Zostałeś pełnomocnikiem sztabu SLD ds. równości. Na czym ma polegać ta funkcja?
Mam pilnować tego, żeby w trakcie kampanii kandydaci SLD w różnych okręgach realizowali program równościowy, który SLD posiada. To dość trudne zadanie, zwłaszcza w okręgach konserwatywnych, gdzie to różnie może wyglądać i wszystkie partie mają z tym problem, natomiast jeżeli coś takiego wydarzy się w szeregach SLD to budzi to największe oburzenie, bo ta partia najbardziej popiera nasze postulaty. Trudne zadanie, ale mam nadzieję, że się uda. Mam taki plan, żeby z Małgorzatą Napieralską pojechać do kilku okręgów i właśnie z liderami list oraz liderami naszego środowiska organizować spotkania. Tak to sobie wyobrażam.
Czyli to ma być też takie posunięcie SLD, żeby uniemożliwić wystąpienia np. Gierady lub Wikińskiego?
Wiesz co, tego teoretycznie nie da się uniemożliwić, jak ktoś coś takiego palnie to palnie, można tylko zgliszcza gasić po takich aferach. Mam nadzieję, że nikt czegoś takiego nie wypali. Możemy skomunikować się, skontaktować z tymi wszystkimi kandydatami, rozesłać im jakieś informacje na ten temat, i próbować robić co w mojej mocy, żeby te informacje do nich dotarły, i żeby się do nich zastosowali. Natomiast to żadnej gwarancji nie daje, ale mam nadzieję, że się uda. To wszystko jest w procesie nieustającym.
Wracając do Jana Gierady, jako taki pełnomocnik - co byś zrobił?
To nie tak. Moja funkcja nie jest funkcją karzącą tego typu wypowiedzi, bardziej taką prewencyjną. Muszę teraz wymyślić i myślę nad tym intensywnie, w jaki sposób dotrzeć do tych iluśset kandydatów z informacją, żeby byli ostrożni i uważali na to co mówią, żeby jakiejś gafy nie strzelili. W dużych miastach ludzie są na to uwrażliwieni, znają język, i jakoś jest łatwiej, natomiast gdzieś w takich lokalnych, małych społecznościach, zwłaszcza na wschodzie, jest różnie z percepcją pewnych zdarzeń społecznych i tam po prostu ktoś nawet nie mając złych intencji, używając niezręcznej zbitki słownej lub stereotypowych wyobrażeń, może dużo złego narobić. Mam nadzieję, że uda się zapobiec takim wystąpieniom. Jeżeli jednak coś takiego się wydarzy to ja za to odpowiedzialności nie ponoszę, tylko Sojusz, jeżeli to będą kandydaci Sojuszu, wtedy oni będą musieli podejmować decyzję co zrobić, czy będą chcieli dalej mieć taką osobę, która dopuściwszy się czegoś naruszyła wizerunek partii, czy nie. Na to już wpływu nie mam niestety.
Wiele osób z naszego środowiska uważa, że SLD traktuje LGBT w sposób instrumentalny i nie do końca poważny. Czy nie uważasz, że Twoja obecność na listach SLD oraz nowa funkcja ma trochę odbudować nadszarpnięty (jako partii lewicowej) ostatnio wizerunek Sojuszu?
Mam taką nadzieję. Wiele różnych mediów już bez ogródek gra na dobry wynik Platformy Obywatelskiej, i wykorzystują np. takie nieszczęśliwe sformułowania jak posła Wikińskiego, które moim zdaniem nie ma nic wspólnego z homofobią, wyłącznie można mówić o niestosowności w stosunku do Roberta Biedronia. Umówmy się: był to żart, nie był to żart homofobiczny, nie było to uznanie orientacji seksualnej za coś niestosownego, ja nie wyczytuję z tych słów czegoś, co byłoby negatywną wypowiedzią nt. homoseksualizmu. Była to uszczypliwość wobec Roberta Biedronia, który jest gejem i tego nie ukrywa. Ale nie wynika stąd, że pan Wikiński w jakiś sposób źle się o homoseksualistach wyraża. Różne media nakręciły homofobiczną aferę i wiele ludzi za tymi opiniami mediów poszło. Sojusz pada ofiarą jakiejś gry na Platformę. Ja ze swoich doświadczeń z ostatnich miesięcy z Sojuszem mogę powiedzieć, że ten projekt ustawy, który Sojusz złożył do Sejmu, był wypracowywany przy pełnym zaangażowaniu z ich strony. Nie rozumiem zatem na czym to instrumentalne wykorzystanie miałoby polegać.
