Niefortunna wypowiedź Mariusza Błaszczaka na temat chodników malowanych wszystkimi kolorami tęczy (co oczywiście automatycznie skojarzyło się ministrowi z ruchem LGBT) ujawniła przy okazji, jak silnie homofobia obecna jest w polskim dyskursie publicznym i jakie masowe spustoszenia poczyniła w zbiorowej świadomości, zyskując aprobatę na najwyższych szczeblach władzy.
- Witold Jabłoński - Znakomita francuska myślicielka
Elisabeth Badinter w słynnej książce „XY Tożsamość mężczyzny” (wydanie polskie: Warszawa 1993) postawiła tezę, że
w naszym kręgu kulturowym młodzieniec zmuszony jest rozwijać swoją tożsamość płciową poprzez negację i odrzucenie. Męska tożsamość budowana jest w społeczeństwach euroazjatyckich za pomocą surowych zakazów, opartych na wykluczaniu i odrzucaniu „niemęskich” cech u dorastającego chłopca. Jego seksualną odrębność warunkuje potrójne zaprzeczenie: pod presją otoczenia musi udowodnić, że nie jest kobietą, dzieckiem ani homoseksualistą.
Wzorce negatywne, które musi odrzucić, przeważają nad pozytywnymi (jak np. status, sukces, wytrwałość, niezależność, odpowiedzialność, kierowanie innymi mężczyznami i dominacja nad kobietami), które stają się w takim modelu wychowania kwestią drugorzędną. O ile, wraz z dorastaniem, względnie łatwo radzi sobie z dwoma pierwszymi odrzuceniami, trzecie nie jest już tak jednoznaczne ani proste w realizacji. Wystarczy jeden niewłaściwy gest czy krok i już może być uznany za „pedała”. Dzieje się tak po dziś dzień, w czasach, gdy kobiety osiągnęły znaczny stopień emancypacji i doprowadziły do prawnego zrównania statusu płci. Paradoks tego zjawiska przejawia się w fakcie, że
jeśli wyzwolona kobieta może robić dziś niemal wszystko, czego zapragnie i obrać odpowiedni dla siebie styl życia, egzystencję mężczyzny wciąż ograniczają rozmaite tabu i społeczne obostrzenia, które zdają się nasilać wraz z ewolucją społeczeństw zachodnich. Prosty przykład, jaki się od razu nasuwa, to kwestia ubioru: kobieta wywalczyła sobie w XX wieku prawo noszenia spodni, ale mężczyzna w sukience to wciąż skandal albo niesmaczny żart. Nie idzie tu zresztą o strojenie facetów w damskie szatki (jak twierdzili wrogowie Gender), lecz o wskazanie, że społeczna edukacja mężczyzn zabrnęła w ślepy zaułek.
Współczesny mężczyzna musi stale pokazywać kim nie jest, nie zaś kim jest, tym bardziej, że jego ranga społeczna uległa w ubiegłym stuleciu wyraźnej deprecjacji. W tej sytuacji agresywna homofobia wydaje się rozpaczliwą próbą samoobrony zagrożonej i podważanej przez współczesny świat męskości.
Tradycyjna męskość, podkreśla Badinter, definiowana jest częściej przez „unikanie czegoś” niż przez „dążenie do czegoś”. Przytacza obserwacje badających zjawisko homofobii badaczy amerykańskich, Morina i Nungessera: „Być mężczyzną to znaczy nie być kobiecym, uległym, zależnym, poddanym, nie być homoseksualistą; nie być zniewieściałym w wyglądzie zewnętrznym i zachowaniu; nie mieć zbyt bliskich stosunków z innymi mężczyznami...” Homofobia, stwierdza dalej autorka, jest integralną częścią składową męskości heteroseksualnej do tego stopnia, że zasadniczą rolę psychologiczną odgrywa w niej okazywanie, że jest się hetero, a nie homo. Korzenie tego zjawiska świetnie ukazał francuski biolog, Emmanuel Reynaud: „W potocznym języku homoseksualista nie oznacza mężczyzny, który ma związek seksualny z mężczyzną, lecz raczej kogoś, kto jest pasywny, jest ciotą, pedałem... Kimś, kto jest właściwie kobietą. O ile w swej formie aktywnej homoseksualizm może być traktowany przez mężczyznę jako sposób potwierdzenia własnej siły [przewagi nad innymi mężczyznami – WJ], o tyle homoseksualizm bierny jest dla niego symbolem upadku. Nikomu nie przychodzi na myśl szydzić z 'dupczącego', podczas gdy 'wydupczony' (encule) to jedna z najsoczystszych obelg w języku francuskim”.
