Prof. Ireneusz Krzemiński w Rzeczpospolitej
W środowym wydaniu dziennika Rzeczpospolita (28.04.2004) ukazał się polemiczny tekst profesora Ireneusza Krzemińskiego, zatytułowany "Prawa człowieka, prawa geja". Ireneusz Krzemiński jest socjologiem, wykłada na Uniwersytecie Warszawskim gdzie jest kierownikiem Pracowni Teorii Zmiany Społecznej Instytutu Socjologii UW. Jest także prorektorem Wyższej Szkoły Komunikowania i Mediów Społecznych. Oto co pisze:
Od kiedy znam Bronisława Wildsteina, zawsze wydawał mi się wielkim rzecznikiem wolności. Był zresztą bojownikiem o wolność, dając z siebie wiele. Wydawać się może, że walka o wolność oznaczała walkę o demokratyczne społeczeństwo. Istotą owego społeczeństwa jest pluralizm: z góry założona różnorodność ludzi, ich poglądów, ich stylów życia. Ład dbający o wolność obywateli gwarantuje im nie tylko prawo do prywatności, ale nade wszystko prawo do obecności i równego traktowania bez względu na ich cechy, nawet takie, które się mogą nie podobać większości.
Niezwykle poruszyła mnie ostatnia wypowiedź bojownika o wolność w sprawie Dni Kultury Lesbijsko-Gejowskiej w Krakowie ("Żałosna duma", "Rz" z 21 kwietnia). Wildstein nazwał pomysł tych dni, których jednym z elementów ma być marsz pod Wawel, "typową prowokacją" i perfidnym lekceważeniem "tradycyjnych symboli i postaw kulturowych", bowiem - mówi autor - jest to dzień tradycyjnej procesji św. Stanisława z Katedry Wawelskiej. Jednym słowem: perfidne pedały postanowiły zbezcześcić świętą pielgrzymkę, organizując "pochód homoseksualnej dumy". Dotarł do mnie list najodważniejszej organizacji gejowskiej w Polsce - Kampanii Przeciw Homofobii, który szczegółowo wyjaśnia, skąd wziął się taki, a nie inny termin imprezy: była to jedyna możliwość w zatłoczonym imprezami Krakowie, wskazana przez urzędników, a nie efekt skłonności do prowokacji. Zresztą, demonstrację ostatecznie przeniesiono dwa dni wcześniej, na siódmego maja.
Bojownik o wolność twierdzi, że oto mamy do czynienia z nadużyciem tolerancji, która rzekomo jest w ten sposób nadużywana w całym świecie współczesnym. Więc agresywnie nadużywając łaskawie okazywanej im przez Wildsteina i resztę społeczeństwa tolerancji, postanowili geje i lesbijki wyrazić dumę z tego, że są homoseksualistami. Autor pisze, że oto geje i lesbijki organizują swój pochód, aby pokazać, że są "innym, lepszym gatunkiem człowieka"!
To doprawdy zdumiewający argument. Istotnie, od lat odbywają się w ogromnej większości zachodnich miast, również tych pod rządami konserwatywnymi, pochody dumy gejowskiej. Zorganizowano je po raz pierwszy przed zgoła już kilkudziesięciu laty, aby właśnie przywrócić prawo do istnienia, do obecności, do nieszykanowania i poniżania, a także prawo do bycia zwykłym obywatelem, a nie napiętnowanym pedałem czy lesbijką. Jeżeli te pochody nazwano pochodami dumy gejowskiej, to raczej dlatego, aby powiedzieć samym sobie, że osoby homoseksualne nie muszą się czuć gorsze i napiętnowane, a także, aby powiedzieć innym, że ci, którzy są przedmiotem pogardy i poniżenia, są takimi samymi ludźmi jak inni. Pierwsze manifestacje mniejszości seksualnej - jak to się wówczas mówiło - były szokujące, ale odbywały się w towarzystwie manifestacji innych, mniejszościowych grup, które były dyskryminowane pomimo zagwarantowanych równych praw.
Nie trzeba być w Polsce gejem czy lesbijką, aby sobie dobrze zdawać sprawę z zakresu prześladowań, na jakie narażone są takie osoby. Argument, że orientacja seksualna nie powinna być powodem do manifestowania swej odrębności, dlatego jest tak perfidny, że to właśnie społeczeństwo, ze swymi tradycyjnymi symbolami i postawami kulturowymi pielęgnuje piętnowanie i ocenia osoby homoseksualne przez ten właśnie pryzmat. Blisko 80 proc. Polaków uznało, że niechętnie zawarłoby znajomość z homoseksualistą w 1992 roku, co ulokowało tę grupę na czele listy odrzucanych mniejszości. W roku 2002 sytuacja uległa już widocznej zmianie: niechęć wyraziło "jedynie" sześćdziesiąt trzy procent ankietowanych. Na pierwszym miejscu osoby homoseksualne pozostały, ale dzielą je już ex aequo z prostytutkami. Oto ten szalenie tolerancyjny sposób, w jaki traktujemy osoby homoseksualne.
Czy w demokratycznym państwie i demokratycznym mieście, o jakie - jak mi się zdaje - walczył kiedyś Bronisław Wildstein - nie mogą przejść obok siebie dwa różne pochody? Rozumiem, że ukrytym motywem tekstu bojownika wolności jest obrona świętej pielgrzymki przed nieprzyzwoitą zgrają gejów i lesbijek, motywowana co najmniej niechętnym stosunkiem Kościoła katolickiego do osób homoseksualnych. W istocie nauka Kościoła jest dość dziwaczna w stosunku do osób homoseksualnych, bo uznając orientację seksualną za daną człowiekowi i niedającą podstaw do oskarżeń, zarazem poleca osobom homoseksualnym powstrzymanie się od wszelkich form współżycia. Bo kontakty homoseksualne to grzech.
Stosunek polskiego Kościoła przekracza wszelako wszelkie standardy przyzwoitości, nie tylko demokratycznej, a sposób, w jaki hierarchowie potrafią się wyrażać na ten temat z całą pewnością wzbudziłby protesty naszego bojownika o wolność - gdyby tylko dotyczyły kogoś innego, na przykład środowisk żydowskich. Ale w sprawie gejów i lesbijek Bronisław Wildstein jednoczy się z polskim ludem: wszak to właśnie Młodzież Wszechpolska, towarzysząc tolerancyjnie pochodowi gejów i lesbijek w Warszawie krzyczała: "Rób to w domu, po kryjomu". Zaprawdę, cieszcie się pedały, że nie zamykają nas od razu do więzienia! Bronkowi Wildsteinowi zaś gratuluję nowych sojuszników w walce o wolność. Młodzież Wszechpolska na pewno z ulgą przywróci właściwy zakres tolerowania obecności gejów i lesbijek w naszym wolnym społeczeństwie.
Rzeczpospolita, 28.04.2004