Strona główna Aktualności Społeczność
Profile Grupy Przewodnik Wydarzenia Wsparcie
Ogłoszenia
Towarzyskie Pokoje i mieszkania Praca Ogłoszenia drobne Edukacja Pozostałe Dodaj
Queeroteka
Książki Filmy i seriale Quizy Patronat Queer.pl
Magazyn
Artykuły Galerie Tematy Tagi
Kontakt Reklama Regulamin
Queer.pl Portal osób LGBT+
Menu
Logowanie Rejestracja
Magazyn
Artykuły Galerie Tematy Tagi
Poniedziałek, 26.04.2021, Aktualizacja: Środa, 01.04.2026

Przeczytaj fragment powieści "Nirvaan" Jarosława Pietrzaka

Podziel się Tweetnij Skomentuj (2)
Podziel się Tweetnij Skomentuj (2)

"Siddharth, Dalius, Faisal, Wang..."

Po seansie usiedliśmy na piwie w pubie nieopodal Riverside Studios. W Riverside wygrzebali belgijski film z Isabelle Huppert sprzed kilku lat, Nue proprieté, kameralny dramat psychologiczny o matce zduszonej relacją ze swoimi synami, bliźniakami. Byłem zaskoczony, że Siddharth chciał ze mną na to pójść, mimo strasznej pogody. Jeszcze rano z powodu deszczu nawet pisał do mnie, czy nie chcę przełożyć spotkania. Pomyślałem, że w Londynie to wyjątkowo głupia sprawa - uzależniać randki od pogody. Po to tu jest tyle kin, barów, teatrów i innych przybytków, żeby się zawsze można było gdzieś schować przed deszczem. You’re right, odpisał, I’m also desperate to meet you. To miało być nasze pierwsze spotkanie. Nie byłem „zdesperowany”, nie wiedziałem, dlaczego on był, ale chciałem się spotkać, skoro był gotów iść ze mną na niszowy belgijski film, z napisami.

It was like art, powiedział z dziwnie maślanym spojrzeniem, mając na myśli film, kiedy już siedzieliśmy z piwem przy stoliku pod oknem, za którym wciąż padało. Sposób, w jaki to powiedział, wydał mi się dziwnie głupi, jakby powiedział to tylko dlatego, że zupełnie nie wiedział, co powiedzieć. Film jest sztuką, a nie „jak sztuka”, na miłość boską, ale może to po prostu “różnice kulturowe”? Przyjechał do Londynu z Indii i wyraźnie nie miał doświadczenia z europejskim kinem, przyznał mi się wcześniej, że to pierwszy w jego życiu film po francusku. Różnica kulturowa zwykle mnie podniecała, podobnie jak wielu jej nosicieli tu w Londynie – mogła jednak powodować trochę nieporozumień, które trzeba umieć obejść lub przetrawić.
ZOBACZ TEŻ Wspaniali jesteśmy tylko przez chwilę. Recenzja powieści Oceana Vuonga

