Przed nami finał jubileuszowej edycji Konkursu Piosenki Eurowizji, w którym wystąpi 27 reprezentacji z całej Europy oraz (gościnnie) Australii. Wszyscy ci, którzy po ubiegłorocznym zwycięstwie Conchity Wurst spodziewali się, że będzie to najbardziej queerowa edycja Eurowizji od wielu lat, mogą czuć się nieco zawiedzeni.
Konkurs bardzo małymi krokami odchodzi od tego, z czym zawsze był kojarzony – kolorowych strojów, rozbudowanych choreografii, efektów pirotechnicznych i kompozycji utrzymanych w niezbyt ambitnym stylu dance. W tym roku całość mogłaby być dość statyczna i nudna dla przeciętnego widza, ale organizatorzy zadbali o kolorową (czasami za bardzo) oprawę nawet najbardziej smutnych piosenek.
Tegoroczni uczestnicy próbują z lepszym lub gorszym rezultatem zdobyć uznanie publiczności, skupiając jej uwagę raczej na wykonaniu, skromnej prezentacji i globalnym przesłaniu. Choć nadal większość śpiewa o miłości (szczęśliwej bądź nie), to tematyka wydaje się być różnorodna: od wojen i jej skutków (Węgry, Francja), przez feminizm (Gruzja), aż po eurosieroty zmagające się z samotnością po emigracji rodziców (Rumunia).
Z pewną misją na Eurowizję pojechała również Monika Kuszyńska, która w swojej piosence bezpośrednio nawiązuje do hasła tegorocznej edycji (budowanie mostów – w tym przypadku między światem osób niepełnosprawnych i pełnosprawnych). Jak stwierdziła w jednym z wywiadów, swój cel już osiągnęła, dlatego też bez względu na sobotni wynik czuje się zwyciężczynią. Podziękowała również organizatorom za bardzo dobre dostosowanie wszystkich obiektów eurowizyjnych do potrzeb osób poruszających się na wózku inwalidzkim.
Zaraz… ale
gdzie ten cały queer, skoro Eurowizja to największe gejowskie święto Europy? Niestety, głównie za kulisami. Podczas prezentacji na żywo jedynie dwa wątki dotyczyły bezpośrednio praw osób LGBTQ. Wtorkowy występ Rosjanki realizatorzy urozmaicili wyraźnymi ujęciami na tęczowe flagi, zaś wczoraj dość niespodziewanie w kulminacyjnym momencie litewskiego show na scenie pocałowały się trzy pary, w tym dwie jednopłciowe. Zapytany o ten fakt reprezentant Litwy, Vaidas Baumila, potwierdził, że nie był to tylko element show, ale również forma zademonstrowania równych praw dla wszystkich. W sytuacji podbramkowej podczas wtorkowej konferencji została z kolei postawiona Polina Gagarina z Rosji. Turecki dziennikarz zapytał ją, dlaczego ciągle nie ma na swoim koncie piosenki nawiązującej do praw LGBTQ, która być może zmieniłaby coś w jej rodzimym kraju. Początkowo zmieszana artystka zaczęła tłumaczyć, że wszyscy mówimy językiem miłości, bez względu na to, kim jesteśmy, a budowanie mostów jest kwestią chwili, o czym sama przekonała się w trakcie występu, gdy publika bardzo gorąco ją dopingowała. Trudno ocenić, czy dziennikarz był usatysfakcjonowany uzyskaną odpowiedzią.
Trzeba przyznać, że tegoroczna Eurowizja jest mniej queerowa niż poprzednie, jednak wartym odnotowania jest fakt pojawienia się innych wątków związanych z aktywizmem społecznym, co bardzo dobrze wpisuje się w ideę hasła przewodniego zainspirowanego zwycięstwem Conchity Wurst. Czy podobnie do roku ubiegłego wygra utwór, za którym idzie pewna misja? Przekonamy się już dziś.
ZOBACZ TEŻ:Eurowizja dla LGBT, LGBT dla EurowizjiCzy Eurowizją rządzi homolobby?
tam nigdy nie ma sprawiedliwego głosowania. wystarczy porównać zwycięzcę z 1994 roku do Edyty G. która zajęła drugie miejsce. i tak przez większość (jak nie wszystkie lata) wygrywa ktoś całkiem z doopy :'/
FTFY
Figlid:
To miłe, że na reprezentantkę Polski narzekają... Polacy. Nie dziwie się, że nic nie można tu osiągnąć, skoro od razu na wstępie wszyscy Cię krytykują.
