Alternatywna historia Polski XX wieku i życia Iny Benity, opowiedziana z perspektywy kobiet i gejów. Ale dla biseksualisty, transa i lesbijki też znalazło się miejsce.
Wielkimi krokami zbliża się koniec roku 2011, mogę więc bez przesady stwierdzić, że jednym z najprzyjemniejszych zaskoczeń literackich ostatnich dwunastu miesięcy okazała się dla mnie powieść „Poczet królowych polskich”. Jej autorem jest
Marcin Szczygielski, wyjątkowo płodny autor mający na swoim koncie już kilkanaście tytułów, w tym gejowskie bestsellery
„Berek” i
„Bierki” (ale także książkę kulinarną, powieści dla młodzieży i sztuki teatralne), który tym razem przedstawił jak dotąd swoje najlepsze i najdojrzalsze dzieło.
Dwa światy, dwie kobiety„Poczet królowych polskich” jest sagą z mnóstwem postaci, skupionych wokół bohaterek noszących tytułowe nazwisko Król, ale najważniejsze są dwie kobiety:
Ina Marr, przedwojenna gwiazda filmowa, której dzieje poznajemy niemal od dzieciństwo spędzonego na warszawskiej Pradze, i żyjąca współcześnie
Magda Król, pracująca w dużym wydawnictwie, mieszkająca w centrum stolicy i mająca niewielkie pojęcie o historii swojej rodziny. Nawet ojca poznała dopiero w klasie maturalnej, odwiedzając go w chylącym się już ku upadkowi Związku Radzieckim razem ze swoim przyjacielem
Adrianem (opis tej wizyty to jedna z najlepszych scen w książce).
Magda jest w powieści postacią kluczową, ale także symboliczną. Ucieleśnia współczesne podejście osób, które zarówno w szkole, jak i poza nią, mają szansę poznać jedynie kadłubkową historię Polski, w której nie ma miejsca dla żadnych
mniejszości, etnicznych ani seksualnych, także kobiety pełnią rolę jedynie dekoracyjną. Nawet historia jednej rodziny pokazuje, że rzeczywistość była dużo bardziej skomplikowana i zwyczajnie ciekawsza. U Królów polskość miesza się z żydowskością,
homoseksualiści są nieodłącznym elementem każdej epoki, a marzeniem żadnej z opisanych kobiet nie jest tradycyjne małżeństwo z siedzeniem w domu, mężem, dziećmi i ogródkiem.
Świat lal i DoryNie ma żadnego opracowanie, które można byłoby przeczytać i dowiedzieć się jak wyglądało
życie mniejszości seksualnych w międzywojennej Polsce: gdzie się spotykali, jak o sobie mówili, czy przybierali pseudonimy, jak radzili sobie z przymusem ukrywania. U Szczygielskiego wszystko to jest, autor opisując przedwojenną Warszawę i Wilno musiał więc literacko stworzyć cały ten świat, poczynając od nazewnictwa. W „Poczcie królowych polskich” słowem-kluczem jest określenie
„Lala”, które pada w pamiętnej komedii
„Czy Lucyna to dziewczyna” (1936) Juliusza Gardana, gdy Eugeniusz Bodo pyta przebraną za faceta Jadwigę Smosarską: „Hej, a może ty lala?”.
Przywołanie tego filmu jest jak najbardziej na miejscu, sporo jest bowiem w powieści atmosfery ówczesnego kina, teatrzyków rewiowych, gwiazd kreujących swój wizerunek pod zapotrzebowanie mediów i dziewczyn marzących o karierze gwiazdy. Szczygielski wyłania się z tej książki jako znawca i wielbiciel międzywojnia, szczególnie kina, stąd na drugim planie przewijają się postacie wówczas znane, a dziś już zapomniane: Leon Brun,
Michał Waszyński, Jerzy Marr; pojawiają się tytuły filmów sprzed lat („Zabawka”, „Hanka”), głośnych wydarzeń (zabójstwo Igi Korczyńskiej).
Zupełnie niezwykłą bohaterką jest
Dora, to ona wraz z przyjaciółmi: Hanką i Ickiem wprowadza nas w klimat homoseksualnego Wilna początku lat 30. XX wieku. Dora jest szczególnie zachłanna na mocne wrażenia, także erotyczne, pewnie dlatego, że żyje tylko kilka godzin w tygodniu, na co dzień jest Alkiem. Ta postać to próba odpowiedzi na pytanie jak wyglądało życie osób transseksualnych w czasach, gdy nie było operacji korekty płci. Dora jest nie tylko przyjaciółką Iny, ale także przewodniczką po... „kobiecości”, uczy ją w jaki sposób uwodzić mężczyzn, skutecznie odgrywać różne stany emocjonalne, co przyda się szczególnie, gdy Ina zacznie występować przed kamerą.
