Od trzech lat mieszkamy razem, wychowujemy wspólnie czwórkę dzieci. Przez te trzy wspaniałe, choć nie da się ukryć, że chwilami ciężkie lata, przeżyłyśmy sporo: m.in. rozwody, ostateczne zerwanie z dawnym życiem... - napisała do nas Gosia, w związku z walentynkową akcją na 20. urodziny portalu. Poniżej kolejna historia jednej z "naszych" par. Zachęcamy Was do dzielenia się podobnymi historiami, w końcu 20. urodziny ma się tylko raz!
Dużo poświęciłyśmy, aby być razem. Zmiana miejsca zamieszkania - dzieliło nas początkowo 200 km - rozstanie z mężami, zerwanie z dotychczasowym życiem, w zasadzie także z naszymi rodzinami.Mamy za sobą ciężkie boje rozwodowe, walkę o dzieci... I ciągłą niepewność, lęk o to, jaki wpływ na dzieci mają ojcowie oraz ich rodziny, zorientowane bardzo homofobicznie.
Staramy się budować naszą rodzinę, scalać ją, pokazywać dzieciom, że nie są jedyne w takiej sytuacji - próbujemy "zrzeszać" tęczowe rodziny, spotykać się z nimi, itd.Sporo zawdzięczamy grupie Tolerado z Gdańska - byłyśmy już dwukrotnie na zorganizowanych przez nich spotkaniach Tęczowych Rodzin, na weekendowych warsztatach, które niesamowicie dużo nam dały - poznałyśmy rodziny takie, jak nasza, nareszcie czułyśmy się swobodnie, mogłyśmy pogadać o wspólnych problemach, no i przede wszystkim pokazać dzieciom, że są też inne maluchy z dwiema "mamami" (akurat same panie poznałyśmy).
Ale możemy się pochwalić małym zwycięstwem - dwójka naszych dzieci, chodzących do jednej klasy, dokonała "coming outu" przed klasą (zadanie domowe polegało na namalowaniu drzewa genealogicznego rodziny). Zostały przyjęte jak najbardziej normalnie - rówieśnicy zresztą bywali u nas wcześniej, widzieli, jak wygląda nasza rodzina, nikt nie był zszokowany.A wychowawczyni zapewniła, że będzie i dzieciaki i nas wspierać. No tak, małe zwycięstwo, ale dzieci póki co są małe, nie wiadomo, jak rówieśnicy będą reagować później...
Niedziela, 24.05.2015 Przed nami RP w wersji 3.5
Wtorek, 18.05.2010 Walka dwóch kobiet o prawo do bycia rodziną
Środa, 11.06.2025 Czy Karol Nawrocki poparłby ustawę o związkach partnerskich? Jest deklaracja
Środa, 19.12.2018 Bycie gejem, czy lesbijką to nie pogląd polityczny
Wtorek, 02.10.2018 Ludwik Dorn o... związkach partnerskich
Życzę dziewczynom wszystkiego najlepszego.
I brawo dla dzieciaków za coming out ;) jestem tutaj naprawdę mocno pod wrażeniem
a tak masakra, rozwód, możliwe, że dzieci mają nawet książki w domu brrrr
A Ty skąd masz informacje, że ojcowie tych dzieciaków piją?
Dlaczego szkoda?
Nie rozumiesz? Dzieci miały szansę na prawdziwe polskie rodziny z ojcem który pije i bije, matką której wszystko jedno
a tak masakra, rozwód, możliwe, że dzieci mają nawet książki w domu brrrr
Dlaczego szkoda?
Nie, lepiej tkwić w nieszczęśliwym związku. Poza tym nikt nie powiedział, że szukały kogoś innego, czasami po prostu się "trafia".
Ano zauwaz że poznały sie przez internet bo same tak napisały to raz a dwa, ze no jednak skoro sie z kimś jest to ma sie pewne zobowiązania wobec tej 2 osoby, a nie sadze- bo to iei te czasy żeby ich ojcowie przymusiły je do związków z tymi facetami bo to zapewniłoby rozwój gospodarczy ich rodów tudzież zapobiegło wojnie miedzy grodami...
