W jednym z odcinków drugiej serii amerykańskiej wersji Queer as folk główne bohaterki postanawiają wziąć ślub. Jest oczywiście kilka problemów. Koniec końców bohaterki podczas pobytu w barze lesbijskim ostro kłócą się o cenę ślubnych dań i wychodzą z lokalu trzaskając drzwiami. Patrząc na to przedstawienie ich wspólna przyjaciółka - która skądinąd ratowała ich podupadające życie seksualne proponując trójkąt (zrealizowany) - podrywa jakąś dziewczynę szepcząc jej słodko do ucha: "Małżeństwo! Heterycy zasłużyli sobie na ten koszmar!"...
- Błażej Warkocki -
Do ślubu jednak dojdzie, a sprawę załatwi rodzina, nie ta "z krwi", ale ta "z wyboru", czyli przyjaciele.
Myślałem o tym odcinku czytając książkę Roberta Biedronia Tęczowy elementarz, książkę dobrą i słuszną, która w istocie powinna znaleźć się w każdej polskiej szkole, choćby dlatego, że dwa lata oficjalnej propagandy antyhomoseksualnej musiało dokonać sporych spustoszeń społecznych. Co oczywiście nie znaczy, że wcześniej było cudownie. Nie było. Homofobia to przemoc, czy to symboliczna czy fizyczna, i było by dobrze, aby nauczyciele a zwłaszcza uczennice i uczniowie mieli jakieś narzędzia to obrony, choćby takie jak argumenty zawarte w książce Biedronia. To niewiele, ale już coś - w oczekiwaniu na porządne antyhomofobiczne programy edukacyjne w polskich szkołach.
Tęczowy elementarz wyrasta z liberalnego ducha. Wszyscy ludzie powinni mieć równe prawa. Jeśli pary heteroseksualne mają prawo do małżeństw i adopcji, to pary homoseksualne też mieć powinny. Słusznie.
A może jednak nie? Czy rzeczywiście małżeństwo jest jakimś ideałem, który należy koniecznie posiąść? Może jednak heterycy zasłużyli sobie na ten koszmar? Pełną listę wątpliwości przedstawia Joanna Mizielińska w książce Płeć/ciało/seksualność. Od feminizmu do teorii queer. Autorka jest jedną z matek-fundatorek teorii queer w Polsce. Jej książka to zbiór frapujących esejów, dotyczących najróżniejszych tematów. Jeśli ktoś chciałby pojąć o co chodzi z tym odmienianym przez wszystkie przypadki queer, bądź poszerzyć swoją wiedzę - to koniecznie powinien zajrzeć do książki Joanny Mizielińskiej. Nic bardziej kompetentnego po polsku nie napisano. I tu właśnie, pojawiają się wątpliwości w kwestii małżeństwa.
Jednym z argumentów za wprowadzeniem ustawy o małżeństwach jednopłciowych (tam gdzie to się udało) było przekonanie, że taka ustawa "wzmocni instytucję małżeństwa". Ale czy jest co wzmacniać? Albo: po co wzmacniać instytucję, która zawsze opresjonowała lesbijki i gejów? Może lepiej ją osłabiać? No i czy rzeczywiście małżeństwo jest aż tak fajne? Jedna z autorek cytowanych przez Mizielińską stwierdziła, że wprowadzenie rejestracji związków w Danii w 1989 roku zmieniło Narodowe Duńskie Stowarzyszenie Gejów i Lesbijek w "ligę lesbijek kur domowych"...
Bo może jest tak - podkreślam: może - że instytucja małżeństwa sformatuje homoseksualne relacje (miłosne, seksualne, przyjaźni) według mieszczańskich wzorów i stworzy wyraźną hierarchię: najlepsi są ci którzy są w związkach małżeńskich, a ci którzy są singlami, uprawiają szczęśliwie promiskuityzm albo jakoś inaczej odstają od wzorca, staną się jeszcze bardziej odmieńcami?
Tak, ja wiem, jakaś mała rejestracyjka dla wielu par ma swoje całkiem realne zalety. Także - a może przede wszystkim -symboliczne. I czym innym związek rejestrowany a czym innym małżeństwo. Ale w ostatnio wydanych książkach dotyczących tematyki gej/les mniej opiewa się zalety instytucji małżeństwa (właściwie prawie w ogóle się tego nie robi), a bardziej - rodzin. Rodzin homoseksualnych, alternatywnych etc. Tak jest w książce Mizielińskiej, która przedstawia na czym polega "rodzina z wyboru". Także Bożena Umińska w Barykadach (skądinąd jednej z najlepszych książek publicystyczno-eseistycznych na interesujące nas tematy jaka wyszła w ostatnim czasie, pisana znakomitym zaangażowanym stylem) poświęca sporo miejsca rodzinie - dwóch lesbijek, ich dzieci i zaprzyjaźnionego heteryka, ojca biologicznego. Całość działa bardzo sprawnie i ma miejsce w Moskwie. Ale i w Polsce rodziny homoseksualne egzystują, o czym przekonuje z kolei Anna Laszuk w swej świetnej książce Dziewczyny wyjdźcie z szafy. Dziewczyny bardzo często pozostają w szafie (nie dziwota), ale tworzą bardzo fajne konstelacje rodzinne, nie tak rzadko - z dziećmi. Co prawda mnie najbardziej zafascynowały wspólnoty mieszkaniowe, gdzie się mieszka razem nie na zasadzie zespołowego opłacania czynszu, lecz rodzaju wspólnoty rodzinno-przyjacielskiej. Rzecz ma miejsce w Berlinie i podobno działa. A mnie wizje w wymienionych książkach tak się spodobały, że mam ochotę zakrzyknąć: małżeństwa - nie, rodziny - tak!