Przestraszony, że grozi nam ugrzęźnięcie w takich krępujących nieporozumieniach na resztę wieczoru, pociągnąłem mocno z kufla na rozpęd i postanowiłem rozgadać się o czymkolwiek. Opowiedziałem mu, że ciągle jestem dość nowy w Londynie, opisałem swoje przygody z szukaniem mieszkania, bo musieliśmy się wszyscy niebawem wyprowadzić z Gordon Road na Finchley. Widziałem przedziwne miejsca, nie mogłem uwierzyć, że ktoś się nie wstydzi czegoś takiego oferować na wynajem. Był np. pokój na Fulham Road, blisko stacji metra i centrum handlowego, większy niż ten, który wynajmowałem na Finchley, w wysokim domu dzielonym z czterema innymi osobami (każda w swoim pokoju) – ale pięćset funtów miesięcznie, nie licząc rachunków, za mieszkanie w takim syfie? Te cholerne angielskie wykładziny wszędzie – nawet w łazience! – miały lekko ćwierć wieku, były ciężkie od wbitego w nie kurzu, brudu, może i pleśni. Ściany już nie pamiętały malowania, a meble były stare i brzydkie. Do tego ciemno, złe światło, brak słońca w środku, schody strome jak pułapka na pijanych. Od samego myślenia, że musiałbym tam mieszkać, dostawałem astmy. Potem oglądałem pokój na Shepherd’s Bush, przy którejś z długich ulic zabudowanych podobnymi Edwardian maisonettes. Te Edwardian maisonettes bywają ładne i przytulne, ale podzielone na dwa mieszkania, jedno na parterze, drugie na piętrze, stają się ciasne. Zwłaszcza gdy ktoś chce takie mieszkanie dzielić ze współlokatorami. Landlordami była tam para strasznie drętwych trzydziestoparolatków. Podział domu zaprojektowanego jako całość na dwa odrębne mieszkania zawsze powoduje problemy z przearanżowaniem przestrzeni. Tam te problemy rozwiązano w najdziwniejszy sposób, jaki w życiu widziałem. Mieszkanie było na piętrze, salon daleko od kuchni i to od strony ulicy, bardzo mały. Miejsce tylko na kanapę, niski stolik i wielki telewizor na ścianie. Pokój, który przyszedłem zobaczyć, mieścił się obok salonu i był jeszcze mniejszy niż mój na Finchley. Był tak mały, że żeby upchnąć w nim komodę z szufladami, łóżko wyniesiono do góry, jak piętrowe, a komodę wsunięto pod spód. Człowiek leżący na tym łóżku nie miał nad sobą nawet metra do sufitu. Gospodarze powiedzieli mi, że do tej pory mieszkała tam amerykańska studentka. Chcieli trzysta siedemdziesiąt funtów miesięcznie plus opłaty i council tax. Drugi pokój na wynajem, za sypialnią gospodarzy, był większy, więc jego lokator – Kiwi, czyli Nowozelandczyk – płacił za niego pięćset pięćdziesiąt funtów. Na końcu była kuchnia, a za nią łazienka, z wanną, prysznicem i muszlą klozetową. Do mieszkania należał ogród za domem. I to był gwóźdź programu: ponieważ mieszkanie znajdowało się na piętrze, do ogrodu schodziło się po schodach… z łazienki. Jednej jedynej. Wyobraziłem sobie, że nie mogę się spokojnie wysrać, bo ktoś chce wrócić z ogrodu do środka.

Zamilkłem nagle, bo dziwnie się czuję, kiedy gadam cały czas. Chciałem, żeby Siddharth opowiedział jakieś własne horror stories o mieszkaniach w Londynie. Każdy, kto tu przyjechał z daleka, przecież jakąś ma. Powiedział jednak właśnie to, że każdy jakąś ma! Zmienił temat, wyznał, że jest bardzo spiritual person (już to gdzieś słyszałem), wierzy w karmę, reinkarnację i ma swojego guru, którego prosi o opinię lub poradę w każdej ważnej sprawie. Zapalił się przy tym tak, jakbym co najmniej próbował z nim polemizować, choć ja z zażenowaniem, które zawsze mi towarzyszy przy takich tematach, czekałem cicho, aż się wygada i mu przejdzie. Możliwe, że tak na niego działało piwo, wcześniej przyznał mi się, że nie jest przyzwyczajony do alkoholu, bo w Indiach nigdy nie pił. A ty w co wierzysz? - zapytał na koniec. Poczułem się znowu poważnie zakłopotany, że ta rozmowa nam się aż tak nie układa. Wiesz, moja rodzina to katolicy, ale ja jestem ateistą, jeżeli już w coś wierzę, to w równość wszystkich ludzi, w wartości Oświecenia – próbowałem w tę stronę. Oświecenie, no tak, to jest to samo, zapalił się, musiał pomyśleć o jakimś religijnym oświeceniu, jak u Buddy. Nie rozumieliśmy się. Chyba jednak niezupełnie mamy na myśli to samo, wierzę w Karola Marksa, uśmiechnąłem się, dopijając moje piwo do dna. To była okazja, by przerwać ten wątek. Chcesz następne? - zapytałem, zbierając się do baru. On wciąż jednak męczył pierwsze, nie był nawet w połowie.


