Dokładnie 11 lat temu, 7 maja 2004 roku, ulicami Krakowa przeszedł pierwszy Marsz Tolerancji, który od 2010 roku nazywa się Marszem Równości. Zapraszamy na sentymentalną podróż (obrazkową) w tamte czasy i czekamy na Wasze wrażenia, wspomnienia, zdjęcia. I przypominamy, że tegoroczny Marsz już 16 maja o godz. 12.00!
Jeżeli uczestniczyliście w którymś z krakowskich (i nie tylko) Marszy Równości - podzielcie się wspomnieniami! Może odnajdujecie się na naszych zdjęciach? Może macie swoje w archiwach, którymi chcecie się pochwalić? Komentujcie i piszcie na redakcja[at]queer.pl!
Pierwszy Marsz Tolerancji odbył się 7 maja 2004 roku. Oprócz samego marszu w ramach festiwalu miała miejsce konferencja naukowa zorganizowana przy współpracy Instytutu Socjologii Uniwersytetu Jagiellońskiego, wizyta w Państwowym Muzeum Auschwitz-Birkenau i złożenie tam hołdu homoseksualistom - ofiarom nazizmu, a także pokazy filmów LGBT. Na kilka tygodni przed rozpoczęciem, festiwalem zainteresowały się media. Niektóre prawicowe i ultrakonserwatywne organizacje usiłowały wywrzeć nacisk na rektora Uniwersytetu Jagiellońskiego a także na władze Krakowa w celu niedopuszczenia do planowanych wydarzeń, a zwłaszcza do Marszu Tolerancji. Sprawa stała się głośna nie tylko w Krakowie i w całej Polsce. W kraju rozgorzała dyskusja na temat sytuacji osób LGBT, ich miejsca w społeczeństwie oraz ich prawa do korzystania z przestrzeni publicznej. W samym marszu, który odbywał się pod hasłem
"Zobaczcie nas", wzięło według szacunku policji ok. 1200 osób.
W 2006 i 2007 roku w Marszu Tolerancji udział wzięło już ponad 2000 osób, liczne były też grupy pseudokibiców i skinheadów, którzy próbowali zakłócić wydarzenia i starli się z policją.
W 2008 roku
w Marszu udział wzięło ok. 1000 osób, a rok później Marsz wyglądał tak:

W 2010 roku Marsz Tolerancji zmienił nazwę na Marsz Równości. "Zmiana wynika z chęci podkreślenia przez nas równości jako celu dążeń ruchu LGBTQ w Polsce" - tłumaczyli organizatorzy.


W 2011 głośno było o
ataku na uczestników Marszu Równości, do którego doszło po wydarzeniu - jedna osoba została pobita.

Bo ludzie się boją, nigdy nie przewidzi się czy będzie atak, czy nie. Cenimy bezpieczeństwo i chcemy spokojnego życia, a co za tym idzie, mimo potrzeby równości, nie chcemy się narażać.
Wielu odnosi wrażenie, że skoro już się o tym mówi, działa, to aktywiście zrobią wszystko za nas. Zapominamy, że to my kreujemy rzeczywistość i nikt tego nie zrobi za nas.
Wielu młodych boi się, że ktoś ich dostrzeże w mediach, wiadomość trafi do rodziny, pracy czy na uczelnie i dopóki nie są niezależni nie chcą, by tak się stało, by stracić wsparcie finansowe, kontakty z rodziną czy spotkać się z nieprzychylnością środowiska.