Choć w Polsce od ponad 20 lat w kwestii osób nieheteronormatywnych wiele się zmienia, a ruch na rzecz praw osób LGBT+ urósł w siłę na tyle, że stał się częścią ogólnokrajowej dyskusji, za naszą wschodnią granicą sytuacja wygląda zupełnie inaczej.
Tu o mnie nie wiedzą…
- Shh, nie tak głośno - powiedział mój znajomy, gdy użyłem głośno skrótu “LGBT”. Siedzieliśmy w kawiarni w centrum Lwowa. Pracował tu. Nie był jedyną osobą nieheteroseksualną, którą wtedy poznałem, ale jedną z pierwszych, która dała mi sygnał, że możemy na ten temat porozmawiać. Na jego prośbę nie będę podawał jego imienia.
Obaj czuliśmy się znacznie swobodniej rozmawiając po angielsku. Rozumiałem, że nikt tu nie wie o jego orientacji, a i on sam nie chciałby tego ujawniać. Żył więc w ukryciu, bez możliwości swobodnej rozmowy w pracy, podczas chwilowego przestoju. Nie wiem nawet, czy ktokolwiek z jego znajomych zdawał sobie sprawę z tego, z kim ma do czynienia. Może tylko przyjaciele...
Dało się po nim poznać, że był bardzo spięty. Zamiast LGBT musiałem więc używać określeń society, brand (doszukując się w tym analogii do używanego czasami w Polsce pojęcia branża). Tym bardziej dziwiły mnie okoliczności tego spotkania - umówiliśmy się za pośrednictwem Grindra. Z mojej strony była tylko i wyłącznie chęć zawarcia we Lwowie nowych znajomości. Wiedział o tym.
Tym bardziej byłem zaskoczony, gdy na półce dostrzegłem książkę o charakterystycznym tytule “Gender dla wszystkich”. Napisana przez kobietę krótka publikacja miała raczej na celu wyrażenie istoty współczesnego feminizmu na Ukrainie, co, jak tłumaczył mój rozmówca, wygląda znacznie inaczej, niż na zachodzie. Jej zawartość zdawała się to potwierdzać - kolejne rozdziały dotyczyły równości płci, sytuacji kobiet. Jeden z nich mówił jednak o równości seksualnej. Nie miałem jednak już czasu, żeby się w nią zagłębić.
- Tutaj wszystkie te kwestie są odbierane zupełnie inaczej, niż u Was, w Europie - mówił.
Dziwił go również fakt, że w ponad 20 miastach w Polsce mają miejsce Marsze Równości, które, choć spotykają się z negatywnym odbiorem środowisk skrajnie prawicowych, i tak przebiegają. Tu, we Lwowie, nie było o tym mowy.
Lwów - miasto pozorów
Gdy kilka lat temu po marszu równości w Kijowie (KyivPride) puszczono plotkę, że w położonym niedaleko granicy z Polską Łucku ma się odbyć podobne wydarzenie, lokalne środowiska skrajnie prawicowe zapowiedziały masowe protesty. Wieść ta nie miała nic wspólnego z prawdą, ale pokazała tylko, jak bardzo negatywnie nastawione do kwestii odmiennej orientacji seksualnej jest społeczeństwo.
Podczas gdy w 2019 roku tego typu wydarzenia odbyły się w Kijowie, a zaplanowane są również w Charkowie, gdy aktywiści z tych dwóch miast pojawiają się ze swoimi transparentami na Paradzie Równości w Berlinie, ich rzeczywistość wygląda zupełnie inaczej, niż moglibyśmy tego oczekiwać. Jest gorzej, niż niektórzy mogliby sobie wyobrazić.
