SLD, tak jak zresztą większość partii lewicowych, kojarzy się z polityką przyjazną ludziom LGBT. To właśnie lewica inicjuje często w innych krajach EU korzystne dla nas zapisy w prawie. Także Sojusz Lewicy Demokratycznej deklaruje zainteresowanie prawami osób nieheteroseksualnych. Najważniejszym chyba jak dotąd posunięciem w tej kwestii było zgłoszenie do laski marszałkowskiej projektu ustawy o umowie związku partnerskiego. To - niezależnie od efektów - bardzo ważny krok, nie można więc mówić, że deklaracje SLD są kompletnie bez pokrycia. Problem polega na tym, że to cienkie pokrycie jest przez część partii konsekwentnie naruszane.
Ostatnio na tym polu popisał się wiceprzewodniczący klubu SLD
Marek Wikiński. Polityk skomentował rezygnację Biedronia z kandydowania z listy SLD słowami
"Jestem tak taktowny wobec pana Roberta Biedronia, że aż się obawiam, żebym nie stał się obiektem adoracji z jego strony". Dowcipniś z tego Wikińskiego. Na wieczorze kawalerskim przy kiełbaskach i piwie zgarnąłby za taką uwagę oklaski. Polityk tłumaczy, że zna Biedronia, więc może sobie zażartować. Oczywiście, że może - niech do niego zadzwoni. Na konferencji prasowej członka ugrupowania, które deklaruje chęć wspierania społeczności LGBT, tego typu dowcipy nie powinny się pojawiać. Nie będę wymachiwał tu "homofobią", bo to słowo ostatnio mocno nadużywane i nieadekwatne do opisywanej wpadki. Występ Wikińskiego kojarzy mi się bardziej z wygłupem nastolatka, który zapragnął zabłysnąć przed kumplami (prawdziwymi facetami) dowcipem. Wiceszef klubu SLD dodaje, że Biedroń wiele stracił, gdyż mógł być
"pierwszym polskim parlamentarzystą, który oficjalnie obnosiłby się ze swoimi poglądami w obszarze obyczajowym". Tu kolejne faux pas. "Obnoszenie się" w kontekście obyczajowości to klasyczny frazes konserwatystów. No dobra - niech już sobie ci konserwatyści będą, ale dlaczego do cholery zajmują czołowe stanowiska w SLD? Tymczasem Napieralski promuje Wikińskiego jako przyjaciela "tych środowisk" (LGBT - przyp. autora). Ja za takiego przyjaciela dziękuję.
Ten nieszczęsny Wikiński to jednak nic w porównaniu z innym politykiem SLD -
Janem Gieradą. Kandydat na prezydenta Kielc w zeszłorocznej kampanii wyborczej zaskoczył wszystkich swoją odpowiedzią na pytanie o wspieranie organizacji LGBT.
"Jestem przeciwny gejom i lesbijkom. To obrzydliwe. Ci ludzie powinni się leczyć, gdyż bycie gejem czy lesbijką to choroba. Uważam, że powinni brać przykład ze zwierząt, ponieważ w ich środowisku nie ma homoseksualizmu" - odpowiedział wówczas Gierada. Powiedział, co wiedział, a że wiedział niewiele, to zrobiło się żenująco i chyba tylko Grzegorz Napieralski tego nie poczuł, bo wystąpienia kandydata nie skomentował. Dla mnie jedynym akceptowalnym wówczas komentarzem byłoby podziękowanie panu z Kielc za członkostwo w partii. Zamiast tego było ciche przyzwolenie i
dalsze wsparcie w kampanii. Wybory samorządowe przeszły już do historii, kandydat zgodnie z przewidywaniami przegrał a smrodek został. Z PO można wylecieć za głupi dowcip o lesbijkach. W SLD można sobie pozwolić na znacznie więcej.
Podczas krakowskiej debaty o związkach partnerskich,
Janusz Marchwiński zapytał uczestniczącego w spotkaniu
Grzegorza Gondka (- niedoszła "jedynka" na krakowskiej liście SLD - przyp. autora), czy homoseksualny polityk SLD mógłby bez obaw wyjść z ukrycia. Odpowiedź była wymijająca. Ja obawiam się, że szczera odpowiedź brzmiałaby "nie, nie może". W klimacie, który tworzą ludzie jak Wikiński czy Gierada niełatwo się ujawnić a przecież ci dwaj panowie powtarzają tylko to, o czym dyskutują w kuluarach z partyjnymi kumplami.
Zastanawiam się jak w takim towarzystwie czują się ludzie jak Ryszard Kalisz, prof. Senyszyn czy dr Janowska. Jestem ciekaw, co myślą, gdy widzą jak ich wieloletnia praca na rzecz ludzi LGBT jest torpedowana przez polityków, którzy pochodzą ewidentnie z innego świata (politycznego) lub innej, bardzo odległej epoki.
