Strona główna Aktualności Społeczność
Profile Grupy Przewodnik Wydarzenia Wsparcie
Ogłoszenia
Towarzyskie Pokoje i mieszkania Praca Ogłoszenia drobne Edukacja Pozostałe Dodaj
Queeroteka
Książki Filmy i seriale Quizy Patronat Queer.pl
Magazyn
Artykuły Galerie Tematy Tagi
Kontakt Reklama Regulamin
Queer.pl Portal osób LGBT+
Menu
Logowanie Rejestracja
Magazyn
Artykuły Galerie Tematy Tagi
Wtorek, 22.12.2015, Aktualizacja: Środa, 01.04.2026

Ciemna strona dulszczyzny: igranie z płciwem

Podziel się Tweetnij Skomentuj (7)
Podziel się Tweetnij Skomentuj (7)

Felieton Witolda Jabłońskiego

Pojęcie dulszczyzny zostało rozpoznane i zdefiniowane dzięki nieśmiertelnej tragifarsie Gabrieli Zapolskiej. Nie ma potrzeby szczegółowo go tutaj omawiać, zna je bowiem każdy, kto ze zrozumieniem wczytał się w szkolną lekturę. Dodajmy, że wybitna satyryczka nie poprzestała na jednym utworze, demaskującym drobnomieszczańską obłudę. Swoistym dopełnieniem ideowym były dwie nowele, których już same tytuły były wielce wymowne: „O czym się nie mówi” (o prostytucji) i „O czym się nawet myśleć nie chce” (o syfilisie). Myliłby się ten, kto by sądził, że owo zjawisko przynależało jedynie do konkretnej epoki historycznej i warstwy społecznej. Dzisiejsze czasy poświadczają, jak niewiele zmieniło się nasze społeczeństwo pod względem mentalnym, zwłaszcza w sferze obyczajowej, mimo rozlicznych przemian socjologicznych, jakie miały miejsce w XX w. Wystarczy uważnie posłuchać niektórych prominentnych polityków z kręgu prawicowej konserwy na temat przemocy w rodzinie, praw mniejszości seksualnych, aborcji czy dzieci z in vitro, by przekonać się że dulszczyzna wciąż wiecznie żywa, a kołtun polski trzyma się doskonale. Skoro zatem całkiem realnie grozi nam społeczna i polityczna recydywa Ciemnogrodu, warto może przypomnieć, jak wyglądały z bliska owe „brudy” (jak mawiała pani Dulska) skrzętnie skrywane przed okiem opinii publicznej, a zwłaszcza rozplotkowanych sąsiadów, wietrzących wszędzie „skandal”? Jak była ciemna strona dulszczyzny?

- Witold Jabłoński -

Rzecz oczywista, że w społeczeństwie, gdzie przede wszystkim liczyły się pozory przyzwoitości i panowało powszechne zakłamanie, musiało się wytworzyć swoiste podziemie seksualne, nieistniejące oficjalnie, lecz stanowiące zakulisowe tło dla mieszczańskiego teatru hipokryzji. Owe zakazane rewiry pociągały nie tylko zbuntowanych artystów, ale także lekarzy mających aspiracje naukowe. Jednym z takich mimowolnych demaskatorów był doktor Stanisław Kurkiewicz (1867-1921), sławny w swoim czasie krakowski „lekarz chorób wewnętrznych i przypadłości życia płciowego”. Zawahałem się, pisząc „sławny”, gdyż właściwiej byłoby rzec: „osławiony”, nie cieszył się bowiem uznaniem własnego środowiska, w którym uchodził za megalomana i erotomana, a jego publikacje, wydawane własnym sumptem i sprzedawane w utworzonej przez niego przychodni, otaczała aura „niezdrowej” sensacji. Wielkie nadzieje domorosłego seksuologa, by dorównać dokonaniom Kraffta-Ebinga czy współczesnego mu Zygmunta Freuda, nie spełniły się, pozostając jedynie lokalnym, efemerycznym kuriozum. Szczególną wesołość otoczenia budziło cudaczne słownictwo autora, polegające z grubsza na mechanicznym spolszczaniu obcych pojęć ze sfery erotyki (ocalało zeń i weszło do powszechnego użytku jedynie „szczytowanie”, w miejsce cudzoziemskiego „orgazmu”). O pośmiertnej, acz dwuznacznej popularności dorobku krakowskiego ekscentryka świadczył fakt, że Tadeusz Boy-Żeleński poświęcił mu cały cykl prześmiewczych felietonów („Kurkiewy wielkie i małe” 1924).

