"Kroniki opętanej" Artura Nowaka to odważny thriller obyczajowy z lesbijskim wątkiem oraz wstrząsająca historia, pokazująca, co nam grozi w świecie, którym rządzą kapłani. Książka ukazała się właśnie nakładem wydawnictwa Krytyki Politycznej - zapraszamy do lektury fragmentu!
Za kilka dni miały zacząć się wakacje. Miałyśmy już wolne od szkoły i jak nigdy dotąd było mi z tym źle. Nie wyobrażałam sobie, że rozstaniemy się na tak długo i że będziemy tak daleko. Kochałam ją za mocno, od dłuższego czasu hodowałam w myślach lęk przed stratą i samotnością. Nawet nie przypuszczałam, że tego lata życie się zmieni, że stracę niemal wszystko, a to, co wydawało się pewniejsze od jutra, okaże się tak kruche. Jednak w tamtych dniach miłość zasnuwała mi oczy niewyczerpaną siłą, której nie znałam wcześniej. Bujałam w obłokach – wolna jak ptak, a zarazem płochliwa i zapętlona w obawy. Nic się nie liczyło, czułam, że trzymam w rękach szczęście. Wydawało się takie delikatne i ulotne.
Noce, jak całe tamto lato, były gorące. Za dnia nie dawało się oddychać i dopiero wieczorem szłyśmy popływać, a potem pobyć ze sobą. Była w tym naprawdę dobra. Znikała w mroku, przepływała jezioro w tę i z powrotem, podczas gdy ja bezpiecznie taplałam się wokół pomostu, nieporadnie rozpędzając ton ciepłej wody. Martwiłam się, kiedy zbyt długo nie wracała. Stroiła sobie ze mnie żarty ukryta gdzieś obok. Wreszcie, gdy już zdarłam gardło, wynurzała się, udając niewinną nimfę.
- A jednak mnie kochasz. Martwisz się.
Miała chyba niezły ubaw z mojej przestraszonej miny.
- Pojebana jesteś. Nie rób tego więcej – wrzeszczałam na nią.
- To tylko żarty.
Łatwo było mnie udobruchać. Wystarczyło, że mnie objęła, i jak ręką odjął, nie miałam jej już za złe, że bawi się ze mną tak okrutnie.
- Zróbmy jakiś znak. Coś naszego – pomyślałam głośno, nic więcej nie dookreślając.
- Mówisz: znak – powtórzyła, okręcając włosy ręcznikiem w turban, i zaraz się ożywiła. – Może tatuaże. Taki sam tatuaż każda z nas. Zajebisty pomysł.
- A co jest niby takiego zajebistego w okaleczaniu się? - spytałam zawiedziona, mocno do niej przywierając.
Uwielbiałam ją też za to, że była czasem taka dziecinna, a jednocześnie na swój sposób szczera.
- No wiesz, to będzie takie nasze. Już do końca życia – ekscytowała się.
- Tatuaż może sobie zrobić każdy frajer. Myślałam o czymś naszym. Czego nie widać na zewnątrz. Rozumiesz?
- Coś, czego nie widać na zewnątrz? - Skrzywiła się i głośno zastanawiała, o co mi chodzi.
- Pomyślałam o tym, że jak już odjedziesz, będę przychodzić w to miejsce i patrzeć na księżyc. Wiesz, księżyc wszędzie można zobaczyć. Więc może też znajdziesz takie miejsce, żeby popatrzeć do góry i czasem o mnie pomyśleć. O to mi chodziło.
- A to żeś wymyśliła. – Zachichotała jak dzieciak. A potem, spoglądając mi w oczy, dodała już szeptem: – Kocham cię.
Zrobiło mi się smutno. Nie tylko dlatego, że czasem się różnimy.
- To tylko wakacje – powiedziała i chcąc mnie pocieszyć, przytuliła się mocniej.
- Pojedziesz sobie i będziesz się dobrze bawić. Będę po prostu tęsknić. Najgorzej będzie wieczorami. Boję się, że sobie nie poradzę. Dlatego wymyśliłam ten księżyc. - Siliłam się na uśmiech, choć tak naprawdę zebrało mi się na łzy.
- Obiecuje więc, że będę cię w nim wypatrywać – zapewniła, choć wydawało mi się, że w jej głosie słyszałam sarkazm, a może po prostu byłam przewrażliwiona. - Kochasz mnie?
