Antyhomoseksualna retoryka jest nadal elementem polskiej politycznej poprawności. Po raz kolejny mogliśmy to sobie uświadomić, kiedy "wybuchła" inicjatywna Łukasza "Santiego" Pałuckiego dotycząca upamiętnienia polskich gejów zamordowanych w hitlerowskich obozach zagłady...
- Jacek Kochanowski -
Nie jest wesoło w Kaczystanie, zwanym trafnie przez Kingę Dunin Kartoflandią. Po kraju fruwają teczki, babcie tłuką się przed kościołem z powodów religijnych, partia współrządząca kona dobijana aferą seksualną, na stanowisku prezesa NBP znanego wszędzie profesora zastąpił nieznany nigdzie magister. Kiedy myślimy, że gorzej być nie może, włączamy telewizor i okazuje się, że owszem, a jakże...
Antyhomoseksualna retoryka jest nadal elementem polskiej politycznej poprawności. Po raz kolejny mogliśmy to sobie uświadomić, kiedy "wybuchła" inicjatywna Łukasza "Santiego" Pałuckiego dotycząca upamiętnienia polskich gejów zamordowanych w hitlerowskich obozach zagłady. Łukasz zaproponował postawienie na warszawskim placu Trzech Krzyży, w miejscu dawnej blaszanej toalety publicznej, gdzie w PRL-u spotykali się geje, tablicy pamiątkowej w formie różowego trójkąta z odpowiednim napisem. Jak to zazwyczaj bywa, pomysł jednym się spodobał, innym nie. Przeglądnąłem wpisy na forach internetowych, także na "Innej Stronie". Internauci i internautki słusznie zwracali uwagę, że idea nosi znamiona wykluczenia lesbijek, bo po pierwsze miejsce upamiętnienia związane jest z historią polskich mężczyzn homoseksualnych, po drugie w obozach lesbijki były oznaczane czarnym trójkątem. Ale jest to rzecz do naprawienia: i miejsce, i wygląd tablicy można skonsultować i ustalić w szerszym gronie. Szczególnie miejsce niektórym wydaje się kontrowersyjne, ponieważ w pobliżu znajdują się owe trzy krzyże, od których plac nosi nazwę oraz kościół św. Aleksandra. Z pewnością zatem rozległyby się głosy, że homoseksualiści znów prowokują urządzając wiece opodal "miejsc świętych". Inna sprawa, czy tego rodzaju absurdalnym zarzutom należy ulegać - miasto należy do wszystkich, także do lesbijek i gejów.
Najbardziej uderzył mnie jednak komentarz warszawskiego radnego PiS-u. Nie będę przywoływał jego nazwiska, bo nie mam zamiaru robić mu reklamy, a pan ów był łaskaw stwierdzić, że tablica owa będzie "kolejnym przejawem nachalnej promocji homoseksualizmu". Wydawało się że istnieją granice przyzwoitości, ale doczekaliśmy się czasów, gdy banda spod znaku "prawa" i "sprawiedliwości", błogosławiona przez fanatycznego "Ojca", jest w stanie posunąć się do wypowiedzi najbardziej nikczemnych tylko po to, by dać upust swojej nienawiści. Tablica upamiętniająca homoseksualne ofiary nazizmu narzędziem promocji homoseksualizmu? Podłość tej wypowiedzi pana radnego partii rządzącej ujawnia z gruntu faszystowską logikę: homoseksualiści nie są ludźmi, bowiem nawet ich cierpienia i ich śmierć nie zasługują na upamiętnienie. Są podludźmi, o których nie wolno mówić, o których nie wolno pamiętać, którzy mają być niewidzialni. To już nie jest homofobia. To antyhomoseksualna paranoja gotowa obdzierać z godności nawet trupy homoseksualistów zamęczonych w obozach koncentracyjnych.
Ta paranoja cofa nas w czas zaprzeszły. Staliśmy się żałosnym skansenem rządzonym przez paranoików, krajem, gdzie skrajną nienawiść i pogardę wobec osób homoseksualnych nazywa się "obroną wartości rodzinnych", gdzie uprzedmiotowienie kobiet i traktowanie ich macic jak państwowej własności nazywa się "obroną życia", i tak dalej, i tak dalej... Coraz wyraźniej w przestrzeni publicznej króluje agresywny fanatyzm, który w imię "wartości" jest gotów zaszlachtować każdego, kto ośmiela się myśleć inaczej... Obrazki sprzed warszawskiej katedry mówiły same za siebie...
Co więcej, ta atmosfera wszechobecnej agresji przenika i do naszego środowiska. Rozumiem, że pomysł Łukasza nie wszystkim musi się podobać. To nie jest jednak powód, aby w sytuacji, gdy poziom paranoi antyhomoseksualnej osiąga szczyty wypowiadać się publicznie w sposób pogardliwy, będący mniej lub bardziej zawoalowanym atakiem osobistym. Określenie Roberta Biedronia, że to "durny pomysł" oraz Szymona Niemca, iż (cytuję z pamięci): "chodzi o autopromocję Pałuckiego" zabolały mnie równie mocno, jak bzdury wygadywane przez radnego PiS-u. Swój dystans do pomysłu Łukasza można przecież wyrazić w inny sposób. W ciemnych czasach potrzebujemy jedności polegającej choćby tylko na unikaniu publicznych ataków na siebie nawzajem. Nie sądzę, żeby pomysł upamiętnienia cierpienia i śmierci homoseksualistów w obozach na terenie Polski można było określić jako "durny", choć szczegóły z pewnością wymagają dopracowania. Nie sądzę też, by Łukaszowi chodziło o autopromocję - w tych czasach najlepiej by się wypromował, gdyby ogłosił, że w wyniku słuchania Radia Maryja "wyleczył się" z homoseksualizmu. Mandat poselski zagwarantowany, wraz z poparciem Ojca Dyrektora i Obojga Braci. Ale przecież nie o to chodzi - tylko o to, że, proszę zauważyć, wypowiedź Szymona, iż Pałucki się "autopromuje" współbrzmi z bełkotem radnego Pis-u, że tablica ta to "promocja homoseksualizmu". Czy naprawdę musimy jeszcze dostarczać wody na ich młyn?
Żyjemy w czasie wstecznym i potrzeba wielkiego wysiłku, żeby postępujący regres polskiego życia publicznego powstrzymać, żeby powstrzymać barbaryzację Polski. Wierzę, że to wszystko nie potrwa długo, że z tego, czy innego powodu ta koalicja padnie i będzie można przystąpić do odkręcania tego wszystkiego. Dlatego zamiast powarkiwać na siebie spróbujmy razem przeciwstawić się narastającej paranoi antyhomoseksualnej i jej konsekwencjom.
przypomnę, że Rokita obśmiał wywody Wierzejskiego nt. pederastia=pedofilia
co do "autopromocji" - każde publiczne wystąpienie osoby rozpoznawalnej jest jej autopromocją - dotyczy to także szanownego Niemca- wytykanie tego faktu w takim kontekscie swiadczy chyba o tym , że nie znalazła się bardziej inteligentna myśl na ten temat w mózgu wypowiadającego- Panie Szymonie czasami mozna milczeć - to nie boli.
Nasi frontowi działacze kiedy przestaną się już zastanawiać , który jest "naj", powinni zająć się czymś pożytecznym lub przynajmniej nie krytykować innych (pamiętając jak sami bywali krytykowani). Po co dawać ludziom uprzedzonym dodatkowe argumenty?