Dla nas stanowić mogą jednak kapitalne źródło wiedzy o podwójnym życiu danej epoki. W cytatach zdecydowałem się zachować uroczą pisownię oryginału. Na specjalną uwagę zasługuje wszakże przede wszystkim niezwykła terminologia, będąca wymysłem samego autora, lingwisty amatora, nieodrodnego syna Młodej Polski, kiedy wręcz lubowano się w podobnych językowych dziwactwach. Wspaniale brzmiących terminów Kurkiewicza postanowiłem nie wyjaśniać (chyba że uczynił to już autor), pozostawiając ich rozszyfrowanie frywolnej domyślności oraz wiedzy życiowej czytelnika.

W swoim fundamentalnym dziele „Z docieków (studyów) nad życiem płciowem – luźne osnowy (tematy)”, a zwłaszcza w części II zatytułowanej „Szczegółowe odróżnienie czynności płciowych” (Kraków 1906) na interesujący nas temat pisze, co następuje: „Jaki jest stan płciowej obyczajności na zewnątrz, tj. widzieć się dający u młodzi szkolnej spośród płci obojga?... Ja nazwałem uczelnie nasze wylęgarnią zepsucia! (…) Gorszenie wzajemne szerzy się w dwojakim kierunku: jako uświadamianie się o prawach życia płciowego w sposób niestateczny, lubieżny, wyobraźnię rozbudzający i jako zły przykład uczynkowy, dawanie przykładu płciowych czynności. Miejscem: ława szkolna lub wychodek; tak w uczelniach chłopców, jak i w uczelniach dziewcząt. (…) Schiller opisuje zdarzenie popełniania samieństwa w każdej ławce wzajemnego przy pomocy przedziurawionych kieszeni w spodniach – i to popełniania podczas (!) godziny nauki. (…) Cohnowi przyznał się pewien uczeń: Na ławce czytało się Cezara, a równocześnie pod ławką samił (onanizował) jeden drugiego przez spodnie. (…) Pewien uczeń szkoły realnej przyznał się przede mną, że z innymi uczniami rozsiadłszy się na plantacyach krakowskich, gromadnie popełniali samieństwo, zakrywszy okolice płciwa rajsbretem [tablicą kreślarską – WJ]”. Zaiste, jak widzimy, młodzież w owych czasach była wręcz rozkosznie niewinna... Przyznam, że z własnej szkolnej praktyki jakoś nie mogę sobie przypomnieć podobnych rozrywek, chyba nikomu nie przychodziło wówczas coś takiego do głowy, przynajmniej nie podczas lekcji. Może dlatego, że rzadko się dziś w szkołach „czyta Cezara” i innych starożytnych? Może właśnie takie lektury prowokowały najdziksze akty onanii? A najpewniej po prostu nuda... W każdym razie dzisiejsi młodzieńcy zepsuci a sprośni wiele by się mogli od swoich pradziadków nauczyć. Przy okazji mogę wspomnieć wybuch pustego śmiechu, jaki zdarzył mi się, gdy przeczytałem całkiem niedawno na jakimś sieciowym forum nawoływanie do likwidacji szkół koedukacyjnych – autor z pełną powagą przekonywał, że w szkołach jednopłciowych „rywalizacja między uczniami pozbawiona jest napięcia seksualnego”. Uśmiałem się po prostu do łez, wzdychając przy tym: „O, święta naiwności!” Wszak właśnie tego typu szkoły były (podobnie jak klasztory) wylęgarniami homoseksualnych ekscesów... Kto nie wierzy, niech sobie poczyta „Zmory” Zegadłowicza, „Niepokoje wychowanka Torlessa” Musila, nowele Tomasza Manna i całą masę innych powieści z epoki. Lektura Kurkiewicza potwierdza, że mit o aseksualności szkół jednopłciowych pozostawał zawsze tylko pobożnym życzeniem.