Homoseksualizm, stwierdza dalej badaczka, wzbudza u niektórych mężczyzn (szczególnie u młodych chłopców) strach niespotykany u kobiet. Objawia się on unikaniem tego rodzaju ludzi, agresją wobec nich lub nieukrywanym obrzydzeniem. Postawa taka jest związana z innymi fobiami, np. z lękiem przed zrównaniem płci (wskazałem wyżej, jakie niesie ze sobą „zagrożenie” dla tradycyjnie pojmowanej męskości, opartej na agresji i dominacji). Przejawiają ją osoby konserwatywne, sztywne w poglądach, opowiadające się za utrzymaniem tradycyjnych ról męskich i kobiecych. Badinter, jak wielu innych współczesnych psychosocjologów, uważa, że
homofobia wynika z ukrytego strachu przed własnymi (wypieranymi) skłonnościami homoseksualnymi i okazaniem się „niepełnowartościowym” facetem. Zniewieściały mężczyzna wzbudza u wielu mężczyzn ogromny lęk, wywołuje on bowiem uświadomienie sobie własnych cech „kobiecych”, jak pasywność i wrażliwość, które uważają za oznaki słabości. „Kobiety oczywiście nie obawiają się kobiecości”, komentuje ironicznie Badinter. Mężczyźni tak. Z tego właśnie wynika ambiwalentny stosunek mężczyzny hetero do drugiej płci: pociąga go w roli pasywnego obiektu, uroczej, kokieteryjnej i pełnej wdzięku uległości, z drugiej jednak strony męskie pożądanie podszyte jest panicznym lękiem, by się którąś z tych cech nie „zarazić”. Kobiecość zatem jednocześnie jest upragniona i odpychająca, jako coś obcego, nawet niebezpiecznego. Mizoginia tego rodzaju widoczna jest często w klasycznych „męskich” filmach (np. gangsterskich w stylu noir), gdzie kobieta sprowadzona jest do roli seksualnej zabawki albo objawia się jako zwodnicza i zdradziecka femme fatale, pożądana i groźna, dająca rozkosz, ale też przynosząca zgubę „prawdziwemu” mężczyźnie, który musi się jak najszybciej spod jej perfidnego czaru wyzwolić, jeśli chce przetrwać w męskim świecie, nie stając się kolejną ofiarą rozbestwionego feminizmu.
„Homofobia w rzeczywistości odsłania to, co stara się ukryć”, konkluduje filozofka. A jednak jest uporczywie manifestowana przez wielu mężczyzn, nie tylko w bandach dresiarzy, ale nawet przez osoby publiczne, jak choćby politycy, którzy powinni bardziej dbać o swój pozytywny wizerunek. W wypowiadanych przez nich inwektywach pod adresem osób LGBT kryje się niekiedy zachęta do otwartej agresji, także przemocy fizycznej. Czerpiąc z badań amerykańskich, autorka opisuje młodzieżowe gangi uliczne, „polujące” na homoseksualistów w ich miejscach spotkań. Gej oznacza dla nich obcego, którego trzeba nienawidzić i zwalczać. Dlaczego tak się dzieje? Psycholog Gregory Herek podkreśla, że wspólny atak umacnia poczucie przynależności do grupy atakujących i jest potwierdzeniem wspólnie wyznawanych wartości (zazwyczaj nacjonalistycznych, rasistowskich i ksenofobicznych).
Traktowanie homoseksualistów jak obcych ma być uwiarygodnieniem własnego heteroseksualizmu. Homofobia jest więc psychicznym mechanizmem obronnym, strategią mającą na celu uniknięcie uznania nieakceptowanej części samego siebie.
Agresja przeciw homoseksualistom jest rodzajem uzewnętrznienia wewnętrznego konfliktu agresora, sposobem na jego zniesienie. Heteroseksualista wyraża swoje uprzedzenia wobec gejów po to, by zyskać aprobatę innych i w ten sposób podbudować własną pewność siebie. Podobnie jak konserwatywna ideologia religijna, z którą często jest ściśle związana, homofobia uczy określonych, negatywnych wzorców zachowań.
Badinter zauważa przy tym, że agresja homofobiczna „drogo kosztuje również heteroseksualnych samców”. Nie tylko czyni z nich „męczenników męskości”, ale jest także główną przeszkodą dla kultywowania męskich przyjaźni. Heteroseksualni mężczyźni są obecnie bardzo powściągliwi w okazywaniu przywiązania do drugiego mężczyzny, unikają wzajemnej intymności, by nie narazić się na podejrzenie o „pedalstwo”, toteż chętniej spotykają się w grupie niż we dwóch. Postępując tak, odsuwają od siebie pokusy homoseksualne, podświadomie utrudniają bliższe męsko-męskie kontakty i utwierdzają (pozornie) własne poczucie męskości. By stwierdzić, że tak jest w istocie, nie trzeba wcale szukać przykładów we Francji albo za oceanem, wystarczy prześledzić na przykład nienawistne słownictwo naszych kiboli w odniesieniu do „wrogich” drużyn sportowych.