Dzięki głosom z Polonii? ;)
Przecież szwedzka piosenka była bardzo żywa, tak samo jak rok temu, dwa lata temu... Szwedzkie "hity" jak co roku pasują do Eurowizji, tylko, że robi się to już trochę nudne. Tak, jak zostało wspomniane wcześniej, takich piosenek można codziennie nasłuchać się w radiu. Były piosenki oryginalniejsze, mniej przypominające hity MTV.
Chciałem z ciekawości, aby wygrała Rosja. Co by wtedy zrobili. Taka tolerancyjna impreza w takim kraju. Znowu Conchita jako reprezentant Austri?
I tak najwiekszą gwiazdą był Orzech.
Jeśli mam być szczery to od strony artystycznej uważam, że najlepszą piosenką była ta z Łotwy ale to jest tylko moja opinia.Sam utwór był ciekawy a i wykonawczyni stojąca tam w tej czerwieni niczym jakieś egzotyczne bóstwo zrobiła na mnie wielkie wrażenie.Piosenka rosyjska to była typowa eurowizja z lat dziewięćdziesiątych natomiast to co zaprezentował Szwed można zobaczyć i usłyszeć codziennie oglądając tv czy słuchając radia.Podkreślam raz jeszcze to jest moja opinia a że jestem prawnikiem a nie muzykiem racji mieć nie muszę. :)
W kwestii dotyczącej przekazu płynącego z utworu zaprezentowanego przez Gagarinę.Parę dni temu napisałem post pod artykułem dotyczącym stricte występu Gagariny gdzie dałem jasno wyraz temu co myślę o języku miłości stosowanym przez Rosję.
No i na koniec o samej Rosjance, tu jest najwięcej kontrowersji.Pozwolę sobie porównać reakcje na pytania o LGBT dwóch artystek , Moniki Kuszyńskiej i Poliny Gagariny.Dlaczego takie zestawienie?Dlatego, że zarówno Polska jak i Rosja są na zachodzie postrzegane jako kraje zacofane, nietolerancyjne i homofobiczne.I tak Monika Kuszyńska w wywiadzie udzielonym dla Gay Star News mówi " kim ja jestem żeby dyktować komuś jak ma żyć".Przekaz jest jasny i czytelny.Kuszyńska nie ma problemu z taką odpowiedzią, słowa te wypowiada łatwo i bez wielkiego zastanowienia.Monika nie liczy się z tym, że po takiej wypowiedzi po powrocie do Polski czeka ją zepchnięcie na margines, ostracyzm ze strony branży rozrywkowej czyli zawodowy niebyt. Polka nie musi się takimi rzeczami przejmować, jej one nie dotyczą.W sytuacji zgoła odmiennej jest Rosjanka, dlatego Gagarina pytana o LGBT kluczy, reaguje emocjonalnie w końcu dyplomatycznie wykręca się sianem.Ja z doświadczenia zawodowego wiem, że gdy ludzie udzielają wymijających odpowiedzi to przeważnie postępują tak powodowani strachem.Wiem co się dzieje w Rosji i taka a nie inna reakcja Gagariny nie budzi mojego zdziwienia. Przecież gdyby była uprzedzona w stosunku do LGBT mogła udzielić odpowiedzi typu "nie akceptuję homoseksualizmu bo jest on sprzeczny z moim światopoglądem".Po takich słowach konkurs miałaby z głowy plus gwizdy i buczenie podczas finałowego występu.Przykra sprawa ale eurowizja to tylko epizod w jej karierze.Po powrocie do Rosji byłaby gwiazdą ba bohaterką nawet.Mateczka Rosja potrafi zadbać o swoje wierne dzieci.Czemu więc Polina Gagarina nie wykorzystała okazji na wieczną sławę i uwielbienie?
piosenka smętna, smutna, dobijająca...Litewska była wesoła, radosna, szczęśliwa. Ludzie jednak w większości są zboczonymi masochistami...
Putin jej "kazał" to robi co on chce :D