Krakowski seksuolog tak wspomina wczesne zetknięcie się z omawianym zagadnieniem: „Ja jeszcze przed wstąpieniem do języcznej (gimnazyum) – a więc hola przed czasem, kiedy jeszcze ani śniłem o badaniu życia płciowego – miałem domowego nauczyciela, który przy nauce ustawicznie trzymał dwa palce średnie w otworze spodni, przez który wystawał konie zwisaka i był miętoszony nieznacznie”. Swą wyliczankę „grzeszków młodości” kończy podsumowaniem: Oto wiązanka zdarzeń, wywołująca chyba dreszcz przerażenia! W powiastkach takich ciekawi nas dalszy los odnośnych bohaterów względnie bohaterek: Upadek obyczajów, wyrzucenie z uczelni (szkoły), rozpróżniaczenie się, przesiąknięcie rozwiązłością płciową, wstąpienie do nierządni (bórdelu) [! - WJ], rozpicie się, włóczęgostwo, ba, nawet kradzież...” Rzecz jasna, sprawa nie dotyczyła wyłącznie uczelni męskich, przeciwnie, autor podkreśla z naciskiem, że „pod względem rozpowszechnienia się płciowego zgorszenia czy w mowie, czy w uczynkach, nie bywa zdaniem mojem, w uczelniach żeńskich lepiej niż w męskich”. Kurkiewicz uznawał w ogóle dziewczęta i kobiety, wbrew zresztą licznym autorytetom swojej epoki, (odmawiającym kobietom prawa do satysfakcji seksualnej i traktujących jej przejawy jako histerię bądź nimfomanię), za istoty znacznie mocniej pobudliwe erotycznie i bardziej perwersyjne od mężczyzn, o czym jeszcze wspomnimy. Wracając tymczasem do zasadniczego tematu, należałoby może zastanowić się, czy owo tak powszechne wg autora „samieństwo” (trzeba przyznać, całkiem ładne słówko!) nie dotyczyło wyłącznie zamkniętego kręgu jednopłciowych internatów i szkół? Uczony doktor miał i na to odpowiedź. Wśród licznych przejawów „dewiacji”, występujących u wiejskiego ludu, przytacza taki ciekawy przykład: „W przypadku mojego zbioru, posługiwał się młody parobczak przez przeciąg 2 lat, a co do częstości: raz w tygodniu, jazdą konno jako sposobem samiennym wywołującym szczytowanie – a wykonywanym tak, że: siedział na koniu na oklep (bez siodła) i brzuchem kładł się na koniu, a podrzucanie bierne w biegu, jako też pomocnicze własne ruchy przyprawiały go o szczytowanie; nauczył go tego drugi chłopak, zamiarowo (tendencyjnie) wyprawiający to, co wszystkim przechodniom mogło wydawać się tylko 'wydziwianiem śtuk', ale niczem płciowem”. Mieliśmy więc także swojego „Equusa”! Jaka szkoda, że dr Kurkiewicz nie stał się naszym Peterem Schafferem!