W opublikowanym cztery lata temu artykule „Życie homoseksualne dzikich” („Wysokie Obcasy” 2012) Marcin Kącki
analizuje popularne przyśpiewki kiboli wobec innych drużyn i zauważa: „Obydwie odnoszą się do homoseksualizmu, a w drugiej geja zrównano z prostytutką. Tak czy inaczej [obcy – WJ] kibol zostaje odarty tu z męskości, poniżony, bo wedle kiboli homoseksualista nie jest prawdziwym mężczyzną. Popularny w internecie diss... wobec kiboli jednego z klubów składa się wyłącznie ze słów: cwele, pedalski klub, wyr... w d... Nie wiem, czy autor piosenki spotkał kiedykolwiek geja i nie sądzę, by zagłębiał się w głębokie refleksje działaczy Młodzieży Wszechpolskiej, że gej to zagrożenie dla rodziny, to grzech wobec Kościoła i wobec polskości. Używa tego pojęcia z prostszego powodu –
w ten sposób odziera wrogie plemię kibolskie z męskości. To obelga szczególnie bolesna, bo tożsamość grupowa każdej grupy kiboli zbudowana jest właśnie na prymitywnym pojęciu męskości”. Każdy z nich, zdaniem autora, „chce żyć w świecie prawdziwych mężczyzn, w którym boisko jest areną gladiatorów, a gej – czyli nie facet, a więc kobieta – nie jest godzien, by zaprzątać sobie nim głowę”. Korzeni tej postawy autor doszukuje się jednak nie w konserwatywnej ideologii, która jest jedynie chorym wykwitem szerszego zjawiska, jakim jest powszechny model wychowania: „Uczą nas tego od dzieciństwa w najlepszych rodzinach: 'mażesz się jak baba'. A dla kibola kobieta i gej to pojęcia zamienne [sic! - traktowani są bowiem jako istoty podrzędne, godne wyłącznie pogardy - WJ]”.
Charakterystyczne, że w tego rodzaju grupach temat homoseksualizmu wypływa zastanawiająco uporczywie, narzucając się jako regularny przedmiot zajadłej furii i wyjątkowo wulgarnych dowcipów. Te zbiorowe seanse manifestacyjnego obrzydzenia przypominają jako żywo obowiązkowe, rytualne „godziny nienawiści”. W każdej grupie samców, czy jest to banda kiboli, czy stado szympansów bonobo, seks odgrywa ważną rolę w relacjach stadnej hierarchii, męskiej rywalizacji, dominacji i podległości. Wśród ludzi jest to kwestia znacznie bardziej skomplikowana, skoro immanentny chłopięco-młodzieńczy biseksualizm zostaje pod presją otoczenia silnie stłumiony, wyparty i zastąpiony sadystyczną brutalnością wobec słabszych i młodszych kolegów. Należy przy tym stwierdzić ze współczuciem, że życie w takiej grupie nie jest łatwe dla żadnego z jej członków. Muszą ciągle zważać na każdy swój krok, każdy gest, każde spojrzenie. „Pedalskie” może być przecież nie tylko okazanie np. czułości drugiemu facetowi, rozpaczającego po przegranym meczu.
Wraz z nieustannie ewoluującą modą i kulturą masową „pedalskie” może okazać się wszystko: zbyt wąskie spodnie, sweterek w pastelowym kolorze, przydługa grzywka, różowe trampki, słuchanie „nie takiej” muzyki itp.
„Prawdziwy” facet nie może więc robić całej masy rzeczy, by nie narazić się na niewybredne kpiny i ostracyzm najbliższego otoczenia. Nie wolno mu zachwycać się głośno urodą innego faceta, bo jest ona sferą tabu. Do tego stopnia, że boi się nawet zbyt długo patrzeć na siebie w lustrze, by odruchowo nie wyrwało mu się z ust: „Co się tak gapisz, pedale?!”
