Staramy się pokazywać Wam muzyczne nowości, premiery klipów bądź mało znane starocie, które odkopaliśmy. Dziś kolejna odsłona środowego przeglądu muzycznego.
2. Pearl Jam, czyli cisza po... burzyZmieniamy klimaty. W zeszłym tygodniu swoją premierę miała nowa płyta zespołu Pearl Jam. Pewnie dla części z Was – zwłaszcza dorastających w latach 90. grunge nie jest obcy. I chociaż dziś rzadko sięgam po muzykę z Seattle (są wyjątki) – mam do niej ogromny sentyment, a Pearl Jam jest tym zespołem, który zawsze mnie zmobilizuje do zakupienia płyty.
No więc zakupiłam "Thunder Bolt". Od zeszłego tygodnia przesłuchałam płytę z 15 razy. I tak bardzo chciałabym napisać, że jest świetna, energetyczna, rewelacyjna tekstowo i brzmieniowo, ale nie mogę, bo będę miała świadomość, że Was okłamuję. Jest dobrze, ale to kolejna płyta Pearl Jamu do której już wracać nie będę. Z pewnością jest poprawna: cieszy mnie niezmiernie, że zespół, który ma już ponad 20 lat gra "po swojemu" (słychać, że to jest szczere i prawdziwe), ale mnie to już zupełnie nie kręci. I najgorsze, że okropnie mnie to dołuje...
A co na "Thunder Bolt" znajdziemy? Są i rockowe kawałki (bardzo dobry "Gateway") i klasyczne pearljamowe ballady (jak ta zalinkowana niżej). Jest i nowość: zespół wziął na warsztat solowy utwór Eddiego Veddera (który co prawda trochę odstaje stylistycznie od reszty płyty, ale dla fanów na pewno miła niespodzianka).
A co Wy sądzicie o nowym Pearl Jamie?
W każdym razie pasja, kreacja, innowacja. Od niego aż kipi miłością do tworzenia, a i z niczego stworzy piękne dźwięki.