Warto chyba podkreślić, że „samieństwo” w dawniejszych epokach nie było specjalnie prześladowane ani uważane za rzecz niebezpieczną. Nawet w super represyjnym moralnie średniowieczu traktowano je jako swego rodzaju przypadłość głupiego wieku dziecięcego, która mija z czasem. Lekceważono więc raczej sprawę i karano ów „grzech” niezbyt surowo. Prawdziwą krucjatę przeciw onanii podjęto dopiero w wieku XIX, stuleciu zwycięskiego mieszczaństwa, które swój byt fundowało nie na rozrzutności, brawurze i fantazji, jak czyniła to wcześniej arystokracja, lecz na nieokazywaniu uczuć, oszczędności i wstrzemięźliwości. Wytoczono wówczas przeciw masturbacji najcięższe działa, naładowane pseudonaukowym materiałem. Dobrym tego przykładem jest broszura innego domorosłego seksuologa, dra M. Misiewicza „Samogwałt (onanizm) i jego skutki. Przewodnik dla młodzieży i rodziców” (Berlin 1906). Można w niej wyczytać, że uprawianie owego zgubnego „nałogu” przyczynia się do powstawania wszystkich możliwych chorób, kończy zaś niezawodnie suchotami, ogólnym wycieńczeniem organizmu, wyschnięciem stosu pacierzowego, nawet ślepotą. Rozpoznać onanistę można po trzęsących się dłoniach, niezbornych ruchach, błędnym, szklistym spojrzeniu, a nawet po „fałszywym, chytrym uśmieszku” (sic!). Większość tych objawów przypomina raczej schorzenia nabyte na tle nerwowym i trudno było ich nie nabyć, skoro się żyło w opresyjnej atmosferze mieszczańskiej pruderii i hipokryzji oraz wszczepianego przez zarówno katolicyzm jak i anglikański purytanizm poczucia winy, gdy wszelka przyjemność czerpana z (zwłaszcza pozamałżeńskiego) seksu traktowana była jako grzeszna, nieczysta i zła, której należało żałować i odpokutować... Równocześnie ten zakazany, kosztowany ukradkiem, często pokątnie, owoc stawał się najbardziej pożądany i kuszący, zamykając tym samym paranoiczny krąg społecznych obsesji i tabu, prowadzących niewątpliwie do rozmaitych nerwic i manii prześladowczych.

Jako środki zaradcze przeciw „nałogowi” proponowano przede wszystkim rodzicom, aby zaczaiwszy się w sypialni w odpowiednim momencie „szybko podnieśli kołdrę” i złapali tym samym delikwenta na gorącym uczynku. Należało następnie onanistę maksymalnie zawstydzić i zastraszyć. Inne, podobne „autorytety” proponowały – w przypadku nieskuteczności surowych pouczeń, a nawet bicia – polewanie zimną wodą, głodzenie, przywiązywanie na noc rąk dziecka do poręczy łóżka itp. Prym wiodła w tym względzie oczywiście wiktoriańska Anglia, gdzie pewien lekarz odradzał tak mężczyznom, jak i kobietom mycie genitaliów, gdyż mogłoby nasuwać „niecne” myśli, inny natomiast opatentował i wyprodukował rodzaj kagańca, który miano zakładać młodym chłopcom na noc w wiadome miejsce. Należy więc zauważyć, że Stanisław Kurkiewicz na takim tle wyrastał na „światłosza” (jak to sam określał), czyli oświeconego intelektualistę i choć niepokoiło go „zepsucie” młodzieży, nie zalecał bynajmniej represji ani prześladowań, lecz tylko lekką, nietłustą dietę, łagodną perswazję i wyładowanie nadmiaru energii w grach sportowych. Reklamował się wprawdzie, iż potrafi „wyleczyć z onanii”, jak i homoseksualizmu, który zgodnie z ówczesnymi poglądami uważał za dewiację i patologię psychiczną, jednakże w porównaniu z innymi „znawcami” z tej epoki był w sumie dość postępowy. Ciekawe, że głównymi winowajcami moralnego rozwydrzenia wśród chłopców nie byli, jego zdaniem, wyuzdani starsi koledzy, lecz prawdziwą odpowiedzialność ponosiły „rozwiązłe kobiety”.

Tak rzecz całą objaśniał: „Merdanka (penisatio), igranie ze zwisakiem – jest to uciecha pożądana przez wszystkie kobiety podczas krzątania się przedpłceniowego; jednakże dużo mężów zwykło nie pozwalać to sobie, względnie poczytywać to kobiecie za wielkie wyuzdanie. (…) I z tego to względu jest ze strony kobiet, względnie dziewcząt, łotrostwem dowiadywanie się członictwa płciowego (anatomii płciwa) na chłopaczku lub chłopcu. Dalej sposobności do napatrzenia się męskiemu płciwu szukają dziewczęta na miejscach rzecznej kąpieli mężczyzn. Znam wypadki, że nawet starsze uczennice szkół średnich wybierały się na naukę 'na świeżem powietrzu' poza miasto, gdzie kąpali się wojacy; dziewczęta w odległości na rzut kamienia, a nawet kilkunastu kroków, przechadzały się z książką przed oczyma – ale bokami chciwie pozierały”. Trzeba westchnąć ze współczuciem: biedne dziewczyny! Zupełnie niedawno słyszałem pewnego mądralę, który z absolutnym przekonaniem dowodził, iż bodźce wzrokowe zupełnie nie działają na kobietę, dlatego też zjawisko pornografii dotyczy wyłącznie mężczyzn. Zastanawiające, że tym podobne banialuki pokutują wciąż w naszych czasach, jakby nic się w tym względzie nie zmieniło od czasów Dulskich. W każdej epoce znajdą się konserwatywni moraliści, amatorzy zawracania Wisły kijem (?) i wkładania... czegoś w szprychy koła Historii. Nie brak ich u nas i dzisiaj.