A jeśli już jesteśmy przy rodzinach - bo wszyscy queerowcy to jedna rodzina, starszy czy młodszy, chłopak czy dziewczyna - chciałbym na koniec odnieść się do podcastu Jacka Kochanowskiego poczynionego w obronie Berka.
Zapewniam, że nie jestem żadnym krytycznoliterackim monstrum żądnym strumieni świadomości. Berek to świetne czytadło ku pokrzepieniu gejowskich serc. Sam skupiłem się na schemacie romansowym, który wydał mi się zabawny i który potraktowałem - przyznaję - nieco ironicznie. Ale, jak widać, było warto, jeśli udało się w ten sposób pobudzić do dyskusji. I tym samym zachęcić do lektury (bo ewidentnie zachęcam do czytania, takie już mam ideolo). Więcej - uważam, że Marcin Szczygielski powinien napisać kolejną powieść gejowską, bo ma wyraźnie dryg do prozy popularnej. Gdybym miał jednak prawić o tym - jak proponuje socjolog queer Jacek Kochanowski - że to takie piękne, iż gej i "moherówa" potrafią dojrzeć w sobie człowieka i się dogadać, to najprawdopodobniej zaziewałbym się z nudów na śmierć, nim dotarłbym do ostatniej kropki. To po pierwsze. A po drugie - taka wizja wydaje mi się skrajnie naiwna. Choć oczywiście szlachetna i piękna (niczym ostatnia encyklika Benedykta XVI "Spe salvi").
Na koniec, gdy czas dokonać podsumowań minionego roku, chciałbym bardzo serdecznie przeprosić: 1) autorów, którym przekręciłem imię; 2) autorów, którym przekręciłem nazwisko (niestety i tacy byli); 3) redakcję IS, która musi nieustannie monitorować, czy komuś znowu nie przekręcam imienia bądź nazwiska; 4) wszystkich autorów i autorki, po których przejechałem się nazbyt złośliwie (przede wszystkim Edwarda Pasewicza, którego książka, im dłużej o niej myślę, tym bardziej mi się podoba); 5) ale zwłaszcza - wszystkich czytelników i czytelniczki, którym zraniłem uczucia genologiczne (człowiek uczy się całe życie, może i mnie w nowym roku uda się napisać Prawdziwą Recenzję?). Najważniejsze jednak, żeby było o czym. Czego sobie i Państwu życzę.
Robert Biedroń, Tęczowy elementarz, czyli (prawie) wszystko, co chcielibyście wiedzieć o gejach i lesbijkach, Adpublik, Warszawa 2007.
Joanna Mizielińska, Płeć/ciało/seksualność. Od feminizmu do teorii queer, Universitas, Kraków 2006.
Anna Laszuk, Dziewczyny, wyjdźcie z szafy!, Fundacja Lorga, Płock 2006.
Bożena Umińska/Keff, Barykady. Kroniki obsesyjne, eFKa, Kraków 2006.
ale jestem ciekawy - ile wytrzymalbys w malzenstwie z facetem......-))))) czy z baba, wszystko jedno. ono nie zbliza uwierz mi-)) nie znam takiego przypadku. wiesz co zbliza - MILOSC. malzenstwo to teraz sposob na nizsze podatki, wiec kusi, ale nie traktuje tego jkao czegos aby nam sie lepiej zylo. nas laczy serce i nic tego nie zmieni-))
... moim skromnym zdaniem państwo którego ustawodawcom zależy na równym traktowaniu swoich obywateli daje równe szanse ułożenia sobie szczęśliwego życia WSZYSTKIM. Nie wprowadza i nie utrzymuje JEDYNIE przestarzałych i staroświeckich instytucji /które mogą pewnej grupie obywateli odpowiadać/, lecz umożliwia im najlepszy w och mniemaniu WYBÓR.
Wykłądając to znacznie prościej każdy powinien znaleść w idealnym państwie COŚ DLA SIEBIE.
Dla jednych będzie to 'małżeństwo mono lub bi albo tri płciowe posiadające lub nieposiadające potomstwa, własnego lub przysposobionego', dla innych będzie to 'związek partnerski lub konkubinat mono, bi lub tri płciowy posidający lub nieposiadający potomstwa własnego lub przysposobionego', a dla jeszcze innych 'rozwiązek mono bi albo tri płaciowy posiadający lub nieposiadający potomstwa własnego lub przysposobionego' - czyli związek który prawie niczym nie wiąże dwóch stron :) to tak żeby zażartować, Ustawodawstwo jak zwykle tak sobie stanowi jak mu wygodnie a nie obywatelom i dlatego obywatele sami sobie organizują wszelakie odmiany związków, rozwiązków lub związków partmnerskich albo konkubinatów :)
I tak to w skrócie wygląda moim skromnym analitycznym zdaniem. Dziwne, że ustawodawcy na to jeszcze nie wpadli ... tak sobie myślę, że są po prostu mało inteligentni i nie lubią matematyki i logiki :)
Pozdrawiam czytających moje wywody :)
Książka Laszuk rzeczywiście niesamowita, Umińska też świetna, chociaż trochę przemilczana. Mizielińskiej jeszcze nie udało mi się dorwać, nigdzie tego nie ma. A biedroń? Cóż.... poziom podstawowy, ale i takie ksiazki sa potrzebne :)
a juz myslalem, ze napisze cos o klir es folk. bardzo fajny serial. wspaniale sie go ogladalo-)))brajan fajny towar i ciekawy charakter, choc za bardzo sukinsynowaty a ten mlodziak to typowy przyklad tego co dzieje sie z mlodym chlopcem jak wkracza na droge sexu-))) i tez byl fajnym towarkiem. reszta nijaka-)))