Czekając, aż barmanka obsłuży dwóch innych klientów pomyślałem, że ta randka jest najwyraźniej kulminacją trzech wyjątkowo nieudanych pod tym względem tygodni. Od trzech tygodni korespondowałem z jednym Litwinem, który odpowiedział na mojego posta na Gumtree. Miał na imię Dalius, co - przy mojej fiksacji na pięknych imionach - od razu przykuło moją uwagę. Nie był zabójczo piękny, ale szczupły, wysoki i dobrze mu z oczu patrzyło, więc byłem przychylnie nastawiony. Dalius jednak niezmiennie odkładał spotkanie pod różnymi pretekstami, zawsze esemesem. Wysłałem mu trzy zdjęcia, powiedział, że mu się podobam (You look not bad), nie przestawał się odzywać. Gdyby się rozmyślił i już nie chciał ze mną spotkać, to przecież najprostszym sposobem było przestać się odzywać. Sam nie raz to w życiu praktykowałem, działa doskonale – człowiek się z tym czuje przez jakiś czas odrobinę winny, ale zawsze mniej, niż gdyby komuś wprost powiedział: „Nie jestem tobą zainteresowany, bo jesteś gruby” (albo brzydki, albo zapuszczony, albo beznadziejny w łóżku, albo nudny jak flaki z olejem). Każdy w końcu zrozumie, co to znaczy i że nic z tego.

Napisał też do mnie Faisal, trzydziestolatek z Iranu, na zdjęciu (wyraźne zbliżenie twarzy) wyglądał zabójczo przystojnie, pytał, czy jestem zainteresowany. Are you serious? Kto by nie był! Absolutely, any time you want! Odpisał zaskoczony - zawsze mu się podobali faceci z Europy Wschodniej, ale dotąd zawsze go odrzucali, nie byli nim zainteresowani. Spojrzawszy jeszcze raz na jego zdjęcie napisałem, że przykro mi z powodu jego dotychczasowych niepowodzeń, ale ich strata. Umówiliśmy się nazajutrz po pracy przed Bootsem na Piccadilly Circus. Zgodnie z jego życzeniem poszliśmy do kawiarni (domyśliłem się, że nie przepada za alkoholem lub w ogóle nie pije). Posiedzieliśmy może półtorej godziny, przy bardzo przyjemnej rozmowie. Opowiadał mi między innymi o irańskich potrawach, gotowaniu mięsa z miętą albo granatami, to było bardzo dla mnie fascynujące. W realu był tak samo przystojny, jak na zdjęciu: pociągła, ale kanciasta, „męska” twarz, trochę przydymiona nieogolonym zarostem, który dodawał mu seksapilu, krótkie czarne włosy, czarne oczy, długie, gęste, podkręcone rzęsy; jakaś stara blizna na górnej wardze, jedyna skaza na tym pięknym obliczu, dodawała mu jeszcze uroku. Był o cal wyższy ode mnie, szczupły, ale nie chudy, piękną, zwinną szczupłością mężczyzny w znakomitej formie, do tego wszystkiego przyjemnie szerokie ramiona. Najchętniej poszedłbym z nim od razu do łóżka. Gdyby to zaproponował lub o tę możliwość zapytał, zgodziłbym się bez wahania, sam jednak bałem się szturmować za szybko, bo była w nim jakaś nieśmiałość; chciałem też pozostać „wrażliwy kulturowo”: skoro nie pije alkoholu, to może i drogę do łóżka woli pokonać bardziej romantycznie, krok po kroku, bez pośpiechu. Kiedy się rozstaliśmy, zmierzając każdy na inne metro, już po kwadransie napisał do mnie z pytaniem, czy chciałbym się jeszcze spotkać, bo on tak. Chciałbym, bardzo mi się podobasz, odpisałem. Potem byłem zbyt głęboko w metrze i straciłem zasięg, ale gdy wyszedłem, dotarła do mnie kolejna wiadomość, pisał, że ja też mu się podobam i pytał, czy następnym razem chciałbym pójść z nim do łóżka. Z podniecenia i radości omal nie podskoczyłem. Tak, odpisałem. That’s wonderful. Kiedy będzie ten następny raz? Umówmy się w piątek, poprosił. Poszedłem spać podniecony i szczęśliwy. Następnego wieczora Faisal napisał do mnie znowu, Masz jakieś rozbierane zdjęcia? Nie, odpisałem. Kolejny esemes: Zrób jakieś i przyślij mi. Aż się zaczerwieniłem ze wstydu i skrępowania, choć byłem sam w pokoju. Przepraszam, wolałbym nie, jestem zbyt nieśmiały, odpisałem. Bez wahania i bez wstydu poszedłbym z nim do łóżka, już na pierwszym spotkaniu. Od spotkania z Balą mogłem iść z każdym facetem, który by fizycznie mi się podobał, był zadbany, nie wyglądał na niebezpiecznego świra i mógł mnie w tym celu zabrać do siebie. Ale robienie sobie rozbieranych zdjęć? Tu moja nieśmiałość stawiała mur nie do przeskoczenia, a postkatolicki wstyd zwyciężał. At least your dick or your ass, nagabywał. I’m sorry, I don’t want to. I wtedy przestał się do mnie odzywać. Pytałem, czy przez te niewysłane zdjęcia już się więcej nie zobaczymy, próbowałem do niego zadzwonić, ale już nie odpowiadał. Nigdy więcej się nie odezwał.
Wsparcie