Na punkcie deprawowania chłopców przez starsze kobiety poczciwy Kurkiewicz miał prawdziwą manię. Pisał dalej: „Upodobanie w igraniu ze zwisakiem chłopaczka lub chłopca jest tak powszechnem u kobiet i nawet najskromniejszych dziewic [sic! - WJ], że która nie ma na swojem sumieniu lub na pamięci swojej przeszłości, względnie mężczyzna mogacy mnie zapewnić, że w jego dzieciństwie nikt z kobiet nie igrał z jego płciwem, tacy jedna i drugi zechcą się do mnie zgłaszać. (…) Nawyknąwszy do merdanki na maluchnych chłopczykach zdolnieje kobieta do cudzenia (popełniania cudzin, samiarstwa) na młodzieży starszej. W przypadku mojego zbioru, 'pani majstrowa', kobieta młoda, popełniała na każdym uczniu (terminatorze) cudziny – przyczem kazała mu aby ją czesał [praktyczna kobieta łączyła więc przyjemne z pożytecznym – WJ]. Jeden młodzieniec za drugim tak tam 'terminowali' – i wyuczeni samieństwa, nie omieszkali pokazywać tego rówieśnikom lub młodszym, jacy tylko pod ręce [sic! - WJ] im się nawinęli”. Nieoszacowany Kurkiewicz wyjaśnia przyczyny owych kobiecych zachowań następująco: „Pobudką do takiego bezecnego kalania szaty niewinności młodzianka [jak widzimy, przekonanie o przyrodzonej niewinności młodzika, nie stało w umyśle autora w żadnej sprzeczności z rewelacjami na temat męskich gimnazjów – WJ] bywa najczęściej to upewnienie się, że z płcenia takiego zapłodnienie nastąpić nie może. Zaś u obyczajnościowo (moralnościowo) zwyrodniałych ladacznic bodźcem do takiego strasznego gorszenia młodzianka jest iście czarcia (szatańska) chytrość: być pierwszą, która dała spróbować owocu z zakazanego drzewa; pewna młoda modelka, uwiódłszy 14-letnie chłopię, z błyszczącym okiem rozgłaszała o tym łupie w przybytku sztuk pięknych”. Tyle na temat deprawacji nieletnich, będącej rzekomo wynalazkiem naszych czasów. Zagrożenia stąd płynące tak autor charakteryzował: „Im wcześniej damy mężczyźnie – choćby dopiero w króciuchnych spodeńkach chodzącemu – posmakować u kobiety czegoś płciowego, tem wcześniej budzimy śpiącego lwa. Taki mężczyzna będzie potem w życiu tem wyuzdańszy i zuchwalszy...”