Logika partii politycznej jest taka: podejmujemy pewne tematy, bo uważamy je za ważne i wyciągamy rękę do danej społeczności, której one dotyczą. W tym wypadku społeczność LGBT postuluje wprowadzenie ustawy o związkach partnerskich. SLD powiedziało: OK, pracujemy nad tym projektem, więc wizerunkowo SLD się zaangażowało w ten projekt i zaangażowało się nie po cichu, że tu do was mrugamy okiem, ale nic głośno nie mówimy, żeby inni się nie dowiedzieli, tylko zrobili to z otwartą przyłbicą. Cała gra partii politycznych toczy się przed wyborami, tak? Czyli jeżeli SLD chciałoby nas instrumentalnie wykorzystać, zrobiliby wszystko, żeby ta informacja, że z nami pracują, nie ujrzała światła dziennego, albo by próbowali tuszować, jednym okiem mrugać, a z drugiej strony nie upubliczniać tej informacji, żeby nie ryzykować, że konserwatywny elektorat się od nich odwróci. Oni tego nie zrobili. Zrobili to publicznie, powiedzieli to swojemu elektoratowi, powiedzieli to wszystkim, że biorą ten temat i uważają go za ważny. Wycofanie się teraz byłoby jakimś absurdem, nie wiem do czego by to miało prowadzić, jakie korzyści mogłoby przynieść SLD. To już się skonsumowało. Wierzę w to, że jeżeli tylko będą mieli moc sprawczą w kolejnej kadencji Sejmu, zrobią wszystko, żeby ten temat dalej ciągnąć. Jeżeli jednak oni ten temat ciągną na sztandary, a społeczność LGBT powie: i tak mamy was gdzieś i zagłosujemy na homofobiczną Platformę, która na równi z PIS jest głównym hamulcowym w tym parlamencie – po pierwsze nie pracowali z nami nad projektem ustawy, a zdecydowana większość posłanek i posłów nie popiera pomysłu przyznania parom LGBT prawa do ustawowego uznania ich związku, a pomimo tego środowisko i tak zagłosuje na PO, na miejscu analityków SLD zastanawiałbym się czy warto podejmować temat w przyszłości, który i tak nie przynosi związku z elektoratem LGBT.
Informacja o Twojej decyzji i kandydowaniu z list SLD pojawiła się w dość gorącym momencie: z jednej strony decyzja Roberta i jego apel o "czerwoną kartkę" dla SLD, z drugiej strony niefortunny żart posła Wikińskiego, który jakoś przeszedł w samej partii bez echa, nie miałeś wątpliwości?
Jak mówiłem już wcześniej, żart posła Wikińskiego nie uważam za homofobiczny, wbrew jakiejś famie, która poszła. Uważam go za totalnie niesmaczny, ale tylko wyłącznie w relacji personalnej między Wikińskim i Robertem, ale homofobii się nie dopatruję. Sorry, to nie jest tak, że jak ktoś jest homoseksualistą to w ogóle nie można już uczynić żadnej aluzji ani żartu z jego orientacji seksualnej bo od razu jest się homofobem. Ja tak do tego nie podchodzę. A co do decyzji Roberta – są to jego prywatne decyzje. On przez wiele lat był członkiem Sojuszu Lewicy Demokratycznej, od 1995 roku, później z nimi blisko współpracował i nagle się obraził, wyszedł z Sojuszu, trzasnął drzwiami i zaczął obrzucać swoich niedawnych kolegów jak najgorszym błotem. Ja takiego zachowania nie rozumiem i też delikatnie rzecz ujmując – nie cenię. Uważam, że jeżeli ktoś wspólnie z innymi ludźmi tworzy przez wiele lat partię, jest wśród nich i razem z nimi to można powiedzieć, że jest taki sam jak oni bo w końcu przez lata akceptował i działał wedle reguł obowiązujących w tej partii.
