Jeszcze w tym roku, w wydawnictwie PWN zostanie opublikowana w polskim przekładzie książka
Społeczna konstrukcja seksualności prof. Stevena Seidmana. Ten amerykański socjolog w niezwykle komunikatywny sposób opisuje historię przemian seksualności w kontekście społecznym, prawnym i kulturowym w XX wieku. W książce opisane zostały problemy mniejszościowych ruchów społecznych zmagających się z brakiem akceptacji, nierównością i dyskryminacją wobec przejawów odmienności seksualnej. I choć poznajemy dzięki tej publikacji rzeczywistość przede wszystkim Stanów Zjednoczonych Ameryki Północnej, to niewątpliwie możemy też odnaleźć treści korespondujące z innymi zachodnimi krajami, w tym Polską. Seidman pisze o
istniejącym w każdym społeczeństwie systemie stratyfikacji seksualnej. O tym, że pewne pragnienia i zachowania seksualne są pozytywnie wartościowane, respektowane i wspierane przez prawo, zwyczaj i instytucje, podczas gdy inne są piętnowane, kryminalizowane i karane. Tworzenie i kontestowanie tych hierarchii jest działaniem politycznym. To odkrycie nie tylko Seidmana, ale także wybitnego historyka systemów myślenia Michela Foucault, czy Gayle Rubin, autorki tekstu „Rozmyślając o seksie. Zapiski w sprawie teorii radykalnej polityki seksualności” . Czytając Foucaulta, Rubin, czy Seidmana odkrywamy właśnie, że
w dyskusji „o seksualności” nie chodzi jedynie o prawne zapisy umożliwiające np. rejestrację związków jednopłciowych (czego roli i potrzeby kwestionować nie zamierzam), ale o zmianę w postrzeganiu szerokiego spektrum seksualnych pożądań. A także, co być może jeszcze trudniejsze do zrozumienia, całego zakresu ekspresji płciowych, w tym tych związanych z przekraczaniem płci, np. transseksualności.
Ktoś może zapytać,
co ma wspólnego z polityką Marsz Równości i towarzyszące mu spotkania w Krakowie? Otóż ma. W Polsce większość polityków i polityczek opiera znaczną cześć swojego programu politycznego na wzbudzaniu
paniki seksualnej, tzn. lęku przed odmiennością płciową i seksualną. Przedstawiciele dominującego związku wyznaniowego próbują narzucić rozumienie pojęcia moralności seksualnej w oparciu o abstrakcyjne definicje „prawa naturalnego”. Trzeba wskazywać, że władza przez nich sprawowana nie może opierać się na przekazywaniu opinii nie mających żadnego związku z rzeczywistością, badaniami naukowymi i szacunkiem dla drugiego człowieka. Segregacja seksualna, niczym nie różniąca się w wielu miejscach i relacjach społecznych od segregacji rasowej, może być przedmiotem krytyki i sprzeciwu.
Polityka ruchu LGBT powinna być skoncentrowana na działaniach na rzecz zmiany. Sprzyja temu zwłaszcza polityka, która spogląda na relacje społeczne z punktu widzenia zróżnicowania seksualnego, statusu ekonomicznego, niepełnosprawności, czy przynależności narodowej. Dyskryminacja i marginalizacja nie może być postrzegana jako norma. Norma często konstruująca nasze relacje, determinująca nasze wybory życiowe, wyznaczająca możliwości po które możemy sięgać w zależności od tego, jak pokorni wobec niej jesteśmy. Heterosekualność jest czymś więcej, niż orienŹtacją seksualną lub typem zachowań seksualnych: jest instytucją, która organizuje życie społeczeństwa. Zmarła kilka dni temu amerykańska pisarka i poetka feministyczna,
Adrienne Rich, opisała w 1980 roku termin
przymusowa heteroseksualność, by pokazać polityczny mechanizm działania tej zasady m.in. dla kobiecych wyborów życiowych – a ściślej ich braku możliwości realizacji. Problem w tym, że o śmierci i dokonaniach Rich poinformowały szeroko ważne amerykańskie, czy francuskie serwisy informacyjne (wcale nie LGBT!), ale nie polskie…
Można by przypuszczać, że krakowski festiwal Queerowy Maj i towarzyszący mu Marsz Równości organizować jest łatwo. Mamy kilka klubów i całkiem sporo miejsc związanych z różnymi mniejszościami. Kraków to duże miasto. Niektórzy twierdzą nawet, że Kazimierz to ostatnio dzielnica „gejowska”. Jest co najmniej kilkanaście formalnych lub nieformalnych grup tworzących różnorodne inicjatywy o profilu feministycznym, queerowym, anarchistycznym, czy kontrkulturowym po prostu. Na „tęczowy” marsz powinno przyjść zatem dużo ludzi. I przychodzi około tysiąca – dużo, bo więcej w Polsce idzie tylko w Paradzie warszawskiej. Zorganizować też można całkiem spore grono osób bezinteresownie włączających się w przygotowanie oryginalnych i bezkosztowych debat, pokazów filmowych, warsztatów czy imprez rozrywkowych, promocję, zdobywanie kontaktów, inicjowanie zebrań, przygotowanie dokumentów, listów, faktur, manifestu, plakatu i wielu innych drobnych zadań, na które przecież trzeba znaleźć czas. To wszystko składa się na typowe działanie oddolne, a zarazem polityczne. Polityczne, choć bez udziału partii politycznych, instytucji państwowych i samorządowych, korporacji, czy reklamy. Bez nich, nie tylko dlatego, że to nie ich interesy tutaj mają być widoczne, ale przede wszystkim dlatego, że oni po prostu – przynajmniej na razie - nie chcą.
