Idą ludzie do komisji wyborczych spełnić obywatelski obowiązek. Im bliżej, tym wyraźniej słychać energiczne głosy. To dziarskie grupy młodych mężczyzn. Pięknie odziani. Dresy z emblematami bohaterskich czynów przodków. Godło państwowe. Serdeczne życzenia: śmierć wrogom ojczyzny. Na ogolonych głowach tatuaże. Symbole dawnych organizacji. Mniej, lub bardziej zakamuflowane smokami, pająkami, gołymi laskami albo logo klubu piłkarskiego. Głośno się śmieją. Prosto w twarz młodej kobiecie i mężczyźnie z rocznym dzieckiem w wózku.
A tu nagle Parka mówi do Czaszki:
- Karol, jak mi robiłeś laskę to było OK? A teraz co?
W Czaszkę to jakby piorun strzelił. Piorun odzyskanej nagle pamięci. I dręczące przez wiele miesięcy pytanie. Gdyby zadzwonił tak jak obiecał, to ten przystojniak w parce stałby teraz obok niego, jako towarzysz broni? I walczyłby za ojczyznę piękną racz nam wrócić panie? Czy to Czaszka stałby obok niego zamiast Puchówki?
- Pierwszy raz na oczy cię widzę. Odejdź.
Chce, bardzo chce, żeby to zniknęło. Żeby przeminęło, przepadło jak marzenia o związku, kiedy wyrwał Parkę w klubie.
- Masz brązowe znamię z prawej strony fiuta. - Czaszka oddycha z ulgą. Nikt z drużyny nie widział go nagiego.
- Nie mam. A wy nie macie autoryzacji.
- Jakiej autoryzacji? - dziwi się Parka.
- Mojej! - warczy Czaszka, a jego chłopcy zwierają szyki. Czuje wsparcie kolektywu. Siła i duma. Na fali entuzjazmu Czaszka zarządza: Do hymnu!
I śpiewają: jeszcze Polska nie zginęła póki my żyjemy... Drze się Czaszka, drze cała reszta. Wrzeszczą, jakby chcieli ten hymn zagryźć. Jakby go nienawidzili. Ale... Kiedy przyszła pora na Zosię i tarabany, coś w jednolitym ryku się wypaczyło. Zakrzywiło. Zabełtało. Najpierw zgubili słowa. Przeszli na lalala, ale i tu nie dali rady. Coś im zakłóciło rytm.
Bo oto słychać inną piosenkę. Tę, z którą wracają niezweryfikowani. Idzie Marcin Krajewski z Sylwią Stawiak i Damiankiem. Idą chłopaki z kundelkiem i dziewczyny z tęczowymi flagami. Idą starzy, młodzi i średni. Idą i śpiewają stary ale jary numer Chłopców z Placu Broni. I uśmiechają się jakby to był rodzinny festyn. Idą, jakby się nie bali, że apka ich wszystkich zaraz… Zaraz… Apka? Apka, co z tobą?! Apka, tylko nie teraz! No, w dupę!
- Panie ministrze, co się tam dzieje? - Czaszka ucieka na bok i szepce do komórki. - Bo my tylko zamrożony ekran startowy mamy! A tu na nas walą uśmiechnięte ryje! Za dużo ich. Masa krytyczna. Co robić, ministrze? Prezesie? Wodzu? Halo? Co robić?!
Ale odpowiedzi nie ma. A marsz niezweryfikowanych coraz bliżej. Czaszka miele w mózgu sprzeczne rozkazy. Atakuj! Poddaj się! Atakuj! Poddaj... W panice rozbieganym wzrokiem ocenia siłę tych uśmiechniętych. Kur... Za dużo ich. Dziarscy nie udźwigną. Nie dadzą rady. Ni chu-chu! Młody staje przy Czaszce. Spocony. Drżącymi ustami memle coś niedosłyszalnie.
- Co? - pyta Czaszka.
- Już po nas!
I dokładnie w tej chwili spotykają się spojrzenia Czaszki i Parki. Czyżby... Ale jak to? Z wrażenia bejsbol upada na chodnik. Dziarscy zamierają widząc, jak Czaszka dopada do Parki i go całuje. Wpija się w jego usta, jakby to miało uratować mu życie. Bo miało. Tylko nie wiedział, czy się uda. I czy już po nim, czy....
- mówi po chwili do Puchówki.
- Za co? - pyta Parka.
Środa, 01.09.2021 Rafał Trzaskowski u Moniki Olejnik obiecuje: związki partnerskie natychmiast
Środa, 13.03.2019 Kosiniak-Kamysz: podpisanie Deklaracji LGBT+ to błąd
Piątek, 19.03.2021 Ambasada USA w Polsce potępia ostatnie homofobiczne ataki. "Wszyscy mamy prawo żyć bez strachu"
Wtorek, 18.08.2020 Ziobro: polskie władze nie prześladują osób LGBT. Byłbym pierwszym, który by się temu sprzeciwił!
Poniedziałek, 15.06.2020 Fundacja Równość.org.pl odpowiada ministrowi Glińskiemu