SLD stawia ludzi LGBT w dość niezręcznej sytuacji. Z jednej strony to partia, która wśród liczących się ugrupowań jest najbardziej otwarta na postulaty naszej społeczności. Dla mnie to nadal otwartość "na pół gwizdka", bo odrzucana przez sporą część członków partii - w tym także przez jej szefa. Okres wyborów to ważny test. W pierwszym - to zatwierdzenie list wyborczych - partia Napieralskiego wypadła moim zdaniem szalenie blado. Prowincja dla Biedronia, czwarte miejsce dla
Krystiana Legierskiego z Zielonych (na dodatek "w spadku" po Wandzie Nowickiej, która poczuła się urażona "czwórką"). Dobre miejsce dla kandydata lub kandydatki otwarcie homo- lub transseksualnej byłoby wstępną realizacją obietnic wyborczych i czytelnym sygnałem dla wyborców LGBT. Łatanie Legierskim podziurawionej listy w Warszawie wcale mnie nie przekonuje. Jeśli politykowi Zielonych uda się zdobyć mandat posła, a mam nadzieję, że tak się stanie, to będzie to jego własny sukces - pomimo działań SLD a nie dzięki nim.
Być może się mylę, ale obecne SLD jest nie tylko za mało lewicowe ale także za mało konsekwentne, jeśli chodzi o działania rzecz społeczności LGBT. Taktyka Napieralskiego, aby zrobić wszystkim dobrze, ale tylko trochę (i szybko), jest moim zdaniem krótkowzroczna i świadczy o braku spójnej strategii. Nie kupuję tego i czekam na dalsze wydarzenia. Moim zdaniem na bonus za politykę LGBT trzeba zrobić dziś więcej. Dużo więcej. Na konkretne działania zostało jeszcze tylko 7 tygodni.
Co prawda ująłeś to w innych słowach, ale generalnie wydaje mi się, że mamy podobne zdanie co do PPS. Obecnie jest ona w dużej mierze przechowalnią komunistycznych emerytów, czule wspominających PKWN, PRL i Osóbkę-Morawskiego (którego przyjacielem był jeden z działaczy). Ciągle za mało tam osób pokroju Grześka Ilki czy Krzyśka Mroczko. Ciągle za dużo tam nostalgii prlowskiej, za dużo antysemityzmu marcowego i nacjonalizmu (tak, to prawda!). Za mało natomiast zdrowego, nowego spojrzenia na socjaldemokrację (taką jak skandynawska, czy brazylijska Partia Pracy), za mało socjalnego patriotyzmu, o którym pisał Daszyński czy Limanowski przed stu laty. Wreszcie za mało chęci walki i zmiany statusu partii, ale wierzę, że PPS się odrodzi. Podczas gdy starcy wymierają, przestają się udzielać, ich miejsce zajmują młodzi. W ciągu dziesięciu lat zmiana pokoleniowa powinna nastąpić. Wtedy do PPS wrócę, ale póki panują tam Kołomyjce, Gorscy i Stefańscy - nie będę członkiem.
Moim zdaniem powinna też zmienić nazwę na jakaś "łatwo starwną". Widzę w niej jednak duży potencjał.
@ alexanderson, mylisz się co do Platformy Obywatelskiej. Nie licz na to że uchwali związki partnerskie. Już teraz wraz z PSLem dzierży władzę totalną w sejmie i przez te wszystkie lata nic nie zrobili. W społeczeństwie przeciwników związków partnerskich dla osób tej samej płci jest aż 65% i PO na pewno ich nie wprowadzi bo by jej to zaszkodziło. Ta partia wschłujuje się w sondaże, i uważnie rozlicza czy konkretne posunięcie nie popsuje przypadkiem jej notowań.
@ all, oceniliście post "piekarza" na 5 minusów, a ja myślę że powinien dostać 5 plusów. Wreszcie ktoś rzucił nieszablonowy pomysł, który jest racjonalny. Np. Konserwatyści brytyjscy otwarcie popierają cywilne związki partnerskie. Z osobami o poglądach konserwatywnych trzeba zatem jak najbardziej rozmwiać.
Akurat Adriano nie wymienił PiSu. Poza tym - Polskie Stronnictwo Ludowe, Unia Pracy, Kongres Nowej Prawicy, Prawica Rzeczypospolitej, Unia Polityki Realnej, Ruch Odbudowy Polski, Polska Jest Najważniejsza, Ruch Katolicko-Narodowy, Demokratyczna Partia Lewicy, Partia Regionów, Partia Zielonych, Polska Partia Narodowa, Partia Kobiet, Samoobrona, Liga Polskich Rodzin, Libertas Polska, Polski Ruch Monarchistyczny... Mam wymieniać dalej? Nie chce mi się, zajrzyj sobie w google. Wiem, że zaraz ktoś wyskoczy, że "co to za partie?! Przecież nie mają szans." No może nie mają. Ale jakby poszperać to każdy by znalazł coś dla siebie.
Po drugie - to też ważne społeczeństwo będzie lepiej odpierać ustawę o zw. partnerskich pod warunkiem że osoby w takim związku będą miały wobec siebie OBOWIĄZKI. Chcecie wymagać czegoś od innych zacznijcie najpierw wymagać od samych siebie.