Prawdziwa zgroza! Idąc za radą dobrego doktora, wystrzegajmy się wyzwolonych erotycznie kobiet, albowiem jak ostrzegał: „ile zaś chłopiąt zniszczeje doszczętnie lub raz na zawsze scharłaczeje przez kobiece wybryki z nimi – to samemu Bogu wiadomem!” Nie upadajmy jednak na duchu. Jak nas zapewniają współcześni profesorowie Pimkowie: „młodzież męska ciągle niewinna jest” i na pewno nie ulegnie zepsuciu w czasach odnowy moralnej. Chyba że kolejny dr Kurkiewicz otworzy następną puszkę Pandory i zrobi się wielki skandal. Obawiam się jednak, że niewiele to zmieni, bastiony dulszczyzny są bowiem w naszym kraju wciąż niewzruszone.
OCEŃ ARTYKUŁ
Podoba mi się (83)
mmj 1111 jaggemist -m-r- vkakan jozy kam_i nayo-nayomi harkness adamskaxx
Nie podoba mi się (0)
Komentarze (7)
HEJT STOP!Zapoznaj się z warunkami dodawania komentarzy
Komentuj
Moja ikona
Dodaj komentarz
Komentarz od osoby niezalogowanej pojawi się po akceptacji moderatora.
Dozwolone znaczniki (BBCode):
[b], [i], [u], [url], [url=], [mail], [mail=], [color=], [code], [quote]
Ikona
30.12.2015 0:43 VU2X7IfV
tak naprawdę to przecież większość polacstwa to takie dulskie chłopki...na paradach i fb jedynie szukać tych, co nie kryją się tym jedynie pod pierzyną
cytuj zgłoś 0 0
Waldemar
28.12.2015 11:07 Waldemar dodane przez Facebooka
O matko, to ja wprost nietkniętym dziewiczem byłem...
cytuj zgłoś 0 0
Ikona
28.12.2015 9:53 Dundee
Witajcie :-) Naprawdę super artykuł i świetna lektura !! Moim zdaniem pan Witold jest jednym z najwspanialszych felietonistów na naszym portalu. Pisuje niezbyt często, jednak prawie zawsze jest to fascynująca i niebanalna lektura, która zachęca nas do refleksji i zadumy nad naszym życiem oraz otaczającym nas światem. Niesamowite, jak wyglądało codzienne życie w naszym kraju w dawnych czasach, no i do tego to ze wszech miar cudaczne słownictwo. Naprawdę piękne, aż łezka się w oku kręci :-) Wspaniałe źródło informacji na temat tamtej minionej epoki oraz panującego w niej obyczajowego klimatu !!

@ zewsząd i znikąd : "kurkiewy" to pojęcie spopularyzowane przez legendarnego Boya-Żeleńskiego, który poświęcił im cały cykl swoich felietonów. To on szczęśliwie ocalił od zapomnienia legendarnego pioniera polskiej medycyny seksualnej i zrobił to z właściwym sobie humorem. "Kurkiewy" były w tamtym czasie prawdziwym wydarzeniem, które elektryzowało i emocjonowało ogromną część polskiego społeczeństwa. Natomiast to, o co pytasz : "kurkiewy" to po prostu przekrój rozmaitych czynności seksualnych, które nasz niestrudzony badacz nazwał inspirując się swoim nazwiskiem. Co ciekawe, doktor Kurkiewicz wyszczególnił "kurkiewy" zarówno duże, jak i te mniejsze. Niestety, więcej szczegółów na ten temat nie udało mi się odnaleźć. Niesamowite i jak bardzo rozkoszne to wszystko, naprawdę :-)

