Idą ludzie do komisji wyborczych spełnić obywatelski obowiązek. Im bliżej, tym wyraźniej słychać energiczne głosy. To dziarskie grupy młodych mężczyzn. Pięknie odziani. Dresy z emblematami bohaterskich czynów przodków. Godło państwowe. Serdeczne życzenia: śmierć wrogom ojczyzny. Na ogolonych głowach tatuaże. Symbole dawnych organizacji. Mniej, lub bardziej zakamuflowane smokami, pająkami, gołymi laskami albo logo klubu piłkarskiego. Głośno się śmieją. Prosto w twarz młodej kobiecie i mężczyźnie z rocznym dzieckiem w wózku.
Młody zaprzecza. Wyższa się wcina:
- Jak to? Tydzień temu na kroplówce pan był. Płakał pan, że przyjaciel umiera. A teraz, co? Nie zna pan? - brzmi to desperacko. W sumie to wcale nie jest pewna, czy ta cała ojczyzna zasługuje na taki wysiłek. I na takie ryzyko.
-Powiedział, że nie zna? To czego jeszcze? Won do chaty! Póki nie poszczuję chłopakami! - Czaszka-Karol dowodzi. Wiadomo, z takim imieniem to pierwsza liga. A nawet ekstraklasa.
-Chcemy tylko przejść. - łagodzi przekaz cycata.
Ale wyższa podbija stawkę:
- Jak nas nie puścicie, wezwiemy gliny!
Czaszka zupełnie, jakby na to czekał. Wyjmuje komórkę. Wpisuje coś w jakąś apkę. Szepcze przy tym pod nosem:
- Warszawa. Komisja numer 143. Lesby.
Tymczasem dziewczyny próbują przejść bokiem.
- No pasaran! - rzuca krótko Czaszka-Karol.
Dziarscy błyskawicznie formują się w mur. Nie do przebicia. I nie do przebycia. Nie wadzi im w żaden sposób, że hasło „no pasaran” jest totalnie lewackie, że antykościelne, że wolnościowe i równościowe! To nie ma dla nich znaczenia. Bo jedyna równość, jaką znają to równość wobec rozkazów. Każdy musi je wykonać. Równo.
Wreszcie Czaszka dostaje wynik na apkę. Już wie. Już może.
- Jesteście z Bernardyńskiej. Mam podać numer?
- Podaj! - krzyczy ta wyższa. Czacha po kolei podaje adres, numer telefonu jednej i drugiej, imiona rodziców, rodzeństwa, miejsce zatrudnienia, PESEL, datę urodzenia, wszystko jak leci. Włącznie ze stanem konta: czterysta dwanaście pięćdziesiąt sześć groszy i zadłużeniem na kredytowej na tysiąc dwieście trzydzieści siedem osiemdziesiąt cztery grosze. Dziewczyny patrzą na siebie. Wyższa ma znajomych w Holandii. Już dawno namawiali, przyjedź, z twoimi cyfrowymi grafikami tu cię docenią. Druga, niższa, ma rodzinę w Kanadzie. Obiecują, że załatwią wszystko. Pracę, mieszkanie, pomogą na początku. Byle dziewczyny trafiły do świata, gdzie człowiek szanuje człowieka, szanuje zwierzaki i jest szanowany przez innych człowieków. Odwracają się i odchodzą.
Czacha, Młody, Aniołek i reszta wyją zwycięsko. Urrrra! Urrra! Urrra! Jak sowieckie wojsko w Berlinie! Dumni, zachwyceni sobą, podjarani! Bohaterowie! Gieroje! Ocalili Polskę! I zaraz pięknoty pryszczate i spocone stają jeden obok drugiego, bo dwóch chłopaków z młodym kundelkiem zmierza w ich kierunku. Jeden w parce długiej, z futrzanym kołnierzem. Drugi w puchówce krótkiej. Takiej, co to ledwo dupinę zasłania. A szarawy kundelek się wierci raz z jednej, raz z drugiej strony. Nogi ma toto za cienkie, pysk za długi, a uszy to jak z nietoperza wycięte. Ale nic sobie z tego nie robi.
- Gdzie z tym ścierwem? - pyta Młody. Chłopaki psiaka przyciągają do siebie. Na wszelki wypadek.
- Do komisji. Na wybory. - odpowiada szczerze Puchówka.
- Wypad na chatę. - zarządza Młody i robi krok w ich stronę, bo już bejsbol go świerzbi.
Środa, 01.09.2021 Rafał Trzaskowski u Moniki Olejnik obiecuje: związki partnerskie natychmiast
Środa, 13.03.2019 Kosiniak-Kamysz: podpisanie Deklaracji LGBT+ to błąd
Piątek, 19.03.2021 Ambasada USA w Polsce potępia ostatnie homofobiczne ataki. "Wszyscy mamy prawo żyć bez strachu"
Wtorek, 18.08.2020 Ziobro: polskie władze nie prześladują osób LGBT. Byłbym pierwszym, który by się temu sprzeciwił!
Poniedziałek, 15.06.2020 Fundacja Równość.org.pl odpowiada ministrowi Glińskiemu