Zapytany przez dziennikarzy Robert powiedział, że Twoja obecność na listach SLD jest "próbą zatuszowania w Sojuszu mojej sprawy"
Robert przecenia swoje znaczenie, on chyba uważa, że jest niekwestionowanym liderem całego środowiska i wszyscy geje i lesbijki w Polsce go popierają, a jego sprawa jest tak wielka, że mną próbuje się tuszować jego sprawę. Ja absolutnie jego sprawy za wielką nie uważam, a wręcz myślę, że nie ma większego znaczenia jeżeli o mnie chodzi. Niektóre media instrumentalnie to wykorzystały, żeby walić pałką po głowie SLD i napędzać elektorat PO, tak ja to widzę. Gdyby nie ta okoliczność, to przypuszczam, że nie byłoby jakiegoś większego zainteresowania tym, że Robert Biedroń nie przyjął propozycji i odszedł z SLD. Ja od wielu lat działam zupełnie innymi metodami niż Robert, co nie znaczy, że nie cenię jego metod, ale w tym przypadku nie rozumiem jego decyzji. I przede wszystkim jestem współtwórcą nie organizacji pozarządowej jaką jest KPH a partii politycznej jaką są Zieloni. Ja działam w Zielonych, Zieloni podjęli decyzję, że wystartują z Sojuszem i zgodnie z tą decyzją będę próbował wyciągnąć z tego startu jak najwięcej. Uważam, że to czwarte miejsce nie jest miejscem doskonałym, ale daje realną szansę na mandat.
Zdajesz sobie jednak sprawę z tego, że w ostatnich dwóch wyborach "czwórka" w Warszawie nie dostała się do Sejmu?
Ale to nie ma znaczenia, po prostu była kiepska czwórka. Są przypadki, gdzie ludzie z siódmego i ósmego miejsca się dostają, przeskakując tych z trzeciego, czwartego i piątego, którzy się nie dostają. Jak ktoś zrobi dobrze kampanię, dotrze z przekazem do ludzi, to się dostanie i z jakiegoś tam środkowego miejsca. Statystyki oczywiście pokazują, że najpewniej dostać się z pierwszego, drugiego i trzeciego miejsca, ale są przypadki, które pokazują, że można się dostać z o wiele dalszych miejsc, przeskakując swoich poprzedników. Sojusz mi zaproponował czwórkę, biorę tą czwórkę i zrobię wszystko, żeby z tej czwórki wejść i reprezentować interesy społeczności LGBT w Sejmie.
Jak już pojawił się temat kampanii – masz skrystalizowany plan na kampanię?
Mam, oczywiście, że mam. Myślę, że kampanię będę chciał robić tak jak dotychczas robiłem wszystkie swoje kampanie: w Internecie, podczas spotkań z ludźmi oraz organizując różne wydarzenia, nie będę jeszcze zdradzał co i jak bo wszystko jest w sferze dopinania. Nie będę robił jakiegoś cyrkowego zamieszania bo to nie o to chodzi. Ludzie mnie znają, wiedzą co robię, nie muszę za wszelką cenę zwracać na siebie uwagę, żeby dać się poznać. Muszę tylko do ludzi dotrzeć z merytorycznym przekazem i przekonać ludzi do tego, że tematy, które chce podnosić, jeżeli zdobędę mandat posła, są istotne i ważne.
Jakie masz priorytety wśród tych merytorycznych kwestii?
Jeżeli rozmawiamy na portalu społecznościowym gejowsko-lesbijskim to podkreślę kwestię dotyczącą mnie osobiście, której poświęciłem wiele w ostatnich 10 latach mojego życia: żeby projekt ustawy o związkach móc w tym Sejmie, który się ukonstytuuje po wyborach, pilotować. Wydaję mi się, że potrzeba kogoś kto zna problem, zna ten tekst ustawy, zna różne pomysły jak w świecie tego typu kwestie są rozstrzygane, i żeby ktoś mógł z posłankami i posłami rozmawiać w taki sposób, który jest w stanie przekonać wielu nieprzekonanych i niezdecydowanych. Wydaję się mi, że jeżeli zabraknie takiego głosu wśród parlamentarzystów to ten projekt ma szansę na to by przepaść, jeżeli ktoś w mądry i dobry sposób nie będzie go pilotował. I to byłoby dla mnie wyzwanie.
A oprócz związków partnerskich?
