19 kwietnia br. zakończył się III LGBT Film Festival. To był tydzień LGBT w kinach Warszawy, Łodzi, Poznania, Gdańska i Katowic. Oprócz samych filmów taki przegląd ma wartość trochę podobną do… Parady Równości. Zamiast „bezpiecznie” tkwić w domowym zaciszu przed komputerem czy telewizorem, idziemy do kina i oglądamy „pedalskie filmy” publicznie, z innymi widzami
Polskie kino LGBT właściwie nie istnieje, za to kino LGBT w Polsce ma się coraz lepiej. Polskie fabuły, w których głównymi bohaterami są geje czy lesbijki, można policzyć na palcach. I to w całej historii. Za to na ekranach polskich kin w samym bieżącym roku szykuje się nam takich filmów jeszcze co najmniej kilka. A za nami już „Zupełnie inny weekend” Andrew Haigha i „Skowyt” Roba Epsteina i Jeffreya Friedmana. Do tego dochodzą premiery DVD (ostatnio na przykład wszystkie pięć części gejowskiej komedii pomyłek „Eating Out”), premiery na outfilm.pl (co 2 tygodnie nowy film!). No i główne święto kina LGBT w Polsce, czyli organizowany przez Imago Film festiwal. Program stanowił misz-masz bez wyraźnego motywu przewodniego, ale amatorzy kina LGBT nie powinni chyba mieć powodu do narzekań.
Odbezpieczony granatNa otwarcie zobaczyliśmy
„Piękno” z RPA (reż O. Hermanus). Ci, co przegapili seans, dostaną drugą szansę, bo Tongariro wprowadza film do regularnej dystrybucji pod koniec maja. Jeśli spodziewacie się pięknych krajobrazów i romantycznej historii męsko-męskiej lub damsko-damskiej, to srogo się zawiedziecie. „Piękno” to sugestywne kino z dość odrażającym typem w roli głównego bohatera. Czterdziestokilkuletni, potężny Francois - biznesmen, mąż i ojciec - ma życie ułożone. Swój homoseksualizm „załatwia” na boku, w ukryciu. Sprawy wymykają mu się spod kontroli, gdy na weselu córki spotyka dawno nie widzianego bratanka. Chłopak zdążył dorosnąć i stał się niepokojąco pięknym młodzieńcem. Bardzo niepokojąco – Francois oszaleje na jego punkcie.
Zaprzeczone uczucia, zaprzeczone emocje, zaprzeczona identyfikacja... Gdy wszystko jest odwrotnie, człowiek staje się odbezpieczonym granatem. W ciszy, wśród grzecznych słów i nienagannych manier dochodzi do eksplozji, która niejednego widza wyrzuci z fotela – pisał o filmie
Tomasz Raczek. „Piękno” było południowoafrykańskim kandydatem do Oscara, zdobyło też Queerową Palmę na festiwalu w Cannes.
Swój mini festiwal miał belgijski reżyser
Bavo Defurne. Obejrzeliśmy jego cztery krótkometrażówki oraz pełnometrażowy
„Morze północne, Texas”. Defurne robi wystylizowane, piękne wizualnie kino. W kręgu jego zainteresowań wydają się być – sądząc po tych filmach, które pokazano – przede wszystkim młodzieńcy wchodzący w dorosłe życie, smakujący pierwsze homoerotyczne doświadczenia. Nastoletni Pim z „Morza…” kocha się na zabój w Gino – koledze i sąsiedzie. Zmysłowe, dowcipne, celne i trochę nostalgiczne.
Bardziej mainstreamowe kino LGBT reprezentował przebój HBO z Sigourney Weaver w głównej roli -
„Modlitwy za Bobby’ego” - przejmująca, oparta na faktach, historia religijnej fundamentalistki, której syn robi coming out. Kobieta nie jest w stanie zaakceptować homoseksualizmu syna. Dopiero gdy ten popełnia samobójstwo, zaczyna otwierać oczy i staje się aktywistką LGBT.
TrójkątyAmerykański
„Sierpień” (reż. E. Rapaport) opowiada o męskim trójkącie podczas gorącego lata. Faceci są bardzo przystojni i często rozebrani (upał!). Nie mówią zbyt wiele, za to fantastycznie się całują. Zamysł artystyczny polegał chyba na stworzeniu gęstego kina psychologicznego - duszną atmosferę potęgują urywane dialogi, nieoczywiste zbliżenia.
Zgoła inny trójkąt, bo taki, w którym nikt nie wie, że jest jego częścią – prezentuje bardzo interesujący, oryginalny film Toma Tykwera
„Trzy”. Kobieta i mężczyzna, od lat razem, niezależnie od siebie zakochują się w tym samym facecie. Brzmi jak materiał na komedyjkę, ale nie dajcie się zwieść pozorom. To inteligentne, odważne, nowoczesne kino. No, i biseksualiści! Zaskakujące, jak niewiele jest o nich filmów. Mam nadzieję, że będzie jeszcze miejsce na Innej Stronie, by o „Trzy” napisać szerzej przy okazji premiery (już w maju).
