W związku z powtarzającymi się w ostatnim czasie przypadkami kampanii medialnej przeciwko osobom homoseksualnym i towarzyszącym jej kłamstwom na temat tak zwanego "leczenia homoseksualizmu" warto przypomnieć podstawowe fakty...
- Jacek Kochanowski -
W związku z powtarzającymi się w ostatnim czasie przypadkami kampanii medialnej przeciwko osobom homoseksualnym i towarzyszącym jej kłamstwom na temat tak zwanego "leczenia homoseksualizmu" warto przypomnieć podstawowe fakty:
Po pierwsze: homoseksualizm nie jest ani chorobą, ani zaburzeniem - stwierdziły to wyraźnie w swoich orzeczeniach m.in. Światowa Organizacja Zdrowia, międzynarodowe Amerykańskie Stowarzyszenie Psychiatryczne i Amerykańskie Stowarzyszenie Psychologiczne. Każdy zatem, kto twierdzi, że homoseksualizm jest chorobą lub zaburzeniem kłamie, działa na szkodę osób homoseksualnych, narusza ich godność i dobre imię, wprowadza w błąd opinię publiczną oraz nawołuje do dyskryminacji osób homoseksualnych - do napiętnowania ich jako "chorych" i "nienormalnych".
Po drugie: nie istnieją żadne dowody na to, że możliwa jest dowolna zmiana orientacji seksualnej (z homoseksualnej na heteroseksualną lub z heteroseksualnej na homoseksualną). Wszelkie nagłaśniane przypadki "zmiany" nie są niczym innym, niż homofobicznym chwytem propagandowym. Mogą one dotyczyć osób biseksualnych, którym udaje się w wyniku specyficznego prania mózgu "wygłuszyć" pragnienia homoseksualne. Mogą także dotyczyć osób homoseksualnych, które w wyniku podobnych działań pseudoterapuetycznych zmuszają się do stosunków heteroseksualnych. Istotnie, taki efekt "prania mózgu" może u osób niezdolnych do akceptacji swej orientacji seksualnej wzbudzić poczucie satysfakcji, jednak jest to satysfakcja złudna - długookresowe (panelowe) badania tzw. "wyleczonych" pokazują, że znakomita większość z nich powraca do aktywności homoseksualnej lub okupuje zmuszanie się do życia sprzecznego z własnymi pragnieniami głębokimi zaburzeniami psychicznymi lub chorobami psychicznymi.
Po trzecie, co najważniejsze: praktyki "leczenia" homoseksualizmu mogą być groźne dla zdrowia, a nawet życia. Oto fragment oświadczenia Amerykańskiego Stowarzyszenia Psychiatrycznego z 1998 roku dotyczące stosowanej w "leczeniu" homoseksualizmu tzw. "terapii reparatywnej":
"Potencjalne ryzyko stosowania 'terapii reparatywnej' jest znaczące, włączając w to możliwość wystąpienia depresji, zaburzeń lękowych i zachowań autodestrukcyjnych. (...) Wielu pacjentów, którzy poddali się 'terapii reparatywnej' relacjonuje, że podawano im mylną informację, że homoseksualiści są samotnymi, nieszczęśliwymi osobnikami, którzy nigdy nie osiągną akceptacji lub satysfakcji. (...) Możliwość, że osoba może osiągnąć szczęście i satysfakcjonujące relacje interpersonalne jako gej lub lesbijka nie była im prezentowana, a alternatywne podejście do radzenia sobie ze społeczną stygmatyzacją nie była omawiana (...) Z tego powodu Amerykańskie Towarzystwo Psychiatryczne sprzeciwia się jakiejkolwiek terapii psychiatrycznej, takiej jak terapia 'reparatywna' lub 'konwersyjna', które opierają się na założeniu, że homoseksualizm jest sam w sobie zaburzeniem psychicznym lub opartych na założeniu, że pacjent powinien zmienić swoją orientację homoseksualną."
Ofiary tego typu "terapii" trafiają zatem najczęściej do gabinetów psychologicznych i psychiatrycznych z poważnymi zaburzeniami. Nie są bowiem w stanie zmienić trwale swojej orientacji seksualnej, wbrew obietnicom, nie potrafią jednak równocześnie zaakceptować swojego homoseksualizmu nie tylko dlatego, że z powodów religijnych uznają go za grzech, ale przede wszystkim dlatego, że pseudoterapeuci wmawiają im, że osoba homoseksualna nie potrafi kochać, nie potrafi stworzyć stałe związku, nigdy nie będzie szczęśliwa.