Życie homofoba to zatem bezustanna udręka i całkiem słusznie nazywa się go „męczennikiem męskości”. Powiedzmy to wreszcie otwarcie, że taki wypreparowany kulturowo osobnik, odarty z empatii, wyzbyty uczuć, z okaleczoną wrażliwością, sprowadzoną do poziomu epoki kamienia łupanego, jest w istocie zdeformowanym mutantem, nie pełnowartościowym człowiekiem. Nie jest także pozytywnym wzorcem męskości, lecz jej – jak słusznie określiła Badinter – żałosną karykaturą.
współcześni nomadzi nie wiedzą, co to siedzieć w jednym miejscu i brać odpowiedzialność za swoje życie...
wychowywać można dzieci by były zaradne odpowiedzialne itd itp.... ale nie nauczysz syna że kobiety są atrakcyjne a faceci nie . Każdy w końcu odkrywa swoją prawdziwą seksualność i geny wychowanie nie mają znaczenia. U mnie w rodzinie nikt homo nie był;d ja jestem:D
jeśli w taki sposób ludzie rozmawiają ze sobą i tak o osobie myślą-i ci ze skrajnej prawicy i ci ze skrajnej lewicy i ci bezwyznaniowi plasujący się w środku) to kto oczekuje, że coś się u nas zmieni???
tak się składa, że warto rugać kiboli-ale warto też zobaczyć, co pseudo "animatorzy kultury" robią czasem pod przykrywką działań performatywnych... i jedni i drudzy nie mają się czym chwalić... w Polsce jest jak jest...
,,Homofobia jest więc psychicznym mechanizmem obronnym, strategią mającą na celu uniknięcie uznania nieakceptowanej części samego siebie."
Zgadzam się z tym stwierdzeniem w 100%
Samiec hetero musi zawsze coś udowadniać i spełniać oczekiwania społeczeństwa, rodziny, wchodzić w określone role do końca życia. Ja jestem sobą, szczęśliwym gejem i nic nie muszę:)
Zasadnicza jego teza jest taka, że sytuację egzystencjalną (nie tylko społeczną) mężczyzny od sytuacji kobiety różni najbardziej pierwotne doświadczenie kontaktu z matką. Dziewczynka odkrywa w nim swe podobieństwo do niej, chłopiec różnicę. To podstawowe odczucie generuje potrzebę dalszego definiowania męskości i wyraźnego rozgraniczania jej od kobiecości.
Tu dopiero otwiera się perspektywa społeczna. Kultura generuje bowiem formy, w jakich męskość jest definiowana. Od pozytywnych po liczne negatywne - jak kibolstwo, młodociane gangi itp.
Badinter rzeczywiście uznaje homofobię za jeden z niebezpiecznych zaułków formowania męskiej tożsamości. I, co logiczne, ten akurat zaułek utożsamia z heteroseksualistami. Wszystkie inne dotyczą mężczyzn w ogóle. Nie zauważyłem, żeby geje w jej eseju uzyskali status świętych. Jeśli są pomijani w pewnych miejscach książki, to nie przez założenie, że problemy męskiej tożsamości ich nie dotyczą. Raczej przez to, że książka została napisana w roku 1992, kiedy w humanistyce dopiero uczono się uwzględniać mniejszości w centrum a nie na marginesach wywodu.
Natomiast twierdzenie, iż każdy homofobiczny tekst sytuuje kogoś poza marginesem człowieczeństwa, jak również sprowadzanie męskiej tożsamości do problemu samego w sobie, jest dokładnym przeciwieństwem tego, co Badinter chciała powiedzieć. W końcu jest też ona autorką, chyba najbardziej bezlitosnej, prawie pamfletowej krytyki współczesnego feminizmu - a przede wszystkim jego androfobii (!) - w książce "Fałszywa droga".
swoją drogą jeśli kogoś obrażają kluby gogo i Panie paradujące z parasolkami-to czy on jest kryptohomofobem?? haha nic nie mam do orientacji-ale jak ktoś(on lub ona)pracuje w klubie wyłudzającym pieniążki czy uprawiających oprócz tańca inne fikuśne zajęcia-to niech się nie dziwi społecznemu ostracyzmowi...
Czyli jednak samo posiadanie narządu rozrodczego męskiego wcale nie oznacza przynależności do płci. A więc z tym gender to jednak prawda?
Nie wiem, czy dobrze przeczytałeś, ale ten artykuł nie jest o 2 płciach tylko o mężczyznach i tu się porusza włąśnie takie kwestie, ze kobiecie można w niektórych sprawach wiecej, a mezczyznom nie mozna w ogóle a ty wyjeżdżasz z tekstem o kobietach XD
A to, ze takich mezczyzn (w sensie "kobiecych" trzeba wspierac i nie ma w tym nic złego to... o tym..też mówi ten artykul...przeczytałeś go w ogóle?