Lwów jest przykładem miast nastawionych stricte na turystów z Europy Zachodniej. Ogrom zabytkowej architektury utrzymuje niepowtarzalny klimat tego miejsca, który przyciąga wielu fascynatów, jak również i tych, którzy chcą się dobrze zabawić, nie obciążając przy tym swojego portfela. Powszechnym zjawiskiem są więc zwykli turyści z Polski, którzy albo przybywają tu z sentymentem na mityczne niemal Kresy wschodnie, albo biorą ze sobą gotówkę do spożytkowania w miejscowych klubach. W wakacje na głównych ulicach miasta niekiedy częściej można usłyszeć język polski, niż ukraiński. Nie budziłoby to dezorientacji, gdyby nie wszechobecne niebiesko-żółte flagi. Grindr niekiedy zapełniony jest Polakami, głównie z Warszawy i Krakowa, ale też innymi zagranicznymi turystami.
Zdawać by się mogło, że takie miejsca powinny przyciągać osoby nieheteroseksualne z całej zachodniej Ukrainy. Tymczasem nawet, jeśli tak jest, te żyją w ukryciu, nie eksponują swojej obecności. Toteż we Lwowie próżno szukać klubu, który byłby stricte gejowski. Niektórzy mówią, że geje spotykają się tu albo za pośrednictwem znanego również w Polsce Grindra, albo Horneta, który jest jego wschodnioeuropejskim odpowiednikiem (tam z kolei spotkać można przede wszystkim Ukraińców). Inaczej jest trudno. Są pewne umówione lokale, o których wiadomo, że są przyjaźnie nastawione do osób LGBT, ale tych jest stosunkowo niewiele. I są wyłącznie gay-friendly.
Podobno za pośrednictwem mediów społecznościowych organizowane są wcześniej umówione spotkania-imprezy, które z reguły nie odbywają się w tym samym miejscu. Nie jest jednak trudno poznać kogoś do wyjścia na kawę lub piwo.
W 2016 roku podjęto próbę zorganizowania Lwowskiego Festiwalu Równości. Skończyła się ona na sprzeciwie środowisk skrajnie prawicowych, wręcz na zamieszkach. Jak donosi stowarzyszenie Gay Alliance Ukraine, podczas działań mających na celu przygotowanie organizacyjne wydarzenia, władze miasta do ostatniej chwili próbowały je zablokować. Skończyło się na groźnych atakach, z którymi nie radziła sobie policja. Na nagraniu, które wykonał prawdopodobnie jeden z uczestników kontrdemonstracji, pod koniec uczestnicy pozują do zdjęcia. Ustawieni w prawie równym rzędzie. W maskach na twarzach. Wyraźnie czymś rozochoceni, uradowani. Heilują.
Poniedziałek, 18.01.2021 Tęczą po mapie: Ukraina. Życie za Bugiem
Środa, 19.06.2024 Marsz równości w Kijowie. Ukraińscy żołnierze LGBTQ+ razem ku wolności i zwycięstwu
Czwartek, 03.03.2022 Queerowe rodziny, jak wszystkie inne, potrzebują pomocy - osoby LGBTQ+ opowiedziały nam o wojnie w Ukrainie
Czwartek, 02.06.2016 Neonaziści do organizatorów parady na Ukrainie: będzie rzeź
Czwartek, 04.09.2014 LGBT na Ukrainie: to wojna o umysły
OMgodess:
10 lat temu doznalabys fizycznej agresji, zakonczonej siniakami w najszczesliwszej wersji. Bo tak traktowano wtedy miejscowe dziewczyny.
PS: Czy ktoś, kto włada wiedzą tajemną nt. pubów / klubów lgbt friendly może się podzielić tymi cennymi informacjami?
Moja uwaga dotyczyła jedynie 'modelu który przesiąkał począwszy od połowy lat 80'. Takiego modelu (oficjalnego, wypracowanego) w końcówce ZSRR nie było. Wiązanie AIDS z 'zachodem' było tak samo 'ludowe', jak obecnie w Japonii czy Chinach.
Jest to całkowicie niezgodne z tym, co pisał m.in. prof. Igor Kon ('Sex and Russian society' ed. by Igor Kon and James Riordan London: Pluto Press, 1993) i inni później kwestii LGBTQ+ w obszarze poradzieckim.