Platynowa blondynka kinaInspiracją do stworzenia postaci Iny Marr były losy
Iny Benity (1912-44), gwiazdy polskiego kina lat 30. Jej historia także wymaga odzyskania, została zapomniana jak wszystko co nie pasuje do obowiązującej narracji. Życie Benity, znaczone było kolejnymi skandalami, których kulminacją stał się wojenny romans z oficerem Wehrmachtu. Jak głosi legenda, oboje zostali ukarani za „zhańbienie rasy”, ona trafiła na Pawiak, gdzie urodziła ich dziecko, on został wysłany na front wschodni i tam prawdopodobnie zginął.
Szczygielski przedstawia własną wersję życia Iny. Wielu ważnych wydarzeń czy postaci tu nie ma, inne za to są przetworzone. Biografia Benity świetnie się do takiego zabiegu nadaje, także dlatego, że wciąż kryje wiele „białych plam”, nic nie wiadomo o jej dzieciństwie, nie do końca jasne są kulisy debiutu, zupełnie tajemniczą postacią był pierwszy mąż Jerzy Dal-Atan (w powieści jest
biseksualistą), ale także oficer Wehrmachtu z którym miała dziecko, niejasna są wreszcie dzieje tragicznej śmierci aktorki w czasie Powstania Warszawskiego, lub tuż po nim. Szczygielski każe nam zastanowić się co by było gdyby Ina przeżyła, jak potoczyłyby się jej losy po wojnie, co by robiła w PRL-u, jaką staruszką była dziś, siedząc na ławce w Skolimowie i złorzecząc pielęgniarce, która zostawiła ją na ławce w parku o wiele dłużej niż początkowo obiecywała.
Kim jest przyjaciel?Będąc powieścią popularną w najlepszym tego słowa znaczeniu, „Poczet królowych polskich” polemizuje z wieloma motywami ogranymi w pop-kulturze, np. o
geju jako najlepszym przyjacielu kobiety. Adrian pozornie podpada pod tę kategorię, dodatkowo ucieleśniając pewne stereotypy o homoseksualistach (atrakcyjny, esteta, trochę bałaganiarz, ma tylko krótkotrwałe związki). Szybko jednak te wyobrażenia na temat wielkomiejskich gejów przekracza, nie tylko dlatego, że
zakochuje się w Piotrku, co wybija Magdę z ustalonego przez kilkanaście lat rytmu. Przede wszystkim Adrian jest pełnoprawnym bohaterem, w dodatku niejednoznacznym. Szczygielski pokazuje w jaki sposób takie przyjacielskie związki potrafią być też toksyczne, niszczące dla obu stron.
Pytanie zresztą czy w tym wypadku należy mówić o przyjaźni, w naszym języku właściwie nie ma nazwy na relację jaka łączy Magdę i Adriana, przez wiele lat są dla siebie najważniejszymi osobami na świecie, rekompensatą za nieudane kontakty z rodziną i brak stałych partnerów życiowych. Szczególnie w podejściu Magdy sporo jest rywalizacji i zwyczajnej zazdrości. Jednocześnie istnieje pokusa by przed światem odgrywać rolę „pary idealnej”, bohaterka się jej nie oprze, co nie okaże się dobrym pomysłem i tylko sprowokuje plotki i podśmiewanie się, że jest
przykrywką dla „pedała”.Nowy poczetNa koniec nie pozostaje mi nic innego jak wyrazić nadzieję, że nowa powieść Szczygielskiego będzie masowo czytana, także jako wciągająca historia, z mnóstwem zwrotów akcji, czasami nawet trzymająca w napięciu. Jak najszybciej powinna także zostać przeniesiona na ekran, jej filmowość daje się odczuć od pierwszych stron.
Tytuł też jest adekwatny, to rzeczywiście poczet, ale nowy, w którym zamiast królów mamy królowe.
Królowe, czyli kobiety, ale też królowe, czyli cała społeczność LGBT, z divą gejowską na czele. Jak mówi sam autor jedną z tych królowych jest też
Warszawa, z pewnością jedna z pełnoprawnych bohaterek książki.
Marcin Szczygielski „Poczet królowych polskich”, Instytut Wydawniczy Latarnik i Oficyna Wydawnicza AS, Warszawa 2011.
Teraz: czy to ksiazka czy remix album?? No wlasnie: lans dans?
Bo jak na 3 minuty to o dwie za duzo chyba...