"Leczenie homoseksualizmu" to zatem niebezpieczne działania na szkodę osób homoseksualnych, które ani z medycyną, ani z pomocą, a już na pewno z żadną "miłością bliźniego" nie mają nic wspólnego. Działania takie oraz popularyzowanie tych działań powinno być w moim przekonaniu zabronione przez prawo, bowiem pseudoterapueci zamiast nieść osobie homoseksualnej pomoc skazują ją w rzeczywistości na cierpienia, wpędzają w permanentny stan poczucia winy, a w konsekwencji przyczyniają się do rozwinięcia się u takich osób rzeczywistych zaburzeń i chorób psychicznych.
Po czwarte: warto zauważyć, że sprzeciw wobec tego typu głęboko niemoralnych praktyk pseudoterapeutycznych wyrażają także niektórzy duchowni katoliccy. Oto przykład: fragment wywiadu o. Tadeusza Bartosia dla "Gazety Wyborczej":
"Kościół broni osoby homoseksualne, przeciwstawia się wszelkim przejawom ich dyskryminacji. Mówi o tym wyraźnie Katechizm. Co więcej: wcale nie wychodzi z założenia, że homoseksualizm jest chorobą czy dewiacją. Czytamy w nim, że wiele osób ma głęboko zakorzenioną i skłonność homoseksualną, a więc nie ma tam mowy o nakłanianiu gejów i lesbijki do leczenia. (...) Jak można leczyć homoseksualizm, skoro nie znamy jego przyczyn? Można robić im pranie mózgu, próbować ich przeprogramowywać na orientację heteroseksualną, ale to nie jest przecież leczenie. Hasła typu: "Homoseksualizm trzeba leczyć" przywodzą na myśl masowe reedukacje obywateli w systemach totalitarnych. Katechizm podkreśla, że homoseksualizm na ogół nie jest niczym zawiniony. Po prostu człowiek w okresie dojrzewania odkrywa pociąg do osób tej samej płci. Tak przeżywa własną seksualność i tak będzie ją przeżywał do końca życia. Trzeba to przyjąć do wiadomości i nie wolno ich za to dyskryminować."
Po piąte: nie możemy milczeć i nie przeciwstawiać się aktywnie tego typu niebezpiecznej propagandzie. Większość z nas, osób homoseksualnych lub biseksualnych, ma szczęście dotrzeć do rzetelnych źródeł wiedzy i ustrzec się przed skutkami owej specyficznej mowy nienawiści. Wciąż jednak wiele lesbijek i wielu gejów, błędnie sądząc, że religia wymaga od nich zmiany orientacji seksualnej, wpadają w łapy działających często przy parafiach lub w ramach katolickich ruchów szalbierzy. Otóż ze względu na te osoby właśnie należy m.in. walczyć:
- o odsunięcie od władzy sił politycznych wspierających lub tolerujących tego typu propagandę w państwowych mediach i w szkołach
- o objęcie pseudoterapeutów dochodzeniami prokuratorskimi na wniosek pokrzywdzonych przez ich szkodliwe i oparte na kłamstwie praktyki osób homoseksualnych i biseksualnych
- o wprowadzenie do szkół rzetelnej edukacji seksualnej broniącej dzieci i młodzież przed szkodliwymi praktykami pseudoterapeutów
- o wsparcie lesbijek i gejów przez polskie organizacje zrzeszające rzetelnych psychologów, psychoterapeutów i psychiatrów, które jednoznacznie potępią praktyki "leczenia" homoseksualizmu i pomogą w opracowaniu wskazań dla osób homoseksualnych borykających się z trudnościami w samoakceptacji
Niestety, nie wystarczy wyłączyć telewizor czy ostentacyjnie wyrzucić do śmietnika "Nasz Dziennik". Nienawiść prędzej czy później dosięgnie każdą i każdego z nas - osób homoseksualnych czy biseksualnych. Program Pospieszalskiego obejrzało wielu rodziców, którzy będą teraz zmuszać swoje homoseksualne dzieci do leczenia. Program obejrzało wiele lesbijek i wielu gejów, którzy mając problemy z samoakceptacją zadzwonią do oszustów i poproszą ich o "pomoc". Te wszystkie spektakle kłamstwa, pogardy i nienawiści wywołują konkretne skutki społeczne i dlatego należy im przeciwdziałać. Proszę, nie bądźmy obojętni.
Ale za to o kryzys energetyczny nie musimy się martwić, jak nam zakręca kurki z prawej albo i lewej strony ogrzejemy się encyklikami /w piecu się je podłoży/ no bo każdy teraz ma tego taką masę w domu /po prostu wypada!/ .. a jak kryzysu nie będzie to za 25 lat sporo makulatury będzie do oddania.
Cieszę się, że tak się zgdadzamy w tej materii :)