Wesprzyj Queer.pl - najstarszy portal LGBT w Europie

Dziś bardziej niż kiedykolwiek potrzebujemy własnego głosu w Internecie. Daliśmy radę przez 24 lata - z Waszą pomocą przetrwamy także ten ciężki okres. Równocześnie utrzymanie takiego projektu jeszcze nigdy nie było tak trudne.

Zobacz jak wspomóc QUEER.PL

Kilka dni przed randką z Siddharthem spotkałem się też z Chińczykiem o imieniu Wang. Ostatniego maila przed spotkaniem podpisał jednak radosnym “wank wank”; chciał mi powiedzieć, że na samą myśl trzepie sobie konia? Czy to jakieś dziwne poczucie humoru, które załapię, kiedy już spotkamy się twarzą w twarz? On też napisał do mnie przez Gumtree, nie załączył nawet zdjęcia, ale wciąż jeszcze jechałem na rozpędzie z moich pierwszych londyńskich randek i paliłem się do poznania każdego faceta, który miał ochotę spotkać mnie. Strategia spotykania się z każdym jak leci musiała jednak kiedyś się wyczerpać. Wang okazał się starszy niż pisał, albo wyglądał na starszego. Miał wyraźnie ponad czterdzieści, może pięćdziesiąt lat, a nie in his mid-thirties. Nie chodziło nawet o to, że nie był przystojny. Nie był, ale przede wszystkim był w nieznośny sposób dziwny. Kiedy siedzieliśmy na piwie, zaczął opowiadać o swoich chińskich przyjaciółkach, które opowiadały mu niedawno w samolocie o swoich polskich kochankach i zapewniały go, że Polacy mają wielkie członki. Następny, pomyślałem. Potem ciągle do tego wracał, robił aluzje, a przy drugim piwie zaczął mnie pytać, czy mam dużego i czy mógłby pójść ze mną do ubikacji, żebym mu pokazał. Usiłowałem to traktować jak żart lub w żart obracać, ale nie bawiłem się wcale dobrze, tym bardziej, że byliśmy w zwykłym pubie, nie w gejowskim. Wypiliśmy piwo i pożegnaliśmy się. Nie miałem zamiaru nigdy więcej się do niego odzywać.