skoro się z kimś jest to ma się pewne możliwości rozwiązania relacji z tą osobą, szczególnie jeśli z tych czy innych powodów drogi dwojga ludzi się rozeszły; cywilizowaną formą takiego rozwiązania relacji jest rozwód. Sam w sobie znany od starożytności kiedy niechciane "zużyte" żony odsyłano aby zrobić miejsce dla następczyń; a w starożytnym Rzymie (kolebce współczesnego prawodawstwa) wprowadzono prawo dające również kobietom możliwość rozwodzenia się i -jako takiego- samodzielnego życia, toteż odwoływanie się do do czasów zaprzeszłych sugeruje jedynie nieznajomość historii i nadmiar fantasy i gier rpg
pozdrawiam ;)
U mnie było podobnie. Do poprawy relacji w rodzinie doszło po rozwodzie. Moi rodzice nie pasowali do siebie (przynajmniej nie w zakresie związku aż do śmierci). Nie widzę powodów dla których niepasujący do siebie ludzie mieliby męczyć się w małżeństwie, tylko dlatego, że mówi tak jakaś księga z bajkami, a oni podjęli niewłaściwą decyzję w młodości. Twierdzenie, że rozwód krzywdzi dzieci jest śmieszne. Ja jako dziecko cieszyłem się, że rodzice zamieszkali osobno. Nie rozwód mnie krzywdził, tylko toksyczne relacji dwójki nie pasujących do siebie ludzi. Po latach mogę powiedzieć, że szanuję i kocham swoich rodziców. Wątpię czy byłbym wstanie to powiedzieć, gdyby się nie rozwiedli i tkwili w toksycznej relacji, która wpływała źle na całe otoczenie.
Nie, lepiej tkwić w nieszczęśliwym związku. Poza tym nikt nie powiedział, że szukały kogoś innego, czasami po prostu się "trafia".
Ano zauwaz że poznały sie przez internet bo same tak napisały to raz a dwa, ze no jednak skoro sie z kimś jest to ma sie pewne zobowiązania wobec tej 2 osoby, a nie sadze- bo to iei te czasy żeby ich ojcowie przymusiły je do związków z tymi facetami bo to zapewniłoby rozwój gospodarczy ich rodów tudzież zapobiegło wojnie miedzy grodami...
Dzieci dzieci dzieci... Jak byłam dzieckiem często się zastanawialam dlaczego większość dorosłych wmawia mi że rozwód to cos złego. Dziś juz wiem ze zdarzają się sytuację gdzie jest zły. Jednak nie wynika to z samego faktu rozwodu a tego jak rodzice podchodzą do dzieci. Moi rozwiedli się pod koniec mojej podstawówki. Wiele razy nawet wkrótce po rozwodzie probowalam sobie przypomnieć sytuacje w której moi rodzice się przytulali czy chociaż byli dla siebie serdecznie, bezskutecznie. Jakoś niedługo po rozwodzie mama przedstawiła mi swojego nowego faceta, z poczatku jeszcze był jako jej kolega. Z tego co mi mówiła to poznała go jakiś tydzień dwa po złożeniu pozwu o rozwód. Co by zmieniło gdyby poznała go tydzień dwa przed? Albo pół roku? Może podjelaby tą decyzję ciut wczesniej, ale czy de facto zmieniłoby to cos więcej? Decyzji o rozwodzie (w większości przypadków) nie podejmuje się dlatego ze się kogoś poznalo, a nawet jeśli kogoś się poznaje to znaczy ze w związku było cos nie tak. Trzeba tez brać poprawkę ze jakiś czas temu życie z kimś na kocią łapę nie było tolerowane a jednak jakby nie patrzeć spotyka nie się z kimś a życie z kimś to 2 całkiem odmienne stany. Po za tym ludzie to tylko ludzie, mogą się mylic.
Ja swoje dzieciństwo z czasu po rozwodzie rodziców oceniam lepiej niż ten czas sprzed, chociażby dlatego ze nie musialam obserwować kłótni tylko normalne relacje. Swoja drogą w więzy krwi tez nie wierzę, nowy facet mojej mamy poświęcał mi więcej uwagi i okazywał więcej ciepła niż mój ojciec.
Wkurzaja mnie tacy ludzie którzy "wiedzą wszystko" a własne poglądy chcą przepchnac pod płaszczykiem rzekomego dobra dzieci. Zanim zaczniecie wyrokowac to może pogadajcie z dziećmi z konkretnej rodziny. W moim przypadku rozwód rodziców był czymś co poprawiło moja sytuację. Ojciec tez się zaczął trochę starać.
Nie twierdzę że w każdej sytuacji jest to cos pozytywnego ale mówienie o "rozbijaniu rodziny" w sytuacji gdy nie ma więzi miedzy rodzicami to przesada. Po rozwodzie relacja dziecko-rodzic zwykle nie zmienia się na gorsze (jeśli nie ma zachowań patologicznych). Znam kilka przypadków gdzie rozwód wplynalby pozytywnie na dzieci jednak nigdy nie nastąpił może właśnie dlatego ze zabrakło tego kogoś kto byłby oparciem.
Każdą sprawę należy rozstrzygać indywidualnie.