Serdecznie pozdrawiam, pogodnego, spokojnego i miłego dnia ♥
cytuj zgłoś 0 0
Ikona
28.12.2015 2:36 Nieetyczna
Świetna lektura! Wciągnęła mnie po całości.
Można powiedzieć, że czytałam z uśmiechem, a czasem nawet się śmiałam czytając. Jeśli chodzi o łóżkowe sprawy, to ja osobiście do super niegrzecznych nie należę. Tak jak u Pani niżej, we mnie również nie ma jakoś krzty entuzjazmu na tle seksu.
Osobiście jestem skłonna do takich aktów tylko i wyłącznie ze stałą partnerką, nic innego nie wchodzi w grę. :D
W każdym razie, propsuję ten artykuł bez dwóch zdań, fajnie było poznać nowe, ciekawe słownictwo i historie o dziurawych kieszeniach u spodni, haha. Więcej takich! Daje do myślenia.
cytuj zgłoś 2 0
zewszad_i_znikad
27.12.2015 10:57 zewszad_i_znikad (44) Warszawa
Bardzo ciekawy artykuł, choć sama po prostu nie podzielam entuzjazmu wobec seksu. Natomiast jeśli chodzi o Kurkiewicza: felietony Boya na jego temat dobrze znam, ale do dziś nie wiem, CO takiego właściwie Kurkiewicz określał słynnym mianem kurkiewów... Jeżeli ktoś wie - może autor? - z góry dziękuję za odpowiedź.
cytuj zgłoś 0 0
lelitapetit
24.12.2015 16:36 littleprince (34) Poznań
super artykuł !!
cytuj zgłoś 3 0
reqin
22.12.2015 23:44 reqin
Tyle wysiłku, żeby dowiedzieć się kto, co robi pod kołdrą.
Jak to pies ogrodnika - sam nie zje a i drugiemu nie ... pozwoli.
cytuj zgłoś 2 0
Witold Jabłoński
Autor
Witold Jabłoński
Pisarz, dziennikarz, redaktor
Ukończył filologię polską na Uniwersytecie Łódzkim. Dwa następne lata był sekretarzem Jerzego Andrzejewskiego. Pracował w Domu Teatru Łódzkiego Domu Kultury (1983/84), Teatrze Nowym, Wydawnictwie Łódzkim, a w 1988 roku ukazała się jego debiutancka powieść, „Gorące uczynki”. W latach 1991/1995 utrzymywał się wyłącznie z pisania: tworzył wówczas serie popularnych biografii, pastisze powieści egzotycznych (wspólnie z Maciejem Świerkockim) i pastisz dalszego ciągu Trędowatej. Był pracownikiem "Gazety Wyborczej - Łódzkiej" i redaktorem prowadzącym dodatek Tygodnik Kulturalny "Verte”. Publikuje również eseje filmowe w miesięczniku "Kino". Był dyrektorem Wydziału Kultury i Sztuki Urzędu Miasta Łodzi, a od marca 1999 r. dyrektorem Śródmiejskiego Forum Kultury. Autor m.in. cyklu „Gwiazda Wenus, Gwiazda Lucyfer”, horroru fantastycznego „Dzieci Nocy” oraz „Kochanka Czerwonej Gwiazdy”.
TAGIWięcej
dulszczyzna Historia historia obyczajowości homoseksualizm Kraków Młoda Polska onanizm Polska Seksualność w Krakowie na początku XX wieku seksuologia Społeczeństwo Stanisław Kurkiewicz Tadeusz Boy-Żeleński Witold Jabłoński
Powiązane
Obraz Czwartek, 24.03.2022 Z archiwum Queer: Czy król Polski mógł być gejem? Obraz Wtorek, 03.11.2020 Jerzy Nieszczęśliwy. Historia milionera, który szukał miłości, sprawdzając kurs dolara Obraz Czwartek, 04.08.2016 Akcja "Hiacynt" - mamy kolejne dowody! Obraz Środa, 03.06.2015 30 lat historii gej i les w Polsce Obraz Czwartek, 09.04.2015 Życia Równoległe w krakowskim Teatrze Nowym
Inne tematy
Prezydent Nawrocki zapowiada weto ws. ustawy o statusie osoby najbliższej. Będzie projekt prezydencki? Czwartek, 28.05.2026 Prezydent Nawrocki zapowiada weto ws. ustawy o statusie osoby najbliższej. Będzie projekt prezydencki?
Transkrypcja małżeństw jednopłciowych: była radość - są problemy, niepewność i rozczarowanie Wtorek, 26.05.2026 Transkrypcja małżeństw jednopłciowych: była radość - są problemy, niepewność i rozczarowanie
Eurowizja 2026: Finlandia faworytem bukmacherów. Jakie szanse ma Polska? Piątek, 15.05.2026 Eurowizja 2026: Finlandia faworytem bukmacherów. Jakie szanse ma Polska?
Kontakt Reklama Regulamin
Social media
Polub na Facebooku Obserwuj na Twitterze Instagram WhatsApp
© 1996-2026 Queermedia.pl, ISSN 2299-9019 Polityka prywatnościUstawienia prywatnościPrzerwij abonamentOdstąpienie od umowy







🌈
Odkryj więcej na Queer.pl
Zalogowani użytkownicy mogą oglądać zdjęcia innych osób, zakładać profile, komentować artykuły i oceniać filmy.
Dołącz do nas Zaloguj się