"W jego oczach" od piątku w kinach
„W jego oczach” pod pewnymi względami przypomina „Chce się żyć” Macieja Pieprzycy. Debiutant, Daniel Ribeiro z sukcesem omija niebezpieczeństwa tematyki filmu poruszającego problem niepełnosprawności. Zamiast emocjonalnego szantażu na widzach, pokazuje prostą historię odrobinę niekonwencjonalnej miłości.
- Łukasz Maciejewski -
Historia powstania filmu przypomina casus „Galerianek” Kasi Rosłaniec. Najpierw Ribeiro nakręcił krótki metraż na ten sam temat i z tymi samymi aktorami - „Eu Năo Quero Voltar Sozinho”, „W jego oczach” jest twórczym rozwinięciem tamtego tytułu. To w zasadzie kino młodzieżowe, kolejna historia hłaskowskiego „pierwszego kroku w chmurach”. Leonardo (Ghilherme Lobo) różni jedynie to że jest niewidomy. Nie robi z tego wielkiego problemu, nie zna zresztą innego życia. Chodzi do klasy integracyjnej, styka się z różnymi nieprzyjemnościami ze strony rówieśników, ale na pewno nie w wersji ekstremalnej. Na szczęście ma również przyjaciółkę, taką na dobre i złe, wspaniałą, oddaną mu Giovannę (Tess Amorim). Zarówno on jak i Giovanna są zaprzeczeniem większości ekstrawaganckich i hałaśliwych typów młodzieżowego kina głównego nurtu. Ribeiro z wdziękiem powtarza sceny w których oboje wędrują razem przez miasto. Rozmawiają, śmieją się, obgadują rodziców. Beztroska młodość jest wspólna, niezależnie od różnicujących bohaterów blokad biologicznych. W przypadku Giovanny i Leonarda to od początku relacja braterska, siostrzana, nie uczuciowa. Nigdy nie będą parą, chociaż jeszcze nie do końca mają tego świadomość. Nie potrafią zdefiniować, co się z nimi dzieje naprawdę, co czują. Leonardo szuka siebie po omacku, niekoniecznie dlatego że jest niewidomy. Czuje że znalazł się jednak trochę w niewłaściwym miejscu, musi poszukać czegoś nowego, buntuje się przeciwko odkrytemu homoseksualizmowi, utrata wzroku i odrębność gejowska to w jego małym środowisku zbyt wiele. Dlatego chciałby ruszyć dalej, wyjechać z miasta, być może odkryć świat w którym jego minusy okazałaby się neutralne, lub stały plusami. Ogłasza rodzicom że planuje na rok zmienić szkołę, chciałby zacząć żyć samodzielnie. Ciągnie go w nieznane. Brak wzorku nie może być przeszkodą.
To wszystko jednak kwestia przyszłości. Do końca roku szkolnego zostało jeszcze kilka miesięcy. Giovanna wciąż trzyma Leonarda mocno za ramię, odprowadza pod dom, mruga doń okiem. Chociaż to tylko przyjaźń, jest piękna. Kiedy do klasy trafi nowy uczeń, przystojny Gabriel (Fabio Audi), początkowo oboje potraktują go jako nowego kumpla, tak po prostu. Gabriel na szczęście jest inny od większości ordynarnych kolegów Leonarda. Spokojny, zrównoważony, przyjacielski - ślepota nowego kumpla nie stanowi dlań problemu. Z wolna się zaprzyjaźniają.
Ribeiro nie każe nastoletnim bohaterom filmu udawać dorosłych, ich reakcje są bezpretensjonalne, zahaczają o infantylizm. Takie są prawa młodości. Oczywiście, to tylko rodzaj optymistycznej bajki z happy endem. Możliwy, ale zapewne bardzo rzadki. Prawdziwe spotkanie z osobą niepełnosprawną wymaga oderwania się od przyzwyczajeń kulturowych i podjęcia wysiłku przetłumaczenia ich w kodzie alternatywnym, zrozumiałym dla jednej i drugiej strony. Ribeiro słusznie pokazuje, że akceptacja na odległość to dzisiaj za mało. W Stanach Zjednoczonych powstał niegdyś termin disabled people, który świat przejął na określenie niepełnosprawnych. Dzisiaj Ameryka zastępuje je słowem different able - uzdolnionych inaczej. Za zmianą terminologii, poza racjami humanitarnymi, kryje się intuicja społeczna, negująca obowiązujący do niedawna wzorzec człowieka sukcesu, i, jako równych rangą społeczną, obejmująca wszystkich słabszych, niedopasowanych, innych.
Ribeiro w celu uzyskania efektu jednoznacznej empatii pod adresem bohatera zbyt łatwo kontruje predylekcje chłopców i ich towarzystwa. Skoro Gabriel słucha głównie starego rocka, Leonardo koniecznie musi być fanem klasyki - Schubert, Arvo Part, Bach. Dalej, nastolatka starająca się o względy Gabriela to oczywiście skończona blond kretynka, a rodzice Leonarda są typowymi figurami nadopiekuńczej klasy średniej, stereotypowa jest również wyrozumiała babcia, której Leonardo może zwierzyć się z większości sekretów. To ewidentne minusy filmu, niemniej Daniel Ribeiro nawet do tak schematycznej struktury potrafi wnieść ogromny autentyzm i energię, również za sprawą świetnie dysponowanych młodych aktorów. Wspaniale została na przykład oddana przemiana w relacji Leonarda i Gabriela. W pewnym momencie okazuje się, że obaj są równie zagubieni, zaskoczeni wzajemnym uczuciem i jednocześnie nim uszczęśliwieni. Rozpoczyna się kolejna fotogeniczna pocztówka filmowa z „wiosennej bujności traw”. Oczy Leonarda nie widzą niczego, ale zauważają bardzo wiele. Rozczarowanie wypisane na twarzy Giovanny, jej mniej lub bardziej uzasadnione pretensje kiedy nieoczekiwanie zostaje zepchnięta na boczny tor zainteresowania, ale i zaczerwienione policzki Gabriela, nieśmiały uśmiech chłopca - to wszystko tworzy najczulszą tkankę filmu.
Dla Gabriela ślepota Leonarda nie jest żadnym skandalem. To rodzaj daru, wyróżnienia. Chcą patrzeć teraz w jednym kierunku, widzieć wspólnym wzrokiem. Małe i wielkie litery zdarzeń, nieskończony rejestr dobrych spotkań czy telefonów, wspólna wyprawa rowerem za miasto towarzyszą odświętności okresu pierwszego młodzieńczego zakochania. Ten czas już na zawsze dla Gabriela i Leonarda będzie odniesieniem, wspomnieniem być może jedynego takiego spełnienia w całym życiu - jak echo po raz pierwszy usłyszanego dzwonka z ogrodu w Combray, które dla Marcela Prousta, w „Czasie odnalezionym” stało się datą wewnętrzną: „punktem wyjścia w bezmiarach”.
„W jego oczach" (Hoje eu quero voltar sozinho), reż. Daniel Ribeiro, Brazylia 2014, obsada: Ghilherme Lobo, Fabio Audi, Tess Amorim, Lúcia Romano, Eucir de Souza. Dystrybucja w Polsce: Tongariro Releasing.
W polskich kinach już od piątku!
Portal Queer.pl objął film swoim patronatem.
Świetny, lekki, przyjemny film.
Bije samo ciepło od tego filmu, w końcu dostaliśmy wesoły film LGBT!