Z Siddharthem niestety było podobnie. Ten przysłał mi zdjęcie, ale niewyraźne, z jakiegoś powodu wyglądało mi od początku na stare, mimo to chciałem się spotkać, bo miał tak pięknie na imię. No i byłem wciąż podniecony tym, jak cudownymi mężczyznami byli wszyscy poznani przeze mnie dotąd Hindusi. Jednak od momentu, kiedy się odnaleźliśmy przed filmem na stacji Hammersmith, zrozumiałem, że mój erotyczny gust, chociaż bardzo szeroki i otwarty na różne typy urody, tego młodego człowieka (miał dwadzieścia pięć lat) nigdy nie obejmie. Nie przeszkadzałoby mi, że był niski, gdyby nie to, że nie miał żadnej innej z cech, które mi się u mężczyzn podobały. Miał okrągłą, pucołowatą twarz, gładko ogoloną, co jeszcze potęgowało jej okrągłą pucołowatość. Nie był ani pięknie smukły, jak ty czy Djamel, ani mimowolnie męski, jak Bala, ani czarujący jak Pavane, ani silny jak Patrick, ani energicznie zwinny jak Karim czy Baz. Jego dłonie nie były ani tak piękne jak twoje, ani tak smukłe jak Djamela, ani tak delikatne jak Pavane’a i Baza, ani tak silne jak Bali czy Patricka – i zupełnie nie mogłem sobie wyobrazić, że mogłyby mnie pieścić i dotykać w intymny sposób. Na samą myśl o ich wędrówce po moim ciele czułem kategoryczną blokadę, która sprawiała mi przykrość. Byłem zły na siebie, że w pierwszej minucie już tak definitywnie go wykluczyłem. Nie chciałem go tak odruchowo odrzucać, zanim pokazał, co w nim najlepsze. Wolałbym być człowiekiem, który i z nim potrafi się cieszyć się seksem, pozwolić mu na coś intymnego, ale czułem, że w żaden sposób nie pokonam tego oporu. Co za szczęście, że idziemy na film. Przynajmniej większa część wieczoru przeleci nam w kinie, pomyślałem, gdy szliśmy pod parasolami do Riverside Studios.
  • 1
  • 2
OCEŃ ARTYKUŁ
Podoba mi się (2)
radek kierownik2
Nie podoba mi się (0)
Komentarze (2)
HEJT STOP!Zapoznaj się z warunkami dodawania komentarzy
Komentuj
Moja ikona
Dodaj komentarz
Komentarz od osoby niezalogowanej pojawi się po akceptacji moderatora.
Dozwolone znaczniki (BBCode):
[b], [i], [u], [url], [url=], [mail], [mail=], [color=], [code], [quote]
Ikona
27.04.2021 8:41 Jagoda
Seks pod wiatą śmietnikową, pośród kubłów?
Czemu nie, skoro kogoś nagle przypili i poczuje ogromne pożądanie...
cytuj zgłoś 0 0
Ikona
26.04.2021 19:08 czarekz
Sorki, ale wolę "Smutki tropików"... Niemniej wesprę i przeczytam całość. Jedno pewne i dobre: nie harlekin i realne otoczenie.
cytuj zgłoś 2 0
Jarosław Pietrzak
Autor
Jarosław Pietrzak
Wieloletni współpracownik miesięcznika "Le Monde diplomatique – edycja polska"
Autor książki "Smutki tropików. Współczesne kino Ameryki Łacińskiej jako kino polityczne" (Warszawa: Książka i Prasa, 2016) i ebooka "Notes brazylijski" dostępnego na jego stronie jaroslawpietrzak.com. Jest także stałym współpracownikiem polskiej edycji międzynarodowego miesięcznika „Le Monde diplomatique” i portalu Strajk.eu, publikował też na wielu innych łamach, w tym także Queer.pl.
jaroslawpietrzak.com
TAGIWięcej
jarosław pietrzak książki książki LGBT popkultura
Powiązane
Obraz Czwartek, 13.05.2021 Przeczytaj drugi fragment powieści "Nirvaan" Jarosława Pietrzaka Obraz Środa, 03.01.2018 Kogo słuchał i czytał w 2017 roku Barack Obama? Obraz Piątek, 22.04.2016 Jaka to książka LGBT? (rozwiąż quiz) Obraz Środa, 17.12.2014 Naj, naj, naj 2014 – książki Obraz Środa, 29.05.2024 Monumentalna biografia Madonny autorstwa Mary Gabriel wkrótce w księgarniach
Inne tematy
Eurowizja 2026: największy bojkot w historii wydarzenia od 1970 roku. Kto i dlaczego odwrócił się od konkursu? Sobota, 16.05.2026 Eurowizja 2026: największy bojkot w historii wydarzenia od 1970 roku. Kto i dlaczego odwrócił się od konkursu?
Prezydent Nawrocki zapowiada weto ws. ustawy o statusie osoby najbliższej. Będzie projekt prezydencki? Czwartek, 28.05.2026 Prezydent Nawrocki zapowiada weto ws. ustawy o statusie osoby najbliższej. Będzie projekt prezydencki?
Transkrypcja małżeństw jednopłciowych: była radość - są problemy, niepewność i rozczarowanie Wtorek, 26.05.2026 Transkrypcja małżeństw jednopłciowych: była radość - są problemy, niepewność i rozczarowanie
Kontakt Reklama Regulamin
Social media
Polub na Facebooku Obserwuj na Twitterze Instagram WhatsApp
© 1996-2026 Queermedia.pl, ISSN 2299-9019 Polityka prywatnościUstawienia prywatnościPrzerwij abonamentOdstąpienie od umowy







🌈
Odkryj więcej na Queer.pl
Zalogowani użytkownicy mogą oglądać zdjęcia innych osób, zakładać profile, komentować artykuły i oceniać filmy.
Dołącz do nas Zaloguj się