Kadr z filmu "Młodsza siostra" Recenzja filmu „Młodsza siostra”: Fatima szuka tożsamości między muzułmańską tradycją a odkrywaną seksualnością.
Wiosna, lato, jesień, zima. I kolejna wiosna - tyle trwa opowieść o Fatimie, młodej Francuzce algierskiego pochodzenia, która właśnie kończy liceum i wkrótce udaje się na studia. Bohaterka najpierw nie ma czasu dla swojego chłopaka, „bo uczy się do matury”, a następnie bije szkolnego geja za to, że nazwał ją „lesbijką”. To słowo i ciężar związanych z nim podejrzeń, prowokują w niej gwałtowny wybuch agresji, którego sama z początku nie rozumie. Reżyserka jednak już od pierwszych scen nakreśla, że Fatima (stonowana, wycofana i mało ekspresyjna Nadia Melliti) tak naprawdę boi się przyznać przed samą sobą, że tekst kolegi mógł być prawdą, a ona nie potrafi pogodzić swojej tradycyjnej roli w rodzinie i muzułmańskiej społeczności z nowymi informacjami, które odkrywa na swój temat.
Potem jednak przychodzi lato. A z nim seria eksperymentów. Pojedyncze spotkania, wyjścia do barów, a następnie klubów, zakończone zbliżeniami w cudzych mieszkaniach. Oglądamy, jak Fatima zaczyna eksperymentować i coraz pewniej czuje się we własnej skórze. Kulminacją tej eksploracji jest moment, gdy wraz ze swoją dziewczyną ściska się w tłumie na paradzie równości, powiewając przy tym tęczową flagą. Gdy jednak w następnej scenie Ji-Na (niezła Ji-min Park) rzuci ją, wymigując się „trudniejszym okresem w życiu i problemami psychicznymi”, bohaterka potraktuje to, jak wszystkie inne rzeczy w swoim życiu - z (pozornym) stoickim spokojem.
To podejście centralnej postaci stanowi zresztą jeden z problemów głębszego wejścia w przedstawioną historię. Bo choć zagraniczni krytycy nie kryli zachwytów nad „subtelną i delikatną” rolą głównej aktorki, mi nie wystarcza motyw „samotnej łzy na policzku”, gdy dziewczyna wpatrzona jest w okno w ciemności, by poczuć moc i siłę emocjonalnego tornada, które przeszło po jej wnętrzu.
Tak jednak poprowadzony jest ten film - tempo ma niespieszne, stonowane i melancholijne. Reżyserka daje w ten sposób przestrzeń bohaterce na długie spojrzenia, westchnienia i momenty zadumy. Teoretycznie czuć, że Fatima przeżywa wewnętrzne rozterki i bije się sama ze sobą, ale wszystko to zdaje się rozgrywać jedynie pod powierzchnią, w bardzo subtelny, wycofany sposób.
Co specyficzne - nawet w scenach imprez, gdy w tle przygrywa skoczna muzyka, my pozostajemy z Fatimą w pewnego rodzaju melancholii i zagubieniu. Wszystko jest jak pod wodą, obserwowane z dystansu. Coś wciąż przeszkadza bohaterce, a co za tym idzie samemu widzowi, wejść w te wydarzenia pełniej, mocniej, głębiej. Jak gdyby brak samoakceptacji nie pozwalał jej być sterem, a jedynie obserwatorem własnego życia.
Mimo że wydaje się to zagraniem celowym, znajdującym odniesienie w samej fabule - Fatima jest w końcu osobą wierzącą, która czuje, że „odsuwa się od Boga”, eksplorując kwestie cielesności i pożądania, taki styl prowadzenia opowieści może stanowić sporą barierę odbioru przez widza. Zwłaszcza, że wątek, który mógłby być motorem napędowym całej opowieści, czyli wewnętrzny konflikt tożsamości seksualnej z tożsamością religijną oraz wychowaniem w rodzinnej tradycji, zostaje tu sprowadzony jedynie do pojedynczego dialogu, pełnego frazesów i oklepanych półprawd, bez dodatkowej głębi psychologiczno-emocjonalnej. Znów - ma to wprawdzie pokazać, że religia odsunęła się od dziewczyny „w chwili jej największej próby”, ale wciąż brakuje mi tam rozwinięcia, jak to wpływa na nią i co zamierza z tym zrobić. Omawiany problem jest rzeczywisty i namacalny, ale twórcy nie potrafią go zbyt dobrze przeanalizować, przez co zostaje jedynie zasygnalizowany. Mam wręcz dziwne wrażenie, że część tego problemu wynika z materiału źródłowego i faktu bazowania na autobiograficznej powieści. Doceniam, że opisanie własnych doświadczeń, mogło autorce/bohaterce pomóc lepiej zrozumieć siebie, ale równocześnie mam przeświadczenie, że „Młodsza siostra” podpada pod kategorię filmów ważnych dla twórców, a nieco mniej dla postronnego widza.
Mam poczucie, że „Młodsza siostra” to zapis poszczególnych zdarzeń bez głębszej próby ustawienia ich w nowym, unikatowym kontekście. Świetnym przykładem na taki stan rzeczy jest pojawiający się dwukrotnie motyw paraliżu sennego. Choć wizualnie i nastrojowo to mocny akcent, zepchnięto go do roli kolejnego anegdotycznego elementu - pojawia się, znika i realnie nie wpływa na decyzje bohaterki ani na rozwój fabuły. Dokładnie tak samo jest z przytoczonym wyżej dialogiem z uniwersyteckiej imprezy, gdy Fatima otoczona jest grupą bezkompromisowych osób queerowych. W ramach podrywu przez starszą koleżankę, Fatima słyszy pytanie: „Ktoś złamał Ci serce? Chętnie zszyję je na nowo”. Mocne, chwytliwe, godne zapamiętania. Co jednak z tego, jeśli właściwie… prowadzi donikąd, poza dalszym poszukiwaniem spełnienia w nocnych eskapadach, które jednak nie dają długoterminowej satysfakcji?
„Młodsza siostra” to zapis poszczególnych zdarzeń bez próby ustawienia ich w gotowym, narzuconym kontekście - i można to odczytać jako świadomą decyzję, a nie słabość. Film opowiada, zachowuje dystans i nie ocenia. Nie tłumaczy Fatimy ani widzowi, ani jej samej - pozwala jej po prostu być, błądzić i szukać. Motyw paraliżu sennego czy rzucone na uniwersyteckiej imprezie „Ktoś złamał Ci serce? Chętnie zszyję je na nowo" nie prowadzą do fabularnych puent, ale budują fakturę tego doświadczenia: nocnych eskapad, które nie dają długoterminowej satysfakcji, i poszukiwania, które jeszcze się nie skończyło. Każdy widz może poczynić własną analizę - reżyserka zostawia mu na to przestrzeń.
"Młodsza siostra" w Queerotece
Lista kin, w których można obejrzeć film
Czwartek, 23.07.2026 Islam i miłość między kobietami - znamy datę polskiej premiery "Młodszej siostry"
Piątek, 28.02.2014 Chałupy welcome to
Poniedziałek, 19.09.2016 Wyspa, czyli kontynent
Piątek, 26.06.2015 Krainy pachnące młodniakiem
Poniedziałek, 17.01.2011 Gdzie są różowe masy?