W utworach typu kamp często dochodzą do głosu elementy pomijane bądź marginalizowane przez oficjalną sztukę „wysoką”. Niekiedy zdarza się jednak, że wybijają się na plan pierwszy wbrew zamierzeniom twórców. Taki właśnie kampowy figiel przydarzył się realizatorom emitowanego niedawno przez stację Canal+ serialu „Versailles” (polski tytuł: „Wersal. Prawo krwi”), w którym młodszy brat Ludwika XIV, zwany przez wszystkich Monsieur, dzięki brawurowej, emocjonalnej grze pięknego walijskiego aktora, Alexandra Vlahosa przyćmił zupełnie główną postać króla budowniczego i namiętnego kobieciarza. Biseksualny, roznamiętniony, kapryśny i nieobliczalny Filip Orleański przechadza się po wersalskich salonach kocim krokiem drapieżcy, powabny niczym upadły anioł i strojny jak barokowa kokota. I jak to się dzisiaj mówi, „kradnie show” dość monotematycznemu i monolitycznemu monarsze (w tej roli znakomity skądinąd George Blagden).
Filip często pojawiał się na nich w damskich strojach, radując się, gdy podziwiano jego nowe kreacje, klejnoty, a przede wszystkim oszałamiającą urodę. „Nie da się opisać stopnia jego kokieterii w samouwielbieniu, wkładaniu ozdób, a później ich zamienianiu. Ja prawdopodobnie byłbym gorszy. Mężczyźni, kiedy raz pomyślą, że są piękni, w kwestii swego wyglądu ulegają większemu zamroczeniu niż kobiety” - zauważał Choisy.Oficjalnym faworytem był jego imiennik, urodziwy Kawaler Lotaryński, z którym połączyło go trwałe i wieloletnie uczucie, co zresztą nie przeszkadzało obu młodzieńcom uganiać się niestrudzenie za gładkimi paziami, lokajczykami, stajennymi i muzykantami z dworskiej kapeli Lully'ego, nb. również zdeklarowanego homoseksualisty, mimo żony i sześciorga dzieci. W pojęciach tamtych czasów seksualne zabawy wielkich panów ze służącymi obu płci wcale im nie uwłaczały, były jak gdyby częścią i wyrazem hierarchicznego systemu władzy i dominacji, a kara śmierci za męsko-męską „sodomię” w odniesieniu do wyższych sfer funkcjonowała wyłącznie na papierze. Zupełnie inaczej postrzegano jednak „nazbyt bliską” zażyłość wysoko urodzonych młodzieńców z tej samej sfery. Interesy majątkowe i dynastyczne sprawiały, iż musieli być żonaci i płodzić potomstwo, jakkolwiek przy zawieraniu związków małżeńskich nikt nie zawracał sobie głowy czymś tak trywialnym jak miłość, dobra dla biedoty. Filip jednakże kochał na swój sposób Henriettę Angielską, zwaną na dworze „Minette”, skoro urządzał jej sceny zazdrości, gdy została kochanką jego brata i zaczęto powszechnie powątpiewać, kto jest prawdziwym ojcem czworga dzieci poczętych w owym mariażu. Ona z kolei nie cierpiała ulubieńca męża i całej sfory kręcących się wokół niego „mignonów” (czyli ładniutkich pieszczochów). Między małżonkami dochodziło do ciągłych awantur. Najprawdopodobniej właśnie Henrietta (inaczej, niż to pokazano w serialu, gdzie faworyt Filipa przedstawiony został jako głupkowaty, acz nieszkodliwy pyszałek, lekkomyślnie plączący się w sieci dworskich intryg) sprawiła, że Kawaler został na jakiś czas wygnany, a nawet osadzony w więzieniu pod zarzutem zdrady stanu. Źródła historyczne podają, że właśnie Kawaler Lotaryński był powszechnie obwiniany o jej nagłą śmierć za pomocą trucizny, czego nie udało się jednak nigdy dowieść.
W większym stopniu niż tragicznie zmarła poprzedniczka tolerowała upodobania męża, aczkolwiek niekiedy dochodziło na tym tle do spięć, kiedy małżonek popisywał się nadmierną rozrzutnością wobec kolejnych ulubieńców.Tak czy inaczej zdołała wywalczyć sobie dosyć mocną pozycję u boku męża, tym bardziej, że dała mu wreszcie upragnionego, zdrowego syna, zabezpieczając przyszłość linii dynastycznej.
Zwodniczy blask i zdradziecki przepych Wersalu, piramidy loków na męskich perukach, pieniste gejzery koronek i lśniące kaskady jedwabnych wstążek (ich liczba wyznaczała dworską rangę), wszystko to jeszcze przed nami, podobnie jak [Uwaga! Spoiler!] trucicielska afera z La Voisin i czarne msze markizy de Montespan.„Oczywiście Ludwik XIV nie zbudował Wersalu z intencją robienia kampu – pisze Mark Booth – ale kampowcy... [podobnie jak twórcy serialu – WJ] rozłożyli się w pałacu obozem. Przechwycili legendę Wersalu i przekształcili ją w kamp [czyli monstrualny, świadomy kicz - WJ]. Wersal pozostaje w kampowej pamięci nie jako symbol Zdobnego Absolutyzmu, lecz – wbrew pierwotnym intencjom – jako symbol Absolutnego Zdobnictwa”.
Piątek, 22.04.2016 Czułe przyjaciółki Marii Antoniny
Czwartek, 26.09.2002 Paryż - Powstaje archiwum gejowskie
Czwartek, 11.02.2010 Jak oni się kochali!
Piątek, 25.09.2009 Wielka historia gejów i lesbijek
Wtorek, 19.10.2021 Billy Porter krytykuje słynną okładkę z Harrym Stylesem w sukience: Po prostu jest biały i hetero
..