Wszystkie te super ważne tematy Zielonych: ochrona środowiska i zwłaszcza energetyka w oparciu o źródła odnawialne, kwestia GMO, transport: żeby postawić na kolej, żeby w bardziej zielony sposób transportować po Polsce różne dobra, kwestie społeczne: mieszkalnictwo, temat, który podczas kilku miesięcy mojej obecności w Radzie Miasta nabrał rangi bardzo ważnej. Uświadomiłem sobie skalę zjawiska: problem braku stabilnego (takiego, którego nie trzeba zmieniać co kilka miesięcy z powodu za wysokiego czynszu albo zmiany decyzji właściciela) mieszkania dotyczy milionów Polaków. Uświadomiłem sobie, że Polacy, nawet jeśli dotyczy ich ten problem to uważają, że muszą sobie z nim poradzić sami i że nie mają prawa żądać od państwa pomocy w jego rozwiązaniu. Podczas gdy prawda jest taka, że bez odpowiedniej polityki państwa problem własnego mieszkania może samodzielnie rozwiązać ok 30% z nas. Kwestie dotyczące funkcjonowania demokracji, mam poczucie, że demokracja pod rządami Platformy Obywatelskiej kuleje, to takie wyobrażenie demokracji przedstawicielskiej: raz na cztery lata ludzie głosują, a później przez te cztery lata wybrani ludzie robią co chcą i nie mają obowiązku pytania ludzi co sądzą na dany temat, czują się uprawnieni do myślenia za nas. Osobiście z czymś takim się nie zgadzam. Demokracja przedstawicielska powinna być rozumiana jako demokracja partycypacyjna, ci ludzie wybierani raz na cztery lata nieustannie powinni się konsultować, rozmawiać, być w kontakcie z mieszkańcami, zwłaszcza w przypadku kluczowych decyzji tak żeby nie podejmować tych decyzji (np. GMO, energetyka jądrowa itp.) ponad naszymi głowami.
To może porozmawiajmy o Twoich kontrkandydatach. Listy Ruchu Palikota robią się coraz bardziej "tęczowe". Kandydaci oraz kandydatki LGBT zajmują czołowe miejsca, Grodzka jest "jedynką" w Krakowie, Biedroń w Gdyni, Szypuła "trójką" w Warszawie. Będziesz kibicował swoim kolegom i koleżankom?
Tutaj apeluję do wszystkich gejów i lesbijek i do całej społeczności LGBT żeby pamiętali, że Janusz Palikot był przez lata wydawcą jawnie homofobicznego pisma OZON. Janusz Palikot nigdy nie zajmował się na poważnie kwestiami LGBT - jego aktywność w tym zakresie zawsze ograniczała się do happeningów polegających np. na zakładaniu koszulki "jestem gejem". Moim zdaniem Janusz Palikot wymyślił sobie, że zamiast prawdziwego programu wyborczego spróbuje uwieść rozmaite społeczności rzucając im pewne hasła jako przynętę. Proszę zastanówcie się czy naprawdę wolicie żeby naszym LGBT ambasadorem w Sejmie był nie mający z "naszą sprawą" nic wspólnego Janusz Palikot czy jednak wolicie żebym to ja reprezentował ważne dla nas postulaty. Moim zdaniem Januszowi Palikotowi nie można ufać ponieważ jest cynicznym graczem politycznym, który w dowolnym momencie jest w stanie porzucić niedawno wychwalane ideały i poświecić je dla aktualnego własnego interesu. Zieloni i SLD (mimo kilku wpadek polityków tej formacji) są jedynymi siłami politycznymi, które konsekwentnie od wielu lat podejmują temat praw osób LGBT w przestrzeni publicznej i w Sejmie i w przeciwieństwie do Janusza Palikota nigdy w swojej historii oficjalnie nie propagowali czy popierali homofobicznych akcji czy przedsięwzięć.
Jak w ogóle oceniasz ukłon Janusza Palikota w stronę środowisk LGBT?
Jako bardzo świadomą ale nie mającą nic wspólnego z szczerym przekonaniem kalkulację, Palikot zauważa, że jest potencjał i można sięgnąć po nowy elektorat i to powinno dać do myślenia ugrupowaniom teraz rządzącym. Przede wszystkim PO, które jest głównym hamulcowym, jeżeli chodzi o sprawy LGBT w parlamencie. Wydaje się mi, że to będzie taki trend, który będzie się umacniał. Nasze środowisko jest coraz bardziej świadome, wie czego chce i coraz bardziej będzie rozliczało polityków ze składanych obietnic.
Rozmawiała: Magda Dropek
Co do mojego glosu, to mimo iz bardzo szanuje Krystiana, bede jednak glosowal na naszych kandydatow w barwach Palikota. Nawet jesli nie uda im sie wejsc do Sejmu zasluguja na nasz glos za tak donosne podejmowanie tematyki. Sukcesem byloby juz przekroczenie 3% na co RPP ma duza szanse. To sprawi ze RPP dostanie dofinansowanie dla partii z budzetu panstwa i umozliwi przetrwanie tej formacji, ktora moze jeszcze nie teraz, ale napewno za 4 lata zwojuje juz cos w wyborach.
Tak wiec glosujmy na RPP patrzac na to w katergoriach dlugoterminowych. Wtedy mam nadzieje z zastrzykiem gotowki cos sie na tych 3% zbuduje!