Gdybym czekał na natchnienie, to całymi miesiącami napisałbym ani jednego słowa w ogóle to ciekawe co ludzie rozumieją przez sformułowanie "natchniony artysta". To jest taka filmowa wizja, że pisarz musi być upalony, pijany, żeby pisać. Nie umiem sobie tego wyobrazić. Przecież do pisania jest potrzebny wyjątkowy poziom skupienia, maksymalnego skupienia, a alkohol mocno rozluźnia, usypia. Nigdy nie pisałem po alkoholu. To tak, jakby przyjść do pracy po alkoholu. Bo pisanie książki to też praca.
Są ludzie, myślę, że w prawie każdej profesji, którzy działają na spontanie.
Pisanie powieści bez planu? No nie wiem. Chyba w żadnej pracy się tak nie da. Przez wiele lat byłem dziennikarzem, teraz prowadzę na Youtube własny kanał i nigdy mi się nie zdarzyło przyjść na wywiad nieprzygotowanym. To przecież słychać, że dziennikarz nie wie, o czym rozmawia. Katarzyna Grochola powiedziała mi kiedyś, że siadając do pisania trzeba mieć poukładane “klocki w pudełeczku”. Oczywiście, podczas pisania można je zmieniać, ale gdy otwiera się pusty plik, należy wiedzieć, jak skończy się książka i co do tego doprowadzi. Freestyle świadczy o amatorstwie i niepoważnym podejściu do czytelnika. Wiesz, że w “Misterze” jako pierwszą, napisałem ostatnią scenę? Potem dopisywałem inne sceny i składałem to w całość. Bez planu by się to nie udało. Nie zgodzę się z teorią, że można cokolwiek dobrze robić bez planu — przecież motorniczy tramwajów też muszą mieć rozkłady jazdy.
Chciałbyś, żeby któraś twoja książka została kiedyś zekranizowana?
Nie obraziłbym się. Nie jestem scenarzystą, więc nie marzę o napisaniu scenariusza, ale jeśli ktoś zdecyduje, że moja historia jest na tyle ciekawa, żeby ją zekranizować, to nie mam nic przeciwko.
Masz bardzo przyziemne podejście.
Mam 40 lat. Moje podejście do świata jest realistyczne, ale bez szklanych sufitów. Jeśli nadarzy się taka szansa, to super, jeśli nie to też OK. Moje życie pełne jest zdarzeń, które teoretycznie nie miały prawa się zadziać. Ktoś powiedział dziesięć lat temu, żebym się nie łudził, bo żadne wydawnictwo wyda książki pt. “Geja w wielkim mieście”. A tu proszę. Od premiery "Geja" mija w tym roku 10 lat! Więc mam otwarte oczy, głowę i serce. Wszystkiego się spodziewam, na nic nie liczę.
Świetna puenta!
Dziś bardziej niż kiedykolwiek potrzebujemy własnego głosu w Internecie. Daliśmy radę przez 24 lata - z Waszą pomocą przetrwamy także ten ciężki okres. Równocześnie utrzymanie takiego projektu jeszcze nigdy nie było tak trudne.
Zobacz jak wspomóc QUEER.PL
Czwartek, 14.10.2021 W Polsce trudno o ujawnionych aktorów i aktorki LGBTQ+ - O filmie "Hiacynt" rozmawiamy z Marcinem Ciastoniem i Joanną Szymańską
Czwartek, 19.11.2015 Oczywiście, że powtórka akcji Hiacynt jest możliwa
Piątek, 24.04.2015 W maju książka Andrzeja Selerowicza o akcji Hiacynt!
Wtorek, 08.05.2012 Dwa różowe miesiące w Krakowie
Piątek, 25.09.2009 Wielka historia gejów i lesbijek