Dokumenty„Wypowiedziane” Roba Epsteina to już klasyka - jeden z pierwszych dokumentów, w których geje i lesbijki mówią sami o sobie. Ukrywanie się, próby leczenia homoseksualnej orientacji (elektrowstrząsy, zakłady psychiatryczne), coming outy, pierwsze doświadczenia erotyczne, homofobiczne prześladowania, wizyty w pierwszych gejowskich barach (w latach 50.!), geje żeniący się z kobietami, lesbijki wychodzące za mąż, dzieci, życie w gejowskich/lesbijskich komunach, przypadkowy seks i dozgonne miłości. „Wypowiedziane” to filmowa biblia LGBT z roku 1977 (mój wywiad z reżyserem oraz jego zawodowym partnerem Jeffreyem Friedmanem do przeczytania w najnowszej „Replice”, ale również – już niebawem - na Innej Stronie).
Polskę reprezentowały na festiwalu dwa dokumenty (rodzimych fabuł LGBT, jako się rzekło, brak) nakręcone przez reżyserski tandem: Sławomira Grunberga i Katkę Reszke.
„Trans-Akcja” to bardzo dobry film o Annie Grodzkiej, zanim jeszcze została posłanką (
pisaliśmy już o nim na IS).
„Coming outu po polsku” o wyoutowanych osobach LGBT w Polsce roku 2010 nie wypada mi oceniać, bo sam jestem jednym z bohaterów.
Na polską „Brokeback Mountain” jeszcze sobie poczekamy, tymczasem obejrzeć mogliśmy film reklamowany jako niemiecka „Brokeback…” (Peru również ma swoją „Brokeback…” czyli dostępny u nas „Pod prąd”)
O miłości i arbuzachMowa o
„Żniwach” (reż. B. Cantu). Jesteśmy na niemieckiej prowincji, na której wegetuje Marko. Uczy się w szkole rolniczej, ale nie zadaje się z kolegami, nie należy do żadnej paczki. Ta wegetacja zamienia się w prawdziwe życie wraz z pojawieniem się Jacoba. „Żniwa” to niebanalna, choć prosta historia miłosna. Pokazana w surowy, ale subtelny sposób.
Również subtelny, choć w zupełnie inny, bo pełen męskiej nagości sposób, był film
„Mężczyzna w kąpieli” (Ch. Honore), pokazywany na szczęście w ostrzejszej wersji. Gwiazdy tego filmu – Francois Sagata nie trzeba przedstawiać wielbicielom „męskich filmów bezkostiumowych”, ale Sagat to ktoś więcej niż tyko gwiazdor gejowskiego porno. Facet wygląda jak dzieło sztuki i – jak widać po „Mężczyźnie…” – ma ambicję, by na ekranie uprawiać nie tylko seks, ale też sztukę. Rezultat jest kontrowersyjny, ale na pewno wart obejrzenia.
Bez wahania polecić mogę
„Arbuziarkę” (reż Ch. Dunce) – film, który trafia do nas 16 lat po premierze. Czarna lesbijka romansuje z białą oraz odkrywa historię pewnej czarnej aktorki z pierwszej połowy XX wieku. To kino trochę obyczajowe, trochę historyczne z końcowym twistem godnym najlepszych thrillerów. Przy czym, twist nie służy czystej rozrywce, ale redefiniuje całe przesłanie filmu. Kino lesbijskie reprezentowała jeszcze
„Uwielbiana” (reż. C. Medland, A. Singh).
Organizatorzy przypomnieli też słynne
„Dzikie noce” sprzed - jak ten czas leci! – 20 lat Dzieło Cyrilla Collarda jest mocno osadzone w ówczesnej rzeczywistości, ale nie straciło energii, nie trąci myszką.
Festiwalowi towarzyszyły również wydarzenia teatralne, przede wszystkim spektakl
„Lubiewo” Piotra Siekluckiego, które z krakowskiego Teatru Nowego przyjechało na małą scenę stołecznego Teatru Dramatycznego. W warszawskiej Kinotece działało też stoisko księgarni 3K, w którym można było nabyć książki i filmy LGBT oraz dostać „Replikę”.
Kinowi widzowie dopisali, choć nie było szaleństwa (marzą mi się wielkie sale i tłumy przed seansami!). Wiktor Morka, przedstawiciel Imago Film, organizatora festiwalu:
Frekwencja była taka, jak w zeszłym roku, czyli dobra. Jesteśmy zadowoleni. Tylko Gdańsk bardzo miło nas zaskoczył – tam widzów było znacznie więcej, niż poprzednim razem. Największym powodzeniem cieszyły się „Modlitwy za Bobby’ego”, „Piękno” i „Mężczyzna w kąpieli”. A najbardziej komentowanym filmem festiwalu były „Trzy”.
Mariusz Kurc - stały publicysta Innej Strony, redaktor naczelny pisma
„Replika”, członek Kampanii Przeciw Homofobii i Grupy Inicjatywnej ds.
Związków Partnerskich;
z Krzysztofem Tomasikiem prowadzi w radiu TOK FM audycję "Lepiej późno niż
wcale" o tematyce LGBT, z Bartoszem Żurawieckim prowadzi Klub Filmowy LGBT w
Krytyce Politycznej w Warszawie.