Staramy się pokazywać Wam muzyczne nowości, premiery klipów bądź mało znane starocie, które odkopaliśmy. Dziś kolejna odsłona środowego przeglądu muzycznego.
1. Reflektor na jesienne wieczoryNowa, długo wyczekiwana, czwarta już płyta kanadyjskiej grupy Arcade Fire, swoją premierę miała 29 października. Jakiś czas temu
zachwycaliśmy się tytułowym singlem "Reflektor", czas na wrażenia po przesłuchaniu całej płyty (a nawet dwóch bo to wydanie dwupłytowe).
Z jednej strony "Reflektor" jest albumem, który potrzebuje czasu, a z drugiej... Chyba nie mogłabym się doczekać, żeby w końcu napisać Wam, że
jest to album wybitny! Co ciekawe – wcześniejsze płyty Kanadyjczyków średnio pasowały mi stylistycznie, przeszkadzała mi dziwna emfaza, dziwna w całej oczywiście mainstreamowości zespołu. "Reflektor" ujął mnie od pierwszego przesłuchania.
Ale od początku.
W grudniu zeszłego roku Arcade Fire zapowiedzieli, że nowa płyta pojawi się w 2013 roku i że jej produkcją zajmie się James Murphy (LCD Soundsystem). Ostatnio
polecaliśmy Wam świetny remix piosenki Davida Bowiego – Murphy'ego właśnie. David Bowie udziela się wokalnie w refrenie singla "Reflektor" i od początku zespół z Kanady wspiera. Ładnie zamknęliśmy historię? Dodajmy do tego, że album AF jest inspirowany haitańską muzyką, esejami Kierkegaarda i filmem z 1959 roku "Black Orpheus". I oczywiście to wszystko na płycie słychać. Najważniejszy jest rytm: poszczególne utwory są mniej lub bardziej melodyjne, melancholijne, paranoiczne, schizofreniczne, narkotyczne (taki strumień świadomości na skojarzenia), ale tło jest boskie – na co pewnie duży wpływ miał Murphy. I chociaż indie do mnie nigdy nie przemawiało – w takiej wersji biorę w całości.
Oficjalnie album otwiera "Reflektor" (wcześniej jest ukryty utwór), który zapowiada też czego na płycie możemy się muzycznie spodziewać. Poza tym każdy utwór to inna historia, opowieść (a czasem wręcz przypowieść), bohaterowie. Kiedyś "epickość" mnie denerwowała, tu jest idealna: inna sprawa, że Win Butler potrafi śpiewać o rzeczach trudnych (śmierć, religia).
Oczywiście na każdym albumie są perełki, do których wraca się najczęściej (chociaż ja polecam słuchać "Reflektora" całościowo): dla mnie to zdecydowanie "Joan Of Arc", "Porn", czy cudowne "It's Never Over (Oh Orpheus)".
Uwielbiam też "Afterlife", zwłaszcza w wersji z YouTube Music Awards (z klipem na żywo wyreżyserowanym przez Spike'a Jonze'a).
Proszę państwa, jak dla mnie najlepszy album 2013!
Da się? da :)