Ale festiwal ten i towarzyszący mu Marsz organizować jest trudno. Trudno właśnie dlatego, że zdecydowana większość instytucji (także pozarządowych) i osób prywatnych, których współpraca mogłaby pokazać naprawdę szeroki front postaw równościowych nie ma ochoty kojarzyć się z gejami, lesbijkami, feministkami, osobami queer, racjonalistami, pacyfistami, a kto wie czy nie - o zgrozo! - przeciwnikami kapitalizmu.
Problem tkwi także w zaangażowaniu społeczności LGBT. Jak można zareagować na pogląd, iż ktoś pójdzie na marsz, „gdy będzie na nim tak, jak na paradzie w Paryżu”? Otóż będzie na nim „tak jak w Paryżu”, jeśli zaczniemy naprawdę tłumnie na krakowski marsz chodzić! Trudno również dlatego, że nadal w zakresie praw człowieka i możliwości działania na ich rzecz zrobiono w Polsce zdecydowanie za mało. Od zagwarantowania podstawowych praw i wolności obywatelskich po przemianach 1989 roku zmieniło się niewiele. Mamy nieskutecznie działające i w zasadzie tylko w stolicy instytucje publiczne, takie jak Rzecznik Praw Obywatelskich; minimalnie dostosowane do innych krajów zachodnich prawo w zakresie przeciwdziałania dyskryminacji; słabe realnie monitorujące i rzecznicze instytucje pozarządowe.
Z całą pewnością najłatwiej zrobić jedno:
przyjść na Marsz Równości! Będzie na nim Anna Grodzka, transpłciowa posłanka wybrana do Sejmu w tym mieście, co niewątpliwie jest jedną z oznak zmian na lepsze. Mam nadzieję, że nie zabraknie i Was. Obecność na Marszu jest ważnym sygnałem niezgody na istniejący system seksualnego i płciowego wykluczenia. W imieniu wszystkich organizatorek i organizatorów serdecznie zapraszam!
Źródła:Steven Seidman,
The Social Construction of Sexuality, Norton, 2003.
Gayle S. Rubin,
Rozmyślając o seksie. Zapiski w sprawie teorii radykalnej polityki seksualności, przeł. Joanna Mizielińska, „Lewą Nogą” 2004, nr 16.
Piotr Wójtowicz – współorganizator festiwalu Queerowy Maj i Marszu Równości w Krakowie
Tymczasem mam wrażenie, że zarówno na marsz, jak i towarzyszące mu imprezy chodzi się przede wszystkim dla rozrywki. Absolutnie nie ma w tym nic złego, ale dlaczego nie powiedzieć o tym wprost?
A dlaczego nie połączyć przyjemne z pożytecznym?
Tymczasem mam wrażenie, że zarówno na marsz, jak i towarzyszące mu imprezy chodzi się przede wszystkim dla rozrywki. Absolutnie nie ma w tym nic złego, ale dlaczego nie powiedzieć o tym wprost?
Czasem słyszę opinie że marsze są potrzebne by pokazać że istniejmy? - z tym akurat się nie zgadzam. Ludzie dowiadują się że istniejemy gdzieś tam daleko w krainie dziwolągów wychodząc z ukrycia tylko podczas marszu.(zresztą już każdy wie że istniejmy więc przypominanie im ciągle o tym samym nie stanowi żadnej wartości w moich oczach.)
Natomiast na plus zaliczam możliwość przynależności do większej grupy ludzi w której można otwarcie krzyczeć kim się jest i być z tego dumnym. Myślę że to działa jak jakaś terapia społeczna zwiększająca poczucie wartości. Gdy wielu ludzi zbierze się w jednym miejscu i krzyczy to samo,wtedy takie wydarzenie nabiera wręcz duchowego rozmiaru.
Sorki ale zawsze mam problem z ogarnięciem twojej wypowiedzi.
Dzień dobry. Widzę że ciężko panu sprecyzować swoje myśli bo co rusz trza jakąś poprawkę doklejać.
Przyznam że styl wypowiedzi oryginalny i niepowtarzalny. Od razu zwraca uwagę :)