- Co za pytanie.
- Więc o nic się nie bój.
Łzy jak zwykle przyniosły mi ulgę. Poczułam, jakbym wylała wraz z nimi wylała mieszaninę bólu i wątpliwości.
Moja pierwsza miłość. Pierwsza, która zaakceptowała mnie taką, jaka jestem, i którą pokochałam ze wszystkimi jej skazami.
Miałam skończone szesnaście lat, kiedy wyznałam jej to, czego nie powiedziałam żadnej innej dziewczynie. Byłam z nią szczera do końca. Od dziecka interesowały mnie kobiety. Wodziłam za niektórymi oczami, zawstydzona ich zdziwionym wzrokiem. Choć nie miałam takich doświadczeń, czułam, że jestem inna. W relacjach z chłopakami mogłam być co najwyżej dobrym kumplem. Nie wyobrażałam sobie jednak, żebym mogła się do któregoś czule przytulić. Nie budzili we mnie żadnych pragnień i tęsknot. Wyjątkiem był oczywiście mój ojciec, ale to trochę inna relacja i inna miłość.
Godziny i kilometry schodziły nam na włóczęgach po okolicy. Nie czułam zmęczenia i nigdy nie byłam nimi znużona. Poza sobą, nie potrzebowałyśmy nic więcej, żadnych okoliczności towarzyszących. Byłam chyba dobrym słuchaczem, bo Inka ciągle miała mi coś do powiedzenia. Od razu pomyślałam, że pasujemy do siebie. Zresztą lubiłam jej słuchać, dawałam się zaprosić dalej i dalej do środka jej myśli. To ważne. Mama tłumaczyła mi, że kiedy ludzie są gadatliwi, czasem próbują się zdominować i konkurują. Kiedy natomiast milczą, mogą czuć się nawzajem zlekceważeni.
Któregoś dnia, spacerowałyśmy daleko za miastem, skrajem lasu. Zaczęło padać a potem zaatakował nas wściekły rój komarów. Chwytając się za ręce, pobiegłyśmy przed siebie i trafiłyśmy na bagna otoczone skarpą. Koszmarne miejsce, istny Mordor. Padało coraz mocniej, aż wreszcie zaczęło grzmieć. Nigdy wcześniej tam nie byłam. Jeśli jakimś cudem kiedykolwiek zapuściłabym się tu sama, z pewnością już dawno zadzwoniłabym po mamę, żeby przyjechała i natychmiast mnie stąd zabrała. Inka lubiła jednak wyzwania. Mocno szarpnęła mnie za rękę i pobiegłyśmy przed siebie.
- Wariatka! - zdążyłam za nią krzyknąć.
Kiedy wdrapałyśmy się na wzniesienie porośnięte gęstym zagajnikiem, schroniłyśmy się na krawędzi urwiska pod rozłożystymi konarami samotnego klonu. Musiałam odpocząć. Nigdy nie byłam tak wysportowana jak ona. To był początek. Tu się wszystko zaczęło.
- Zobacz tylko – powiedziała, podążając wzrokiem na skraj urwiska.
Kilkanaście metrów niżej wygonione przez wiatr kłęby chmur uciekały odbite w niespokojnej toni jeziora. Padał ciepły deszcz, a pioruny łajały horyzont. Tego się nie da zapomnieć. Na dodatek po chwili na niebie rozbłysła tęcza. To był festiwal cudów natury.
Podałyśmy sobie ręce. Nic nie mówiłyśmy.
Ciągle zamykam oczy, zanurzając się w tych wspomnieniach. Ktoś, kto kocha, nie umrze nigdy.
KRONIKI OPĘTANEJ w Queerotece.
Piątek, 07.04.2023 Wywiad: Mikołaj Milcke, polski autor queerowych powieści o sile reprezentacji i “Chłopaku z drugiego planu”
Czwartek, 13.05.2021 Przeczytaj drugi fragment powieści "Nirvaan" Jarosława Pietrzaka
Środa, 05.05.2021 Queerowość, niepełnosprawność, niewidzialność? - Dzień Walki z Dyskryminacją Osób z Niepełnosprawnościami
Poniedziałek, 26.04.2021 Przeczytaj fragment powieści "Nirvaan" Jarosława Pietrzaka
Piątek, 11.12.2020 Zapraszamy na kiermasz świąteczno-noworoczny książek i filmów na Prideshop!